Rywal Lecha Poznań w Lidze Europejskiej, Sporting Braga, przegrał swój trzeci mecz w ciągu ostatniego tygodnia. Dla piłkarzy, sztabu szkoleniowego i kibiców poznańskiego zespołu jest to bardzo dobra wiadomość.
Dobra postawa piłkarzy Sportingu Braga na początku 2011 roku kazał przypuszczać, że będzie to drużyna, która do końca walczyć będzie o triumf nie tylko na krajowym, ale również na europejskim podwórku. Jednak nagle wszystko się zmieniło. Od 13 lutego Sporting Braga nie wygrał żadnego spotkania. Kryzys, jaki dopadł podopiecznych Domingosa Paciencia najlepiej widoczny był podczas rywalizacji z liderem tabeli, FC Porto. Braga zupełnie nie podjęła walki, a Porto mogło czuć się jak na treningu, mimo że wygrało tylko 1:0.

Kibice Sportingu wierzyli, że mecz z Lechem Poznań będzie momentem przełamania. Mimo że w Poznaniu mieliśmy zimowe warunki, to goście prezentowali się słabo, a gol zdobyty przez Rudnevsa był ewidentnym błędem linii defensywy.
Trener Paciencia wierzył, że w końcu nadejdą dobre dni. Do takich miała należeć niedziela 20 lutego, kiedy to na Estadio Axa w Bradze przyjechał Pacos de Ferreira. Niestety dla kibiców Sportingu był to kolejny etap kompromitacji. Sporting Braga znów zaprezentował się słabo, a Pacos wygrało 2:1 po samobójczym trafieniu Silvio.
Rozbity psychicznie Sporting Braga to fantastyczna wiadomość dla piłkarzy Lecha Poznań, których przestrzegano przed meczem rewanżowym. Wprawdzie „Kolejorz” pechowo przegrał z Polonią Warszawa w 1/4 finału Pucharu Polski, jednak wszyscy wierzą, że w czwartkowym spotkaniu zobaczymy zupełnie inną grę. Podopieczni Jose Maria Bakero w Portugalii muszą wykorzystać brak formy rywala i pewnie awansować do następnej rundy.











