Minęło już trochę czasu od zwolnienia Jana Urbana z Osasuny i możecie się zastanawiać, jak ta decyzja wpłynęła na grę zespołu. Czy „Los Rojillos” prezentują się lepiej? Czy zaczęli grać na miarę oczekiwań? I w końcu, jaka jest szansa, że spadkowicz z Primera Division szybko podniesie się po upadku, jakiego doznał w zeszłym sezonie. W skrócie – czy coś się zmieniło? Odpowiedź może być dla niektórych zaskakująca. Nie zmieniło się bowiem nic. Co więcej – jest nawet gorzej.
Gdy Jan Urban w lipcu 2014 roku rozpoczynał swoją trenerską przygodę z Osasuną sytuacja klubu, mówiąc delikatnie, nie wyglądała najlepiej. Klub był świeżo po relegacji z najwyższej klasy rozgrywkowej i osłabiony odejściem kluczowych piłkarzy. Do tego dochodziło zadłużenie sięgające 70 milionów Euro i spadek frekwencji na stadionie. Przed polskim trenerem stało więc trudne zadanie zbilansowania budżetu i pogodzenia ambicji sportowych, które sięgały przecież La Ligi.
Legenda klubu, jeden z trzech najlepszych piłkarzy w historii klubu z północy kraju i były trener grup młodzieżowych. To się mogło udać. Dodatkowo za Urbanem przemawiało doświadczenie z pracy w Legii Warszawa i całkiem niezłe statystyki z tego okresu. Tak więc, jeżeli ktoś miał ratować zespół, to właśnie człowiek znający jego strukturę, problemy i specyfikę pracy w tym miejscu. Jak wyszło? Nie najciekawiej.
Urban został zwolniony po 26 kolejce i przegranym spotkaniu z Lugo 0:2. Na pewno nie pomogło mu zawieszenie, które było skutkiem awantury, jaką wywołał w starciu przeciwko rezerwom Barcelony. Polskiego trenera drogo kosztował ten wybuch złości. Cztery mecze na trybunach… i cztery porażki z rzędu, które ostatecznie zakończyły przygodę Polaka ze Estadio El Sadar.
Jak grała Osasuna Urbana? Na pewno efektownie. Jednak przez słowo efektownie nie rozumiem tutaj stylu gry, jaki prezentowali a poziom emocji, jakie ich spotkania zapewniały. Szczególnie płodny był tutaj początek sezony, kiedy to doszło do kilku kanonad, w tym m.in. świetnego spotkania z Mallorcą, zakończonego ostatecznie zwycięstwem „Los Rojillos” 6:4. Były trener starał się wpoić piłkarzom filozofię gry, opartą na posiadaniu piłki i konstruowaniu akcji poprzez atak pozycyjny. Stosował ustawienie 4-2-3-1, zmieniając je w zależności od boiskowej sytuacji na klasyczne 4-4-2. Za konstruowania gry odpowiedzialny był Miguel de Las Cuevas, którego współpraca z Nino układała się bardzo dobrze. Wyniki? Po 13. kolejce zespół zajmował 14 miejsce, a w listopadzie znajdował się nawet w strefie spadkowej. Pisząc bardzo dyplomatycznie – rezultat poniżej oczekiwań. Urban musiał coś zmienić i to właśnie zrobił.
Im dalej w sezon, tym polski trener starał się grać w bardziej pragmatyczny sposób. Prawdopodobnie zrozumiał, ze styl oparty na posiadaniu piłki, przy stanie osobowym jaki posiada, nie jest rozwiązaniem optymalnym. Piłkarze, których posiadał, nie byli w stanie zapewnić mu komfortu kontroli spotkania i kreatywności, tak bardzo potrzebnej przy stosowaniu tego rodzaju taktyki. Dlatego od początku listopada zaczął ustawiać swój zespół bardziej defensywnie. Wyobraźcie sobie, że do tego momentu, średnia strzelanych bramek w spotkaniach Osasuny wynosiły 3,72, natomiast po tej zmianie spadła aż do 1,53 trafienia na mecz. Różnica jest zauważalna, prawda?.












