Nic nie może przecież wiecznie trwać, pewne rzeczy muszą mieć zarówno swój początek, jak i koniec. Nie inaczej też jest w przypadku jednego z najbardziej kontrowersyjnych ludzi działających w niemieckiej piłce, czyli Uli Hoenessa – byłego piłkarza reprezentacji Niemiec oraz Bayernu Monachium, a później też osoby pociągającej za wszystkie sznurki w klubie z Bawarii. Jednakże czasy rządów tego niegdyś dobrego napastnika dobiegają końca.
Informacja o tym, że Uli Hoeness przestanie pełnić funkcję prezesa rady nadzorczej „Bawarczyków”, spotkała się oczywiście z ogromnym zainteresowaniem w mediach. Wielu kibiców odetchnęło z ulgą, mając nadzieję, że Bayern w końcu stanie się klubem chcącym dorównać najsilniejszym, a co za tym idzie, przestanie skąpić na transfery, bo z tego znany jest w dużej mierze Hoeness.
Inni natomiast z pewnością będą tęsknić za jego rządami. Niewątpliwie to dzięki niemu Bayern stał się klubem o takiej renomie, mającym zdrowe finanse, co w dzisiejszych czasach jest rzeczą mało spotykaną. Rządy Niemca będzie można dobrze wspominać również dzięki atmosferze, jaką udało mu się zbudować w klubie z Monachium. Także dla dziennikarzy zejście ze sceny 67-letniego prezesa będzie dużą stratą, ponieważ Niemiec zawsze gwarantował wiele emocji swoimi wystąpieniami i wypowiedziami. Te nieraz były bardzo kontrowersyjne.
Pan piłkarz
Często zdarzają się takie przypadki ludzi ze świata piłki, że ci dobrzy byli jako piłkarze, a trudniej było im się odnaleźć w świecie po zawieszeniu korków bądź też na odwrót. O Ulim Hoenessie można powiedzieć, że to ten z przypadków, który był dobrym piłkarzem, a nawet i bardzo dobrym. Potem odnalazł się jako dyrektor sportowy w Bayernie i prezes.
Dziś głównie Niemca kojarzy się jako kontrowersyjnego emeryta, lecz niegdyś był to bardzo utytułowany zawodnik, któremu nasi zachodni sąsiedzi mogą bardzo dużo zawdzięczać. W samej reprezentacji rozegrał 35 spotkań, strzelając pięć goli. Z nią zdobył mistrzostwo świata w 1974 roku oraz mistrzostwo Europy w 1972 i cztery lata później srebrny medal w tych kontynentalnych rozgrywkach. Jeszcze większych rzeczy dokonał w Bayernie, w którym grał niemalże przez całą karierę.

Rozegranie 250 spotkań w Bundeslidze jest na pewno wyczynem wartym docenienia, a strzelenie w nich 86 goli także zasługuje na brawa. W dodatku jako piłkarz Hoeness trzykrotnie z „Bawarczykami” zdobył Puchar Mistrzów (dzisiaj Liga Mistrzów) i tyle razy wygrał krajowe rozgrywki.
Kto wie, być może tych osiągnięć byłoby więcej, gdyby nie kontuzja, jakiej doznał w 1979 roku niemiecki (były już) napastnik. Wówczas grał w Norymberdze i wtedy też musiał poszukać innego zajęcia. Jak pokazała historia, źle na tym nie wyszedł.
Cztery wstrząsające lata
Doznając w wieku 27 lat kontuzji wykluczającej z kontynuowania kariery, można się załamać. Taki moment musiał być również bolesny w przypadku Hoenessa, który był w najlepszym dla piłkarza wieku. Mógł osiągnąć więcej, jednakże z konieczności musiał zaprzestać gry w piłkę. Do tej sytuacji, która zmieniła jego życie, doszło podczas meczu o finał Pucharu Mistrzów przeciwko Leeds United. Jeszcze w pierwszej połowie napastnik próbował odebrać piłkę rywalowi, lecz wygięło się mu kolano. Piłkarz już nigdy nie wrócił do pełni sprawności.











