Trenerska karuzela kręci się w najlepsze. Co jakiś czas ktoś z niej zsiada, ktoś inny na nią siada. Są też tacy, którzy stoją z boku i przyglądają się, licząc, że zwolni się miejsce i będą mogli na nim zasiąść
Mówi się, że trenerzy żyją na walizkach. Niegdyś bywało, że trener w ciągu pół roku pracować mógł w nawet trzech klubach. Dziś pojawiło się ograniczenie wedle którego szkoleniowiec może prowadzić jeden klub na rundę na danym poziomie. Dlatego pod uwagę przy pisaniu tekstu wziąłem tylko szkoleniowców, którzy tej jesieni nie pracowali w Ekstraklasie i są bezrobotni.
Leszek Ojrzyński to bez dwóch zdań jeden z najlepszych trenerów, jacy w ostatnich latach pracowali w ekstraklasie. Ze średniej Korony zrobił kapitalną drużynę, która potrafiła zbliżyć się do miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach, tworząc słynną „Bandę Świrów”, uratował przed spadkiem praktycznie będące już w I Lidze Podbeskidzie Bielsko-Biała, zdobył Puchar i Superpuchar Polski z Arką Gdynia, doprowadzając ją też do finału tych rozgrywek. Jedyne miejsce, gdzie mu się nie powiodło, to Górnik Zabrze, którego przed dwoma laty zepchnął do I ligi. Trzeba jednak przyznać, że tamtego Górnika nie uratowałby nawet Pep Guardiola.

Jakiś czas przebywa już na bezrobociu Jan Urban. To szkoleniowiec, o którym mówi się, że jest sympatyczny, ale brakuje mu nieco wyników. Patrząc w jego CV, można jednak zauważyć, że jedynym miejscem, gdzie mu w 100% nie wyszło, jest hiszpańska Osasuna Pampeluna. Zasadniczo można też dodać tu Polonię Bytom i Zagłębie Lubin. Za drugim podejściem do Legii Warszawa doprowadził „Wojskowych” do mistrzostwa Polski, a w kolejnym sezonie został zwolniony mimo prowadzenia w tabeli ligowej z powodu słabego występu w europejskich pucharach. Lecha Poznań potrafił podnieść z dna po złym starcie sezonu 2015/2016, a Śląsk Wrocław uczynił z początku całkiem solidną drużyną. Urban należy do trenerów, których uwielbiają piłkarze, co ostatnio pokazał Łukasz Madej, stwierdzając, że były trener Śląska Wrocław nadawałby się na selekcjonera.

Przed kilkoma tygodniami z pracą w Bruk-Becie Termalice Nieciecza pożegnał się Jacek Zieliński. Chociaż nie wyszła mu misja ratowania „Słoników” przed spadkiem z ekstraklasy, a następnie szorowały one o dno Fortuna I Ligi, to nie powinno to zacierać w naszej pamięci licznych sukcesów pochodzącego z Tarnobrzega szkoleniowca. Zieliński w sezonie 2009/2010 zdobył mistrzostwo Polski z Lechem Poznań, a ze średniej Cracovii w sezonie 2015/2016 uczynił czołową drużynę ekstraklasy, doprowadzając „Pasy” do czwartego miejsca. W dawniejszych czasach potrafił też w ostatnim sezonie Groclinu Grodzisk Wielkopolski doprowadzić klub z ulicy Powstańców Chocieszyńskich do trzeciego miejsca w najwyższej klasie rozgrywkowej.


Rok już minął od kiedy Piast

