Były gracz „Dumy Katalonii”, jeden z honorowych gości finału na Wembley, z pewnością nie będzie miło wspominał meczu i jego otoczki.

To, że kibice Barcelony nie pałają miłością do będącego już na piłkarskiej emeryturze pomocnika, nie jest żadną tajemnicą. Jego transfer do Realu Madryt do dziś uchodzi za jedną z największych zdrad w historii futbolu, wielu kibiców na pewno pamięta Gran Derbi przed z górą dekady, podczas którego w kierunku Portugalczyka z trybun leciały przeróżne przedmioty, ze świńskim ryjem na czele.
Teraz, po kilkunastu latach, cules pokazują, że Luisa Figo nigdy nie polubią. Nie zmieniły tego nawet deklaracje byłego kapitana Barcelony o kibicowaniu Katalończykom. Gdy tylko pojawił się w zasięgu wzroku niebiesko-granatowych fanów, słyszał obraźliwe okrzyki z „Figo, umrzyj” oraz „obyś zdechł, zdrajco” na czele.
Nie wiadomo, czy UEFA zajmie się tymi incydentami. Biorąc pod uwagę jej decyzję w sprawie Busquetsa, a także maksymę, że zwycięzców się nie sądzi, nie można oczekiwać zbyt wiele.











