Najważniejsze wydarzenie piłkarskie na Czarnym Lądzie zbliża się wielkimi krokami. Już w niedzielę czeka nas spotkanie otwierające ten turniej. Jak zawsze z okazji tego typu rozgrywek – ekspertom, kibicom i dziennikarzom towarzyszą przemyślenia na temat tego, kto wygra, kto zawiedzie, a kto będzie czarnym koniem turnieju. Tych spekulacji nie brakuje również i tym razem.
Puchar Narodów Afryki chyba już tradycyjnie budzi ogromne emocje. Wszystko spowodowane jest faktem bardzo zaciętej rywalizacji w każdym turnieju. Jak zawsze, wśród głównych faworytów znaleźć możemy: Wybrzeże Kości Słoniowej, Ghanę, Egipt, Nigerię i Kamerun. Nie wykluczone jednak, że ktoś spoza tej listy zaimponuje kibicom podczas rozpoczynającej się jutro imprezy. Nie można także zapominać o Tunezji, która chociaż ostatnio niczym spektakularnym na arenie międzynarodowej się nie wykazała, to tym razem może być inaczej.
Faworyci
Jak co dwa lata, także i teraz do głównych, a nawet murowanych faworytów zalicza się Wybrzeże Kości Słoniowej i gospodarza ostatniego PNA, Ghanę. Trzeci na tej liście wyłaniać się powinien zespół Kamerunu. Każdy jednak zapomina o Egipcie – drużynie, która nomen omen triumfowała w 2008 roku. Gwiazdy to nie wszystko, by świętować po końcowym sukcesie, trzeba tworzyć kolektyw, co Egipcjanom ostatnimi laty wychodziło znakomicie. Didier Drogba, Emmanuel Eboue, Yaya Toure czy Salomon Kalou to tylko nieliczni z zawodników WKS, którzy w dużym stopniu stanowią o sile swoich europejskich pracodawców. Wydaje się także, że nikomu nie trzeba każdego nazwiska z osobna przedstawiać. Dobitnie więc dokumentuje to, że „Słonie” mają silną ekipę, ale czy kolektyw. Wiele się mówi, że zespół stworzony z gwiazd prędzej czy później będzie skazany na porażkę. Każdy ma bowiem swój indywidualny styl gry i chce być tym najważniejszym. Na takim właśnie egoizmie reprezentacja ucierpiała niejednokrotnie. Tylko czwarte miejsce w 2008 roku świadczy o tym, że to nie nazwiska grają. Mimo wszystkich zarzutów, jakie padają w stronę – bądź co bądź – niezwykle mocnej reprezentacji, będą oni głównym pretendentem do odniesienia sukcesu w Angoli.
Ghanę do zwycięstwa prowadzić ma za to Michael Essien. I byłoby mu łatwiej, gdyby nie kontuzje, które wykluczyły już dwóch jego partnerów z boiska. Najbardziej bolesna wydaje się wszakże strata etatowego kapitana „Czarnych Gwiazd”, Johna Mensaha. Pierwszy prawdziwy test Ghańczyków czeka właśnie z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Los chciał, że już w fazie grupowej będziemy świadkami hitowego spotkania. Być może przyniesie ono już odpowiedź na pytanie, w jakiej dyspozycji jest Ghana, a na co stać WKS?
Błyskawicznie za to fazę grupową powinna przejść reprezentacja Kamerunu. I choć mają oni w zestawieniu Tunezję za rywala, to pokonanie dwóch pozostałych przeciwników wydaje się formalnością. Do 2008 roku wydawało się, że „Nieposkromione Lwy” znikną na jakiś czas z mapy międzynarodowej. Nie zakwalifikowanie się do mundialu w Niemczech czy dwukrotne odpadnięcie w ćwierćfinale PNA (rok 2004 i 2006) kazało jednoznacznie taki wniosek wysnuć. Dopiero jednak dwa lata po tych wydarzeniach Eto’o i spółka doszli do finału, gdzie musieli uznać wyższość Egiptu. To jednak dało znak, że Kamerun ma duże szanse, by w Angoli być tym najlepszym.










