Magazyn „Forbes” opublikował listę najpotężniejszych agentów sportowych na świecie. W pierwszej piątce aż trójka to agenci piłkarscy. To oni pociągają za sznurki w futbolowym biznesie.
Na pierwszym miejscu znajduje się niezmiennie Scott Boras, który na prowizjach przy podpisywaniu kontraktów w lidze baseballu inkasuje 117 milionów dolarów. To facet pierwotnie specjalizujący się w prawie farmaceutycznym, który do gry wkroczył w 1983 roku, negocjując kontrakt Billa Caudilla, będący wówczas jednym z największych w historii MLB. Obecnie on i jego agencja odpowiadają za kontrakty najważniejszych zawodników ligi. Trzecim jest Tom Cadon obracający się w kręgach NFL. Na drugim miejscu plasuje się za to Jorge Mendes, czyli najgrubsza ryba w świecie agentów piłkarskich.
Najnowszy ranking „Forbesa” składa się z pięćdziesięciu pozycji, wśród których możemy znaleźć siedmiu agentów piłkarskich. Chociaż przedstawicieli robiących interesy w innych dyscyplinach sportu jest więcej, to jednak Mendes i jego koledzy zajmują miejsca w czołówce. Kim są więc najpotężniejsi agenci piłkarscy?
Najniżej spośród całej siódemki, bowiem na 23. lokacie, plasuje się Thomas Kroth. To były piłkarz mający na swoim koncie 13 występów w kadrze RFN. Zakończył karierę w 1990 roku jako zawodnik Borussii Dortmund. Lepiej niż na boisku Kroth spisuje się w branży menedżerskiej, odpowiadając za interesy ponad 100 zawodników. Najbardziej znani klienci prowadzonej przez niego Pro Profil Agency to Manuel Neuer, Jose Holebas i Shinji Kagawa. Na prowizjach Niemiec zarobił 22,4 miliona dolarów.
Dwa miejsce przed Krothem znajduje się Fernando Falicevich nazywany „królem Ameryki Południowej”. Skąd ten przydomek? Falivevich odpowiada jedynie za interesy zawodników z tej części świata, a głównie Chilijczyków, których pod swoimi skrzydłami ma aż trzydziestu. Jego klienci to m.in Gary Medel, Arturo Vidal czy Alexis Sanchez. Argentyńczyk szczególnie dobrze wspomina transfer tego ostatniego z Barcelony do Arsenalu, na którym zarobił do tej pory najwięcej. Fernando znany jest z utrzymywania bliskich kontaktów ze swoimi podopiecznymi. Dobra forma Fabiana Orellany cieszy go chyba jeszcze bardziej niż Carlosa Berrizzo. Jeśli skrzydłowy Celty utrzyma dobrą formę, to bardzo prawdopodobne, że Falicevich w następnym rankingu podskoczy o kilka miejsc, inkasując kolejną lukratywną prowizję.
Na trzynastym miejscu w rankingu „Forbesa” z niespełna 29 milionami dolarów zarabianymi na prowizjach możemy zobaczyć faceta przypominającego z postury Petera Clemenzę odpowiadającego za interesy piłkarzy nie tyle co świetnych, ile w dodatku niesamowicie popularnych i medialnych. Mino Raiola wychowywał się w Holandii, gdzie jego rodzina otworzyła pizzerię, w której pomagał od najmłodszych lat. Po studiach prawniczych rozpoczął karierę menedżera piłkarskiego, a obecnie reprezentuje m.in Zlatana Ibrahimovicia, Paula Pogbę, Mario Balotellego, Romelu Lukaku czy Blaise Matuidiego. Włoch to stary wyjadacz, a do jego największych transferów zalicza się chociażby przenosiny Denisa Bergkampa z Ajaksu do Interu, Pavla Nedveda z Lazio do Juventusu, „Ibry” z Interu do Barcelony czy Robinho z Manchesteru City do Milanu. Do tej listy z pewnością niedługo dopisana zostanie transakcja z udziałem wspomnianego wyżej Pogby. Raiola znany jest ze swojego ciętego języka. Politykę transferową Realu Madryt przyrównał kiedyś do kupowania ręczników i wyrzucania ich po zużyciu. – – napisał o nim w biografii Zlatan Ibrahimović.










