W dzisiejszych meczach ekstraklasy kibice obejrzeli aż trzynaście bramek. Korona wygrała z Lechią, Podbeskidzie pokonało Lecha Poznań, a Cracovia podzieliła się punktami z Termalicą.
Nieoczekiwanie pogromem Lechii Gdańsk zakończyło się starcie na Kolporter Arenie w Kielcach. Podopieczni Marcina Brosza zwyciężyli 4:2 dzięki hat-trickowi Airama Cabrery i samobójczemu trafieniu Maloki. Korona wygrała po dwóch rzutach karnych podyktowanych za faul na Sierpinie i zagranie ręką w polu karnym. Przez niemal całą drugą połowę „Żółto-czerwoni” grali z przewagą jednego zawodnika, ponieważ z boiska za dwie żółte karki wyrzucony został Gerson.
Korona rozegrała dobre spotkanie i zdominowała Lechię w drugich trzech kwadransach. W odniesieniu pierwszego od dawien dawna zwycięstwa na własnym boisku kielczanom na pewno pomogła gra w przewadze. Na lidera drużyny wyrasta Airam Cabrera, który jest autorem prawie 40% wszystkich goli zdobytych przez Koronę w tym sezonie. Lechia natomiast po raz kolejny zawiodła i przekonała wszystkich, że pogrom Podbeskidzia w poprzedniej kolejce możliwy był tylko dzięki grze z dwoma zawodnikami w polu więcej.
Bielszczanie natomiast zrehabilitowali się z nawiązką za klęskę w Gdańsku i pokonali broniącego mistrzowskiego tytułu Lecha Poznań 4:1. Bramki dla gospodarzy strzelali Demjan, Sokołowski, Szczepaniak i Kowalski. „Kolejorz” odpowiedział golem Dawida Kownackiego, który w tej rundzie ma ich już trzy. Całkiem możliwe, że młodemu zawodnikowi Lecha uda się skompletować pamiętną „#dychę Kownasia”. Dzięki wygranej z Lechem Podbeskidzie wyszło ze strefy spadkowej, do której zepchnęło krakowską Wisłę.

Podopieczni Jana Urbana potwierdzili obawy z zeszłej niedzieli, kiedy pomimo tego, że wysoko wygrali z Termalicą, swoimi popisami nie rzucili kibiców na kolana. „Kolejorz” nie potrafił przejąć inicjatywy i zaprezentował się po prostu przeciętnie. W Bielsku nie dość, że „Lechici” zagrali kompromitująco, to jeszcze nie potrafili zdobyć chociażby punktu.
Kolejnym problemem, jaki mają kibice Lecha, jest kontuzja Nickiego Bille. Duńczyk zszedł z boiska po półgodzinie z powodu urazu mięśniowego. Jak na razie nie wiadomo, jak długa przerwa go czeka.












