Polska drużyna narodowa przegrała mecz towarzyski z Australią 1:2. Spotkanie mogło się podobać, ale to wynik zostanie zapamiętany.
Nasza reprezentacja wyszła na boisko w nieco innym składzie niż w poprzedniej grze, kiedy to Polacy stanęli naprzeciwko Ukraińców. W pierwszym jedenastce pojawił się Pietrasiak oraz w bramce, Przemysław Tytoń. Podobnie jak w niedawnym meczu, również i teraz nasi reprezentanci zaczęli bez respektu dla przeciwnika. Od pierwszego gwizdka wyszli do przodu, atakowali żwawo, wymieniając liczne podania, a po stracie futbolówki od razu stosowali wysoki pressing. Polacy dość szybko stworzyli sobie okazje, jednak w obu sytuacjach pomylił się Ireneusz Jeleń.

W 13. minucie spotkania, po pierwszej groźniejszej akcji „Kangurów”, polska obrona z Tytoniem w bramce kapituluje. Po długim przerzucie ze strefy obronnej, prawym skrzydłem pomknął gracz w żółtej koszulce i dokładnie odegrał do środka pola. Tam stał Brett Holman, który w bardzo dziecinny sposób ograł Żewłakowa i uderzając po przekątnej zdobył gola na 1:0 dla swojego kraju.
Niespełna pięć minut później Polacy doprowadzili do remisu, a dokładniej zrobił to Robert Lewandowski. Z lewej strony, bardzo ofensywnie na obieg Peszce wybiegł Boenisch, który precyzyjnie, po ziemi dograł piłkę w pole karne. Tam szybki napastnik Borussii wyprzedził defensora i bokiem buta skierował futbolówkę do bramki rywali.
Piłkarze w Krakowie nie dawali nam się nudzić. Po niecelnym wyrzucie z autu, Australijczycy zagrali dwa szybkie podania, trzecie było piekielnie dokładne. Wychodząc w sytuacji sam na sam, piłkarz z Antypodów został odepchnięty przez kapitana Polaków – Michała Żewłakowa. Zdaniem Radosława Majdana, który komentuje mecz, ten faul był dosyć problematyczny… Chorwacki sędzia jednak nie miał dylematu i wskazał na wapno, jednocześnie napominając Polaka żółtym kartonikiem. Z jedenastu metrów nie pomylił się Wilkshire.
Arbiter spotkania postanowił i Polakom przyznać rzut karny. Było to w 32. minucie po faulu na bardzo aktywnym Błaszczykowskim. Do piłki podszedł Robert Lewandowski. Tym uderzeniem pokazał, że ma wielką lekkość w strzelaniu na bramkę, bo zasygnalizował uderzenie, jakby był pewien, że karny równa się trzepotaniu siatki. Niestety, na posterunku był bramkarz Reading, który bez problemów wyczuł sytuację i skutecznie odbił futbolówkę za linię końcową. Następnie Polakom przypadły dwa rzuty rożne, po tym drugim bliski strzelenia bramki był Peszko, jednak uderzeniami pokazał, że lewą nogą to celnie kopnąć nie potrafi. Najpierw niedbale, w gąszcz obrońców, po powrocie piłki – wysoko nad bramką.












