Kibu Vicuna o pracy w Indiach: Chciałem zacząć trenować z pasji


Zapraszamy do rozmowy z byłym trenerem Wisły Płock, a obecnym szkoleniowcem Muhan Bagan. Przed państwem Kibu Vicuna

14 lutego 2020 Kibu Vicuna o pracy w Indiach: Chciałem zacząć trenować z pasji
Kibu Vicuna Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus

Dlaczego stadion, na którym mieści się 16 000 osób, jest „mały”? Jak wiele widzów ogląda derby Kalkuty z wysokości stadionu? Dlaczego w Indiach już za kilka lat futbol może wznieść się na zdecydowanie wyższy poziom? W końcu dlaczego w Wiśle Płock nie wyszło, no i najważniejsze – dlaczego Indie? Zapraszamy na rozmowę z byłym trenerem Wisły Płock, a obecnym szkoleniowcem Mohun Bagan, czyli Kibu Vicuną.


Udostępnij na Udostępnij na

Przez wiele lat był asystentem w polskich klubach – potem otrzymał szansę na samodzielne poprowadzenie drużyny. Najpierw była Litwa, potem Wisła Płock. Przygoda Hiszpana z „Nafciarzami” nie trwała jednak długo, a sam zainteresowany zdecydował się na niecodzienny krok. Wyjechał do Indii, aby objąć posadę trenera w Mohun Bagan, bo, jak sam mówi, chciał w końcu zacząć trenować z pasji. Jego obecny klub zajmuje fotel lidera indyjskiej I-League.

Na dobry początek: ogląda Pan jeszcze ekstraklasę?

Na początku tego sezonu oglądałem, ale potem, powiem szczerze, mało. Chodzi o październik, listopad i grudzień, mało oglądałem. Dużo oglądałem naszej ligi i Primera Division. Na przykład Real Sociedad, Barcelona, bardzo dobra drużyna, dla mnie taka inspirująca. Ale naprawdę ekstraklasę mało. Oglądałem Legię, Wisłę Płock oczywiście, Lech Poznań, ale potem już bardzo mało, raczej skróty, meczów nie.

A jak wygląda życie w Indiach, bo z pewnością panują zupełnie inne realia niż w Polsce?

Tak, oczywiście, wszystko jest inne.

Może coś Pana zaskoczyło po przyjeździe do Indii?

(śmiech) Jeśli chodzi o infrastrukturę i tak dalej, jest okej. A jeżeli chodzi o kulturę, jest kompletnie inna. Pogoda jest inna, religia, wszystko jest inne, ale bardzo interesujące. Na początku wszystko było taką niespodzianką, ale teraz po ponad siedmiu miesiącach już wszystko jest okej.

Liga jest bardzo ciekawa, Indie to bardzo duży kraj. Na przykład kiedy gramy na wyjeździe, czasami lecimy około 4–5 godzin samolotem. Od Kalkuty do Kaszmiru na przykład albo do Chennai – tam graliśmy ostatnio i było około 4 godzin.

I też bardzo ciekawe jest to, że 5 stycznia graliśmy w Kaszmirze i było zimno. Mecz graliśmy przy [temperaturze] -1 stopnia. A teraz ostatnie spotkanie przeciwko Cherai City odbyło się w 28 stopniach. Różnica dwóch tygodni. Ale grając przeciwko FC Gokulam, Real Kaszmir, albo Chennai City, są różnice trzydziestu stopni. A to jest ten sam kraj.

Rozmieszczenie klubów indyjskiej I-League

Wpływa to na zawodników?

Tak, tak, oczywiście. Też na przykład w Kaszmirze graliśmy na sztucznej trawie, potem gramy na naturalnej… Teraz jest dobra pogoda – teraz jest zima. Ale kiedy będziemy kończyć ligę, my ostatni mecz gramy z Gokulam na wyjeździe. I tak jak mówię, to będzie 12 kwietnia i będzie pomiędzy 40 a 45 stopni.

To może zapytam o Pana pierwsze obserwacje – najlepszy lokalny zawodnik indyjskiej ligi?

Najlepszy zawodnik… Chhetri, który gra w Bengaluru, w ISL [Indian Super League – red.]. Tutaj są dwie ligi – jest ISL i jest I-League. ISL jest bardzo komercyjną ligą, a I-league jest jak ekstraklasa, pierwszy poziom w kraju. Ale teraz będzie ciekawie, dlatego następny rok Mohun Bagan, nasza drużyna, będzie grała w ISL. Będzie takie merger [połączenie – red.]. Drużyna, która ma teraz pierwsze miejsce w ISL, to jest ATK, my jesteśmy na pierwszym miejscu w I-League i następny rok będziemy grać razem.

I-League ma jednak tę przewagę, że drużyna może zagrać w Azjatyckiej Lidze Mistrzów. A ISL rozumiem, że nie daje Wam takiej możliwości?

Na następny rok będzie odwrotnie, ale w tym roku tak właśnie jest. Na przykład Chennai City grał kwalifikacje do Asian Champions League.

Czyli, jak rozumiem, celujecie w mistrzostwo w tym sezonie?

Zobaczymy (śmiech). Na razie zagraliśmy tylko 50% [sezonu – red.]. Ostatnie spotkanie było ostatnie w pierwszej rundzie i w niedzielę (9.02) zaczynamy drugą rundę. Teraz musimy zagrać dziesięć meczów, jest 30 punktów, czyli jest dużo do wygrania. Ale na razie wszystko idzie dobrze, to prawda.

Pytanie trochę inne – piłkarze i trenerzy w Indiach. W Polsce gracze i szkoleniowcy ekstraklasowi są bardzo dobrze znani wśród kibiców, na ulicach. A jak jest w Indiach?

(śmiech) W Indiach też. Tutaj mamy Mohun Bagan, to jest drużyna, która w Indiach ma najwięcej kibiców. I teraz w Kalkucie często jestem na ulicy i ludzie chcą selfie, chcą rozmawiać, są bardzo mili. I też na przykład kiedy odbywają się derby i gramy przeciwko East Bengal, to są derby Kalkuty [oba kluby dzieli zaledwie 900 metrów! – red.], ostatnio było około 70 tysięcy ludzi na stadionie. Tutaj w Kalkucie jest fantastyczny stadion, zrobili nowy na mistrzostwa świata U-17, to było dwa lata temu. Tutaj naprawdę na meczach Mohun Bagan i East Bengal jest dużo ludzi. I panuje bardzo dobra atmosfera. Ludzie żyją dużo drużyną, kibicują. Na przykład dzisiaj trenowaliśmy na naszym boisku treningowym i było dużo ludzi, oglądają treningi i potem spotykają się z tobą i fajnie jest.

Salt Lake Stadium potrafi pomieścić nawet do 80 tysięcy widzów na raz!

Czyli ogółem przyjazna atmosfera?

Tutaj nie zawsze wynik jest najważniejszy, ale kiedy nie wygrasz, od razu czuje się presję, przede wszystkim czują ją piłkarze.

Indie to dla nas dość egzotyczny kierunek. Dlaczego wybrał Pan akurat ten kraj?

Chciałem zacząć trenować z pasji. Kiedy skończyłem z Wisłą Płock, miałem jedną ofertę z Chorwacji, jedną ofertę z Litwy i taką ofertę z Indii. Nie myślałem, miałem taki dobry feeling i jestem zadowolony. Też była inna oferta z Azji, ale w Indiach zgłosiła się taka drużyna [jedna z najlepszych w kraju – red.], która na początku była bardzo zainteresowana i dlatego jestem tutaj. Zobaczymy, co będzie. Dzisiaj jesteśmy tu, zobaczymy, gdzie będziemy jutro, ale na pewno nie zostajemy tutaj w Mohun Bagan, na pewno będziemy mieć inne oferty.

Kiedy przyjechał Pan do Indii, poznał Pan zawodników, drużynę. Trenerzy w Indiach przywiązują dużą wagę do taktyki, czy piłkarzy trzeba było wszystkiego nauczyć?

Naprawdę jest różnica między obcokrajowcami. Tutaj możemy mieć tylko sześciu w składzie, a razem [na boisku – red.] może grać tylko pięciu. A, z całym szacunkiem, jest różnica między piłkarzami z Indii i obcokrajowcami – ale oni wiedzą. Dobre jest to, że chcą się uczyć, trenują, słuchają. Teraz była duża poprawa między tym, co było na początku, a jak drużyna gra teraz i jak oni grają. Mamy też dobrych młodych piłkarzy, normalnie w podstawowym składzie gramy piłkarzami mającymi 19 lat. Jeden też strzelił trzy bramki, to jest napastnik, 19 lat. Jest dobry, dlatego tutaj ja jako trener muszę pomagać dużo piłkarzom, bo oni chyba nie mieli takiej dobrej metodologii, treningów itd.

Teraz naprawdę poziom jest dobry, teraz w naszej lidze jest jedenaście drużyn, trzech hiszpańskich trenerów, jeden portugalski, jeden szkocki. Na jedenaście drużyn tylko trzech jest trenerów lokalnych.

Skoro mowa o młodych zawodnikach – jak wygląda szkolenie w Indiach? Czy są takie akademie jak chociażby w Polsce?

Są, przede wszystkim, jeśli chodzi o drużynę, to w ISL mają dobre akademie. Też reprezentacja Indii ma swoją akademię, są również w szkołach prywatnych. Atletico Madryt miało drużynę tutaj, teraz Basel ma współpracę z Chennai City. Moim zdaniem w przyszłości to będzie fajne miejsce, dużo ludzi gra w piłkę, jest coraz lepsza infrastruktura i na pewno będzie dużo dobrych piłkarzy tutaj.

Pytanie trochę związane z polityką: na linii Indie – Pakistan trwa konflikt, a w I-League są przecież drużyny z Kaszmiru. Jak bardzo cała sytuacja jest odczuwalna w kraju?

To było bardzo ciekawe. 5 stycznia graliśmy w Kaszmirze i byliśmy tam pięć dni, od 2 do 6, Kasia [narzeczona – red.] była ze mną. I mają bardzo trudną sytuację, bo w ogóle nie ma internetu, byliśmy pięć dni bez internetu i to było ciekawe – „co będziemy robić bez internetu” i tak dalej. Ale potem zrobiliśmy bardzo dobry team building, tylko mogliśmy rozmawiać, no bo nie było nic (śmiech). Było bardzo dobrze. Czasami myślimy – nie ma życia bez komórki, bez iPada, laptopa i tak dalej. Nie mogliśmy też jechać, tylko mieliśmy hotel, trening, hotel, potem mecz. Ja byłem z Kasią oglądać trochę Kaszmiru, ale jechaliśmy i mieliśmy dziewięciu ochroniarzy – dziewięciu! Oni nie chcieli ryzykować.

Naprawdę, sytuacja jest bardzo trudna tam. Fantastyczne miejsce, fantastyczni ludzie, ale Kaszmir to było takie królestwo i po niepodległości Indii Pakistan chciał Kaszmir, ale Kaszmir nie chciał być w Pakistanie i w końcu trafił do Indii. Ale Kaszmir nie chciał być ani w Indiach, ani w Pakistanie, on chce być niepodległy.

A nie ma problemów z rozgrywaniem tam meczów? Na przykład nie można było rozegrać spotkania albo drużyna z Kaszmiru nie mogła gdzieś przyjechać?

W tym roku nie było takich problemów, ale w tamtym sezonie oni grali w Delhi, nie w Kaszmirze. W tym roku już grają w Kaszmirze. Jest to ciekawe, bo trener pochodzi ze Szkocji, piłkarzy mają ze Szkocji, innych z Anglii. Rozmawiałem z nimi i są zadowoleni tam. Mają naprawdę ciekawą drużynę. Stadion, kiedy graliśmy, był full. Taki mały stadion, ale chyba było, jeśli dobrze pamiętam, 16 tysięcy ludzi na meczu.

Chciałem też trochę porozmawiać o Polsce – teraz może Pan na wszystko spojrzeć z innej perspektywy. Dlaczego w Polsce, tak po prostu, nie wyszło?

Nie wiem, na początku dobrze graliśmy, pamiętam, że z pierwszych czterech meczów dwa wygraliśmy, dwa zremisowaliśmy. Potem już nie było dobrze. Moim zdaniem graliśmy lepiej, niż pokazywały to wyniki, jakie mieliśmy. Ja nie wiem, naprawdę nie myślę dużo o tym, jak było, i jestem skoncentrowany na nowej pracy. Tylko mogę powiedzieć, że było fajnie z Wisłą Płock, jeśli chodzi o atmosferę.

Jeśli chodzi o relacje z piłkarzami, prezesem, na przykład z dyrektorem sportowym, Łukaszem Masłowskim, mam bardzo dobre relacje. To, co było, no to po prostu taka jest piłka. Czasami tak jest. Ja zaczynałem jako trener na Litwie, dobrze było, awansowaliśmy dwa razy do następnej rundy, dobrze graliśmy w lidze i dlatego, że Łukasz Masłowski i Wisła Płock chcieli mnie zatrudnić. Czasami taka jest piłka, teraz w Indiach jest bardzo dobrze, jesteśmy na pierwszym miejscu, to bardzo dobre doświadczenie, jestem tutaj niezwykle zadowolony.

A gdyby miał Pan propozycję powrotu do Polski albo do Europy – wróciłby Pan? Bo jednak do ojczyzny – Hiszpanii – ma Pan daleko…

Nie jest to mój cel, żeby wrócić, żeby trenować w Hiszpanii. Miałem taką ofertę, drużyna Primera Division, ale nie jako trener, jako skaut i tak dalej, dlatego nie chciałem, ja chcę trenować. Muszę rozmawiać z moją narzeczoną, Kasią, o tym, co będziemy robić. Teraz ja jestem tu, ona jest w Polsce, a chcemy być razem. Zobaczymy, czy ja wrócę do Europy, czy zostaniemy tutaj, ale piłka nożna jest taka – wiesz, gdzie jesteś teraz, ale nie wiesz, gdzie będziesz jutro.

W Polsce też miałem propozycję, ale nie chciałem wrócić, dlatego mam kontrakt tutaj, z Mohun Bagan, i chciałem kontynuować tu. Też miałem dwie inne propozycje z innych krajów Europy, teraz w grudniu. Ale mówiłem to samo – mam kontrakt tutaj i chciałem kontynuować tutaj. Zobaczymy, co będzie po sezonie.

Patrząc teraz, z zewnątrz, jakby Pan ocenił polską ligę w skali całej Europy?

Moim zdaniem teraz ekstraklasa jest taką ligą, która niestety w ostatnich latach nie miała takiego reprezentanta w Lidze Mistrzów ani Lidze Europy i znaczy to, że coś robimy niedobrze. Nie wiem co, teraz każda akademia pracuje, każdy młody polski piłkarz od razu ucieka. Na przykład teraz Klimala, Buksa, Dziczek, Niezgoda. Lechia, Lech, można powiedzieć najlepsze drużyny w Polsce, niestety nie grają w europejskich pucharach i to jest taki sygnał, że poziom ekstraklasy nie jest tak dobry, jak choćby pięć lat temu.

Chciałem jeszcze spytać o Dominika Furmana. Potrafi być charakternym zawodnikiem, czasem nie dogadywał się z trenerami. Czy może Pan powiedzieć, jak to było w Pana przypadku?

Ja mam bardzo dobre relacje z nim. Dla mnie jest bardzo dobrym piłkarzem, ja w tamtym sezonie też mówiłem, że Furman musi grać w reprezentacji Polski. Teraz gra w reprezentacji, moje zdanie jest takie, że ze mną zaczął być kapitanem drużyny – był Damian Szymański, a po Damianie ja dałem opaskę Dominikowi. Ja z nim mam dobre relacje, czasami rozmawiamy i nie mamy żadnych problemów.

Jest bardzo dobrym piłkarzem na przykład na atak pozycyjny, ma dobrą prostopadłą piłkę, na stałe fragmenty oczywiście jest bardzo dobry. Ma charakter, dla mnie jeden z najlepszych pomocników w polskiej lidze.

I na sam koniec – czy ma Pan jakiś trenerski autorytet, wzór do naśladowania?

Nie ma takiego jednego. Najlepszym trenerem dla mnie jest Pep Guardiola. Wiem, że w tym roku nie jest najlepiej w Manchesterze City, ale najlepszy jest Guardiola. Lubię też Juergena Kloppa, lubię to, jak drużynę prowadzi Vincente del Bosque. Oczywiście Lopetegui. Też lubię jak trenuje Cholo Simeone [Diego Simeone, trener Atletico Madryt – red.]. I też bardzo inspirującym dla mnie trenerem jest Marcelo Bielsa.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę samych sukcesów, przede wszystkim mistrzostwa w tym sezonie, kolejnym, i jeszcze kolejnym…

(śmiech) Ja również bardzo dziękuję.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze