Już w niedzielę 20 listopada o godzinie 17:00 wystartują mistrzostwa świata w Katarze. Pierwszy w historii turniej na Bliskim Wschodzie prowokuje do dyskusji nad przeróżnymi tematami. Jednym z nich jest to, czy Francja, mistrz świata z 2018 roku, zdoła obronić tytuł najlepszej drużyny globu? Czy może podzieli losy kilku ostatnich triumfatorów?
W historii mundiali pierwszym mistrzem świata, który na następnym turnieju odpadł w fazie grupowej, była reprezentacja Włoch. Mistrzowie z 1938 roku aż dwanaście lat później odpadli w fazie grupowej. Warto jednak odnotować, że wtedy udział w turnieju brało zaledwie 13 drużyn, a z grupy awansował tylko jeden zespół. Drugą drużyną z tak niechlubnym osiągnięciem jest legendarna Brazylia z Pele na czele. Po zwycięstwie w 1962 roku cztery lata później zajęli zaledwie trzecie miejsce w arcytrudnej grupie z Węgrami i Portugalią, której niekwestionowaną gwiazdą był Eusebio.
Francja i kompromitacja w Korei i Japonii
Reprezentacja Francji w świetnym stylu sięgnęła po mistrzostwo świata w 1998, na którym to turnieju wystąpili w roli gospodarza. Trzy łatwe zwycięstwa w fazie grupowej z RPA, Arabią Saudyjską oraz Danią. Następnie powolny marsz do finału, w trakcie którego Francuzi eliminowali reprezentacje Paragwaju, Włoch oraz Chorwacji. Wszystko to, by w finale zniszczyć bezradną Brazylię. O finale tego mundialu mówiło się wiele, przede wszystkim dlatego, że Ronaldo – czołowy zawodnik reprezentacji Brazylii, w dniu poprzedzającym finał miał ogromne problemy zdrowotne.
Świeżo upieczeni mistrzowie świata niespełna dwa lata później sięgnęli również po złoto na Starym Kontynencie. Mistrzostwa Europy w 2000 roku rozgrywane w Belgii i Holandii padły łupem „Trójkolorowych”. Nic dziwnego, że do mistrzostw świata w Korei i Japonii podchodzili w roli murowanych faworytów. Jak to się stało, że drużyna największych gwiazd światowego futbolu nie zdobyła żadnej bramki w łatwej grupie?
Los dla Francuzów zdawał się być łaskawy. Dania, Urugwaj oraz Senegal były zespołami, które pod żadnym względem nie mogły równać się gwiazdozbiorowi Rogera Lemerre’a. Niestety dla „Trójkolorowych” piłka nożna to taki sport, w którym wszystko może się wydarzyć. Gdyby tego było mało, na mistrzostwa nie pojechał Robert Pires mający za sobą wyśmienity sezon w Arsenalu, z kolei w sparingu przed samym turniejem urazu doznał Zinedine Zidane.
Reprezentacja Francji bez swojego mózgu w środku pola przegrała z Senegalem. W drugim spotkaniu udało się tylko zremisować z Urugwajem, grając przez większość meczu w osłabieniu po czerwonej kartce, jaką ujrzał Thierry Henry. W meczu „o wszystko” lepiej dysponowana okazała się Dania. Francuzi wyglądali żenująco. Niewyobrażalny scenariusz stał się faktem. Czwarte miejsce w grupie i kompromitacja – Francja wróciła do domu szybciej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać, a po mistrzostwo sięgnęła Brazylia.










