Pech Krystiana Bielika. Kontuzje polskich piłkarzy


Klątwa Bielika? Jak poważny okaże się ostatni uraz? Sprawdzamy jak kontuzje wpływały na kariery innych polskich piłkarzy

1 lutego 2021 Pech Krystiana Bielika. Kontuzje polskich piłkarzy
arsenalcore.com

Czy to będzie klątwa Krystiana Bielika? Co łączy zawodnika Derby, Arkadiusza Milika, Adama Nawałkę czy Włodzimierza Lubańskiego? Kontuzje. Każdy z tych piłkarzy zmagał się z jedną lub kilkoma. Niewątpliwie przyczyniły się one do wyhamowania lub całkowitego zakończenia kariery przez niektórych zawodników. Podczas gdy czekamy na badania i werdykt lekarzy dotyczący kolana Bielika, przyjrzyjmy się kilku sylwetkom polskich piłkarskich pechowców.


Udostępnij na Udostępnij na

Ledwo minęła 30. minuta meczu Derby z Bristol City, gdy rozlega się krzyk i Krystian Bielik upada na murawę, trzymając się za kolano. Ze łzami w oczach, twarz znoszonego na noszach zawodnika wykrzywia grymas bólu i rozczarowania.

Krystian Bielik leży i trzyma się za kolano. Jego okrzyk bólu słychać z trybuny prasowej, która jest po drugiej stronie boiska Ryan Conway z „The Athletic”

Od razu na myśl przychodzi 13 stycznia ubiegłego roku. W lidze akademickiej przeciwko Tottenhamowi w 18. minucie można zaobserwować podobny obrazek. Jeszcze nie znamy diagnozy z ostatniego meczu i oby nie była tak tragiczna jak ta sprzed roku. Zerwane wiązadła w kolanie wykluczyły zawodnika z gry na 313 dni. Wayne Rooney – szkoleniowiec „The Rams” – tak komentował na gorąco po meczu:

Nie jest najlepiej, ale trzeba to ocenić w ciągu najbliższych kilku dni. Mam nadzieję, że to nie jest zbyt poważne, ponieważ będzie (nieobecność Bielika – przyp. red.) dla nas dużą stratą

Kontuzja w najgorszym momencie

Nie tylko dla „Baranów” utalentowany pomocnik będzie dużą stratą. Po powrocie po ostatniej kontuzji 23-latek szlifował formę na Euro, na które miał nie pojechać w zeszłym roku, a szczęśliwie dla niego zostało przesunięte na bieżący. Wszyscy w ostatnich tygodniach zachwycali się grą Bielika i nic dziwnego, Polak strzelał, podawał, przechwytywał i kiwał zawodników przeciwnika z gracją, a więc był najlepszym zawodnikiem „Baranów”. Wielu ekspertów widzi tego zawodnika w podstawowym składzie na zbliżającym się turnieju. Pozostaje nam trzymać kciuki, oby kontuzja nie okazała się poważna, a greenkeeperowi Derby życzymy szczęścia w przygotowywaniu boiska. Ponieważ obecna sytuacja i finansowa klubu jest trudna, możemy mieć więcej takich obrazków jak ten poniżej.

Co by było, gdyby?

Pozostaje nam teraz gdybać, co by się wydarzyło na mundialu w 1974 roku, jeśli w meczu eliminacyjnym z Anglią Włodzimierz Lubański nie odniósłby kontuzji kolana. Po strzeleniu jednej z bramek polski snajper musiał opuścić boisko przed końcem meczu. Mundial oglądał w telewizji, a do pełnej sprawności dochodził ponad 650 dni. Po tej kontuzji legendarny snajper nie odzyskał już pełnej radości z gry ani formy. Warto wspomnieć, że Lubański przechodził jeszcze jedną długą rozłąkę z futbolem. W sezonie 1964/1965 18-letni wówczas piłkarz ciężko znosił powikłania po grypie. W związku z tym lekarze twierdzili nawet, że to koniec kariery dla nastolatka. Na szczęście zarówno dla samego zawodnika, jak i dla reprezentacji tak się nie stało. Włodzimierz Lubański grał i strzelał dla zespołu narodowego przez długie lata, będąc obecnie z 50 bramkami drugim najlepszym strzelcem w historii.

Jego dokonania przebił dopiero niedawno Robert Lewandowski. Po prawie 50 latach możemy tylko przypuszczać, gdzie zaszłaby reprezentacja Polski na mundialu z Włodzimierzem Lubańskim. Możemy rozmarzać się o tym, jak wyglądałaby historia Realu Madryt, gdyby ówczesne władze pozwoliły na transfer do hiszpańskiego zespołu za niewiarygodną jak na tamte czasy kwotę miliona dolarów.

Profesjonalizm a zdrowie

W historii polskiej piłki trudno szukać większego tytana pracy i profesjonalisty, który już jako piłkarz prowadził zdrowy tryb życia. Mowa tu oczywiście o byłym selekcjonerze reprezentacji Polski Adamie Nawałce. Od początku uważany za wielki talent, do tego dbał o siebie, przez co zyskiwał szacunek swoich trenerów. W Wiśle Kraków debiutował jako 17-latek. W kadrze swój pierwszy mecz rozegrał w 1977 roku – od razu strzelając gola. Po mundialu w 1978 nadciągnęło nieszczęście.

Być może organizm był źle przygotowany do nowego sezonu, co potem zapoczątkowało serię kontuzji. To jakaś kpina: my robiliśmy wszystko, by zniszczyć organizmy, ale one dzielnie się broniły, natomiast Adam starał się poświęcić piłce, a pociechę mieli z niego nie kibice, lecz lekarze (…). Dochodziło do tego, że Adam kładł się spać zdrowy, a budził kontuzjowany tak wspominał swojego kolegę w autobiografii „Spalony” Andrzej Iwan.

Częste kontuzje doprowadziły do szybkiego zakończenia kariery reprezentacyjnej w 1980 roku, a więc po nieudanych eliminacjach do Euro. W 1985 roku praktycznie zakończył karierę seniorską i w poszukiwaniu pracy przeniósł się do Stanów Zjednoczonych.

Ambicja, sterydy i blokada

Gdy 9 października 1996 roku Marek Citko strzelał gola na Wembley, w Polsce zapanowała citkomania. Piłkarz stał się idolem młodszego pokolenia. Dla młodzieży stał się ikoną, ale i starsi, pamiętający wyczyny reprezentacji z lat 70.-80. i srebro olimpijskie z Barcelony, zachwycali się tym zawodnikiem. Dość powiedzieć, że naród oszalał na jego punkcie. W sezonie 1996/1997, grając dla Widzewa, parę dni wcześniej przed meczem na Wembley zdobył bramkę w Lidze Mistrzów z Atletico Madryt z 40 metrów.

W kolejce do transferu ustawiały się już kluby zagraniczne. Mówiło się, że dogadany jest transfer za 4 miliony funtów do Blackburn, które w tamtych czasach było mocnym zespołem. Sam zawodnik wolał poczekać na wymarzoną ofertę z Liverpoolu, dlatego odrzucił wszystkie inne możliwości. Wszystko zmieniło się 17 maja 1997 roku podczas meczu z Górnikiem, kiedy doznał zerwania Achillesa. Diagnoza wstępna – przerwa od futbolu na około pół roku. Jednak u piłkarza dała o sobie znać ambicja.

Podobno pierwsze bóle zaczęły się już w styczniu, jednak zawodnik Widzewa myślał tylko o grze i mistrzostwie. Takie zachowanie tylko osłabiło ścięgno, które nie wytrzymało. W międzyczasie przestał współpracować z klubowym lekarzem i zaczął zabiegi sterydami. Obiecano mu, że nie będzie potrzebować przerw w treningach. Na pewno jest trochę mojej winy, trochę innych osób. Ale stało się. Mogę tylko obiecać, że wyciągnę z tego wnioski… – mówił Marek Citko. Cały kolejny sezon piłkarz nie zagrał, rehabilitacja zajęła 16 miesięcy. Po powrocie na boisko pomocnik był cieniem samego siebie. Nie zagrał już więcej ani w Lidze Mistrzów, ani w reprezentacji Polski.

Najpierw lewa, potem prawa

11 października 2014 roku… zaczyna się 51. minuta spotkania pomiędzy reprezentacjami Polski i Niemiec. Akcja Polaków prawą stroną boiska, piłkę dostaje Piszczek, podnosi głowę i patrzy, jak ustawieni są koledzy w polu karnym, posyła dośrodkowanie prawą nogą. (Wszyscy: piłkarze, kibice, a nawet komentatorzy tego spotkania myślą, że adresatem jest Robert Lewandowski). Wtem! W górę, najwyżej wyskoczył i frunie Arkadiusz Milik! Piłka spada mu wprost na głowę i kieruje ją na dłuższy słupek, obok bezradnie interweniującego Neuera…!” – fantastyczne wspomnienia, których nikt nam nie odbierze.

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że gdyby nie kontuzje najpierw lewego, a później prawego kolana u polskiego napastnika, byłby gdzie indziej. Dziś Arkadiusz Milik odbudowuje się przed Euro w Marsylii. Kiedyś był przymierzany do gry w Manchesterze United, Tottenhamie, Barcelonie, Juventusie. Jak wyliczył portal Transfermarkt.pl, polski napastnik od sezonu 2012/2013 miał łącznie 460 dni wolnych od piłki. Najdłuższy rozbrat nastąpił w latach 2016-2018, kiedy to łącznie pauzował 285 dni.

Kontuzja – nieodłączne ryzyko sportu

Ilu każdy z nas ma znajomych, bliskich lub dalszych, którzy mieli talent i zapowiadano im wielkie kariery? Ilu z tych piłkarzy straciło swoje marzenia właśnie przez kontuzje? Takich historii jak te opisane wyżej są setki tysięcy. Sport od zawsze niósł ze sobą ryzyko. Tak jak piłka nożna niesie ryzyko, które podejmujemy już od najmłodszych lat. Kiedyś nie było psychologów, którzy pomagali młodym ludziom w zaakceptowaniu nowej rzeczywistości. Nie było akademii piłkarskich, w których czuwano nad rozwojem i przygotowywano młodzież na plan B. Kiedyś poważne kontuzje częściej oznaczały koniec kariery piłkarza i brak pomysłu na nowe życie. Na szczęście żyjemy w czasach o zwiększonej świadomości i większej wiedzy psychologicznej i sportowej. Dlatego nauka pomaga nawet w najgorszych przypadkach i zwiększa długość kariery.

Komentarze
czytelnik (gość) - 6 miesięcy temu

ciekawy temat

Odpowiedz
B.G. (gość) - 6 miesięcy temu

Bardzo ciekawy i rozległy artykuł. Czekam na więcej o polskich zawodnikach

Odpowiedz
Maciej (gość) - 6 miesięcy temu

Chociaż wolę rozważać o tu i teraz, to mimo wszystko miło puścić wodze fantazji i wyobrazić sobie „co by było gdyby...”. Szczególnie jeśli chodzi o polską historię i o polski sport. Mam nadzieję, że Bielik szybko wróci do zdrowia i zachwyci nas na Euro, tak jak zachwycał nas w ostatnich kolejkach.

Dzięki Sebastian!

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze