Nazwa użyta w tytule – choć brutalna – nie jest jednak przypadkowa. Raz, że słowo z francuskiego, dwa, że klub z Korsyki jest biedny jak mysz w katedrze Notre Dame. W Ligue 1 zadebiutował bowiem beniaminek absolutny, który w teorii nie miał prawa utrzymać się na zapleczu ligi francuskiej. Zgodnie z oczekiwaniami grał on w Ligue 2 zaledwie rok. Nikt jednak, z piłkarzami włącznie, nie przypuszczał, że sezon 2015/2016 klub spędzi we francuskiej elicie.
Kto to jest?
Gazélec FC Ajaccio (GFC Ajaccio), nazywane przez kibiców „Le Gaz”, to klub o ponadstuletniej tradycji, założony w 1910 roku (co ciekawe, w tym samym czasie założono o wiele bardziej znany klub z tego samego miasta – AC Ajaccio). Jak już zostało wspomniane dobre osiem tysięcy razy, klub po raz pierwszy ma przyjemność pokazywania się w Ligue 1. Wcześniej grywał na zapleczu, najczęściej jednak uczestniczył w rozgrywkach trzecio- i czwartoligowych. Po tym jak w sezonie 2012/2013 wrócił do Ligue 2 i po sezonie spadł z niej z hukiem, wydawało się, że podobnie będzie w rozgrywkach, które zakończyły się w bieżącym roku. „Le Gaz”, mimo mieszanki emerytów i graczy bez większego doświadczenia, zakończyli ligę na drugim miejscu, dystansując rywala zza między o piętnaście lokat.
Awansować się udało, pytanie brzmi, czy najbiedniejszy klub w Ligue 2 jest w stanie nawiązać walkę z klubami z elity. Budżet po promocji wzrósł niebagatelnie – zamiast 4 milionów euro jest 13, co i tak stanowi niewiele ponad połowę tego, co mają pozostałe „biedne” drużyny, choćby rywal z Korsyki – SC Bastia. Nie było więc mowy o jakichkolwiek transferach gotówkowych – do Gazélec przychodzili piłkarze bez klubów, względnie decydowano się na wypożyczenia. Do tego w drużynie zostali trzej weterani, którzy w zeszłym sezonie mieli „rekreacyjnie” pokopać w drugiej lidze i zakończyć kariery – nic z tych rzeczy, doświadczenie na poziomie Ligue 1 jest w „Le Gaz” towarem deficytowym – każdy ze staruszków, o których za chwilę, będzie miał do odegrania niebagatelną rolę w najbliższych kilku miesiącach – przy nich mają dorosnąć ich następcy.
Codzienne troski…
Problemy klubu? Trudno mówić o problemach, jak wszystko wygląda na niepoważne (w porównaniu z PSG, dla przykładu). Pierwszy problem – bardzo wąska kadra. Z jednej strony – dobrze, że klub nie postanowił zadłużyć się w kosmos i pościągać trzydziestu nowych graczy – to nie Wolfsburg, żeby utrzymywać pięćdziesięciu zawodników. Z drugiej strony – dwudziestu piłkarzy na całą ligę i dwa puchary krajowe to może okazać się zdecydowanie za mało. Niewykluczone, że na sam koniec okienka ktoś jeszcze dołączy do klubu – perspektywa gry w Ligue 1 jest przecież bardzo kusząca, konkurencja do gry niewielka, a entuzjazm drużyny godny szacunku.













