Legia Warszawa ma za sobą jedną z najgorszych kampanii w całej swojej długiej historii. Niedawno zaczęła nową rundę i nawet wygrała swój mecz – z Wisłą Płock. Choć w tym okresie wydaje się, że Papszun jak na spożytkowany czas zmienił całkiem dużo, jedna rzecz zmianie nie ulega… Niezmiennie bezbarwny jest Kacper Urbański – piłkarz, który latem sensacyjnie przeszedł do zespołu „Wojskowych”, miał stać się z miejsca największą gwiazdą PKO Ekstraklasy. Udało się? Niestety, to się nie stało. 21-latek ograniczył swoje popisy do tej pory jedynie do kilku lepszych momentów. Do pokładanych w nim oczekiwań jednak nawet nie nawiązał.
Wszyscy znamy możliwości Kacpra Urbańskiego – a przynajmniej wszyscy, którzy pamiętają świetne Mistrzostwa Europy 2024 w jego wykonaniu. To wtedy pokazał się całej Polsce i to wtedy udowodnił, że jest naprawdę świetnym piłkarzem. Ale kariera „cudownego chłopca z Bologni” niestety nie została poprowadzona w sposób, w jaki każdy dobrze życzący temu zawodnikowi by chciał. Kacper Urbański niestety nie przekładał dobrej formy reprezentacyjnej na piłkę klubową, w której najpierw nie poradził sobie w Bolonii, by chwilę później przejść do Legii Warszawa.
Powrót Kacpra Urbańskiego do Polski nie toczy się jednak w takim tempie, jakiego każdy by oczekiwał. Miał zostać gwiazdą PKO Ekstraklasy, dobrze pokazać się w Lidze Konferencji Europy i przywrócić Legię na szczyt. A przede wszystkim – wrócić do lepszych lig i klubów, odbudowując siebie i swoją karierę. Nie udało się w zasadzie nic z tego… Kacper Urbański nie jest na tę chwilę nawet pierwszym wyborem w składzie Marka Papszuna.
Czy Kacper Urbański stał się przeciętnym ekstraklasowiczem?
Nie ma co ukrywać – trochę sprzeciętniał nam przez ostatnie ponad pół roku pobytu w Legii Warszawa Kacper Urbański. Niestety, nie jest to piłkarz, który kompletnie odmienił oblicze klubu, co miało się przecież według hucznych zapowiedzi stać. Były piłkarz Bologna FC nie podniósł jakości w ataku „Wojskowych” i pomimo pojedynczych dobrych momentów raczej nie zaliczymy go do grona zawodników wyróżniających się. Licząc wszystkie rozgrywki, rozegrał do tej pory 21 spotkań z „elką” na piersi, strzelając jedną bramkę i zaliczając trzy asysty. Poza tymi liczbami w znacznej większości spotkań generalnie nie pokazał niczego ekstra, stając się na ten moment naprawdę przeciętnym piłkarzem. Nie można nawet powiedzieć, że jest bezdyskusyjnym członkiem pierwszej jedenastki – w końcu we wspomnianych wcześniej 23 spotkaniach w pierwszym składzie wystąpił tylko 12 razy. Poza tym zresztą dwukrotnie nie wyszedł na boisko w ogóle (mimo bycia w kadrze meczowej).
Na domiar złego dla samego zainteresowanego ostatnio Legia przełamała się w lidze, wygrywając pierwsze spotkanie ligowe od września. Wszystko bez Kacpra Urbańskiego w składzie… Pomimo że generalnie „Urbi” przewyższa czystą jakością piłkarską prawdopodobnie każdego piłkarza „Wojskowych”, drużyna raczej nie zauważa jego nieobecności na boisku. Ostatnie spotkanie bez niego w składzie nie dość, że wygrali, to zagrali naprawdę bardzo dobrze. Z Jagiellonią chwilę później wszedł i nie pokazał nic. Brakuje mu takiego wpływu na grę, jakiego oczekiwaliśmy po jego przyjściu – źle starzeją się praktycznie wszystkie publikacje z początku września na jego temat.













