Mistrzostwo, stworzenie jednej z najmocniejszych drużyn z przeciętnego zespołu, czy też zbudowanie najefektowniej grającej drużyny w klubie, który był na krawędzi zagłady. Nie zazdrościmy dziś ludziom, którzy będą musieli wybrać trenera roku Ekstraklasy.
W ostatnich dniach przez ekstraklasę przeszła fala zwolnień. Trenerzy tracili swoje posady dosłownie dzień po dniu. Nawałka, Sa Pinto, Smółka, Vicuna – karuzela ruszyła w najlepsze. Warto jednak także spojrzeć na pozytywne postaci pośród szkoleniowców w naszej lidze, gdyż takowych w bieżących rozgrywkach również nie brakuje.
Pierwsze mistrzostwo w historii
Wydawać by się mogło, że historyczne, pierwsze mistrzostwo w dziejach klubu to wystarczające osiągnięcie, aby zdeklasować wszystkich kolegów po fachu w całej lidze. Piotr Stokowiec w Lechii dokonuje rzeczy wielkich. Bez spektakularnych transferów zdołał wydźwignąć gdańszczan z klubu, który w poprzednim sezonie walczył o utrzymanie, do głównego faworyta w wyścigu po mistrzostwo.
Wystarczyło tak naprawdę oczyścić skład ze starych, nasyconych już graczy, solidnie przepracować okres przygotowawczy i voila. Do tego jednak potrzeba było silnego charakteru, a także przekonania, do własnego pomysłu na drużynę. Spójrzmy chociażby na Adama Nawałkę w Lechu. Były selekcjoner nie potrafił odstawić od składu żadnego z sytych już graczy, choć wielu tego oczekiwało. Stokowiec natomiast od początku rozpoczął czystki. Krasić? Za CV u tego trenera punktów nikt nie dostaje. Marco Paixao, najważniejsza postać ataku Gdańszczan? Stokowiec stwierdził, że Portugalczyk w jego koncepcji się nie mieści. Mimo odstawienia wielu, wydawało się kluczowych postaci zespołu, wcale nie potrzebował on spektakularnych wzmocnień. Z Zagłębia zabrał on ze sobą Kubickiego, atak wzmocnił Sobiechem i to w zasadzie tyle.
Jak pokazuje przykład Piotra Stokowca, wystarczy dobrze przepracowany okres przygotowawczy oraz mieć pomysł na zespół, aby osiągnąć sukces w polskiej lidze. Idealny przykład do pokazania wszystkim tym, którzy narzekają na brak wzmocnień.
Gliwicki King
Solidność? To drugie imię Waldemara Fornalika. Jako selekcjoner co prawda nie podołał zadaniu, jednak w lidze trudno o większego fachowca. W Ruchu osiągał wyniki grubo ponad stan. Teraz natomiast powoli zaczyna budować swoją autorską maszynę w Gliwicach. Jeszcze w zeszłym sezonie, do ostatnich chwil jego podopieczni byli na krawędzi spadku. Dziś natomiast to główny faworyt do trzeciego miejsca w lidze. W pewnym momencie Gliwiczanie stanowili nawet realne zagrożenie nawet dla liderującej Lechii.
Schemat niby podobny co w przypadku Stokowca. Z dna tabeli zeszłego sezonu, do czołówki tego. Wydaje się jednak, że na papierze Fornalik dysponuje słabszymi zawodnikami, z których często wyciska 120% normy. W Ruchu dorobił się przydomka Waldek King, wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby zaczęto go tak tytułować również w Gliwicach.











