Lech Poznań przegrał ze Sportingiem Braga 0:2 i odpadł z Ligi Europejskiej. Bramki jeszcze w pierwszej połowie spotkania strzelili Alan i Lima. Niezwykle emocjonująca była końcówka meczu, kiedy w poprzeczkę trafił Jakub Wilk.
Pierwszą dobrą okazję piłkarze Sportingu Braga mieli blisko cztery minuty po rozpoczęciu spotkania. Uderzenie Limy z rzutu wolnego było jednak fatalne. Lech odpowiedział po kilkudziesięciu sekundach. Znakomitą kontrę lewą stroną boiska wyprowadził Siergiej Kriwiec i dośrodkował w kierunku znajdującego się w polu karnym Semira Stilicia. Bośniaka ubiegł w ostatniej chwili obrońca rywali. W 8. minucie meczu stało się to, czego obawiali się wszyscy polscy kibice. Sporting wyrównał stan dwumeczu. Po strzale Hugo Viany z ostrego kąta spory błąd popełnił Krzysztof Kotorowski, który nie zdołał złapać piłki po tym pozornie prostym uderzeniu i jedynie odbił ją przed siebie. Do futbolówki doszedł Alan i nie miał najmniejszych problemów z umieszczeniem piłki w siatce z najbliższej odległości. Błąd popełnił w tej akcji nie tylko bramkarz Lecha, ale również cała obrona poznańskiego zespołu.

Braga próbowała iść za ciosem. Po upływie kwadransa gry wynik mógł podwyższyć Lima, lecz nie trafił w światło bramki. Pod koniec drugiego kwadransa meczu gospodarze przeprowadzili kolejny groźny atak. Z dystansu uderzył Miguel Garcia, a Kotorowski odbił piłkę w bok. Dobitka jednego z piłkarzy Sportingu trafiła w rękę Huberta Wołąkiewicza, arbiter nie zdecydował się jednak na podyktowanie rzutu karnego, polski obrońca nie zrobił bowiem żadnego ruchu w kierunku piłki. W 36. minucie pojedynku Braga przechyliła wynik dwumeczu na swoją korzyść. Fatalny błąd popełnił Bartosz Bosacki i dał się ograć Helderowi Barbosie. Pomocnik gospodarzy podał do niepilnowanego w polu karnym Limy, który podwyższył wynik spotkania, uszczęśliwiając wszystkich kibiców Bragi. Obrońcy Lecha reklamowali pozycję spaloną napastnika portugalskiego zespołu, lecz arbiter pozostał nieugięty.
Pięć minut przed końcem pierwszej połowy na ryzykowne wyjście z bramki zdecydował się Kotorowski i przed polem karnym zderzył się z napastnikiem rywali. Sędzia orzekł na szczęście faul na polskim bramkarzu. Tuż przed końcem pierwszej połowy na strzał z dystansu zdecydował się Seweryn Garncarczyk, a spore problemy przy interwencji miał Arthur. Do piłki nie zdołał dojść jednak żaden z graczy Lecha i piłkę wybili Portugalczycy. Stan do przerwy już się nie zmienił, Lech przegrywał z Bragą 0:2. Kibice Lecha mieli niewątpliwie nadzieję na dużo lepszą grę w drugiej połowie i bramkę, która odmieniłaby losy dwumeczu.












