Wisła Kraków przegrała na własnym boisku z Koroną Kielce 0:1. Jedyną bramkę zdobył w 59. minucie Paweł Sobolewski. Gospodarze grali jednak w osłabieniu, po tym jak na początku drugiej połowy czerwony kartonik obejrzał Michał Czekaj.
Od pierwszego gwizdka sędziego Wisła długo utrzymywała się przy piłce. Przez moment gospodarze mieli nawet 77% posiadania futbolówki. Niewiele jednak z tego wynikało. Korona grała bardzo defensywnie, starając się głównie nie stracić bramki.

Niespodziewanie to goście z Kielc jako pierwsi mogli zdobyć gola. Już w 6. minucie spotkania dośrodkowanie Pawła Sobolewskiego w górę wybili obrońcy. Piłka spadła na nogę Stano, który strzałem z woleja starał się pokonać Pareikę. Jego uderzenie przeleciało jednak minimalnie obok słupka.
Chwilę później odpowiedzieli gospodarze. Szybko wykonali rzut wolny, futbolówka trafiła do Meliksona, który będąc z lewej strony boiska, zdecydował się dograć w pole karne. Tam najwyżej wyskoczył Biton. Strzał Izraelczyka przeleciał jednak tuż ponad poprzeczką.
W pierwszej części gry żaden zespół nie stworzył już sobie tak klarownych sytuacji. Dość powiedzieć, że wiślacy nie oddali żadnego celnego strzału! Sporo akcji „Białej Gwiazdy” kończyło się już przed polem karnym gości, którzy byli doskonale zorganizowani w defensywie.
Tuż po przerwie na boisku miała miejsce sytuacja, która całkowicie odwróciła losy spotkania. Drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał Czekaj. To już drugie wykluczenie młodego stopera wiosną. Trener Moskal musi ostudzić nieco zapał swojego zawodnika, ponieważ swoją agresywną grą zdecydowanie osłabia zespół. Warto również dodać, że przed przerwą Czekaj wyraźnie utykał, sygnalizując, że potrzebuje zmiany. Ta nie została dokonana, a tuż po wznowieniu gry młody wiślak sam wykluczył się z tego spotkania.

Od tego momentu inicjatywę przejęła Korona. Mistrzowie Polski, zaskoczeni takim obrotem sprawy, nie byli w stanie skonstruować żadnej dobrej akcji. Z kolei goście wyczuli, że jest szansa, by z Krakowa wywieźć komplet punktów, i ruszyli do ataku. Ich starania przyniosły skutek w 59. minucie. Paweł Sobolewski zagrał po ziemi na linię pola karnego, a tam na futbolówkę czekał Jacek Kiełb. Popularny „Ryba” fantastycznym podaniem piętką z pierwszej piłki odegrał do kolegi z zespołu. Sobolewski na pełnej szybkości wbiegł w pole karne i pewnym strzałem po ziemi pokonał Pareikę.
W 72. minucie po raz kolejny estońskiego bramkarza próbował przechytrzyć Sobolewski, lecz tym razem górą był golkiper Wisły. Podopieczni Kazimierza Moskala nie mieli pomysłu na grę. Ich zagrania często można było skomentować jako gra na aferę. Chwilę po wejściu na boisko swoją sytuację miał jednak Genkow. Po ciekawie rozegranym rzucie rożnym futbolówka trafiła na nos Bułgara. Ten wprawdzie oddał w dość ekwilibrystyczny sposób strzał, lecz znakomitą interwencją popisał się Małkowski.
Drugi celny strzał Wisły w tym meczu należał do Dudu Bitona. Izraelczyk uderzał z rzutu wolnego. Piłka po jego płaskim strzale zmierzała w okolice dłuższego słupka bramki strzeżonej przez Zbigniewa Małkowskiego, lecz golkiper Korony był na tyle czujny, iż zdołał odbić futbolówkę do boku.
Wiślacy, grając w osłabieniu, nie zdołali doprowadzić do remisu i ostatecznie przegrali 0:1. Leszek Ojrzyński może być zadowolony z postawy swoich podopiecznych, którzy w pojedynku z trudnym rywalem chyba zrealizowali nakreśloną przez szkoleniowca taktykę. Z kolei mistrzowie Polski są już w bardzo trudnej sytuacji i trudno nawet największym optymistom marzyć o obronie tytułu.