GieKSa Katowice w meczu derbowym rozgrywanym na własnym stadionie pokonała 1:0 GKS 71 Tychy. Jedynego gola w tym meczu zdobył Arkadiusz Kowalczyk, który tym samym zdobył swoją pierwszą bramkę w lidze. Po tym spotkaniu katowiczanie awansowali na dziesiątą lokatę w ligowej tabeli.
Sobotnie popołudnie na zapleczu T-Mobile Ekstraklasy upływało pod znakiem hitu bydgoskiego Zawiszy z Cracovią. Natomiast na południu Polski kibice żyli meczem dwóch GKS-ów, czyli katowickiego i tyskiego. Według bukmacherów przed tym spotkaniem faworytem była ekipa dowodzona przez Piotra Mandrysza. Jednak jak wiadomo, drużyna „Trójkolorowych” w obecnym sezonie na własnym stadionie tanio skóry nie sprzedaje, bo jak dotąd przegrała na nim tylko z ŁKS-em Łódź oraz Termalicą Bruk-Bet Nieciecza.

Warto odnotować, że ostatnie dni w katowickim zespole nie należały do najlepszych. W związku z tym, iż klub stoi na krawędzi bankructwa, piłkarze dali upust swoim emocjom i na mecz z tyszanami wyszli w koszulkach z hasłem „Oddajcie GieKSę miastu”. Czy tak w najbliższych dniach się stanie, trudno wyrokować. Na pewno Pitry i spółka chcieli oddać serce na boisku i zagrać dla kibiców, którzy wypełniali stadion przy ulicy Bukowej. GKS Tychy podchodził z kolei do konfrontacji z katowiczanami z chęcią rewanżu za pamiętny mecz z czwartej ligi, w którym „Żółto-zielono-czarni” rozgromili tyszan 4:1.
Pojedynek od początku nie zwiastował wielkich emocji. Oba zespoły podeszły do siebie z szacunkiem i nie kwapiły się do żwawszych ataków. Gra tak na dobrą sprawę zaczęła się dopiero od drugiego kwadransa, gdy kilkoma wyjściami postraszyli tyską drużynę piłkarze z Katowic. Jednak efektu bramkowego z tego nie był żadnego. Zmieniło się to dopiero w 25. minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego przez Grzegorza Fonfarę piłka po zamieszaniu trafiła na głowę Mateusza Kamińskiego. Pomocnik katowiczan dograł w kierunku Arkadiusza Kowalczyka, napastnik GieKSy pewnym uderzeniem umieścił piłkę w bramce.
Pięć minut przed końcem pierwszej połowy podwyższyć prowadzenie usiłował Bartosz Sobotka, któremu ładnie piłkę wyłożył strzelec pierwszego gola. Ale futbolówka po tym uderzeniu minimalnie minęła światło bramki. Tuż przed przerwą gola wyrównującego mógł zdobyć „kochany” przez katowicką publiczność Piotr Rocki, lecz uderzenie 38-letniegio napastnika skutecznie obronił Maciej Wierzbicki i pierwsze trzy kwadranse zakończyły się jednobramkowym prowadzeniem katowiczan.












