W meczu 15. kolejki zaplecza ekstraklasy GieKSa Katowice pokonała 2:1 Stomil Olsztyn. Bohaterem meczu został Grzegorz Goncerz, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Tym samym katowicka twierdza jest nadal niezdobyta, a katowiczanie zrównali się punktami z GKS-em Bełchatów.
Od pierwszych fragmentów spotkania zespołem, który starał się dyktować warunki gry, byli gospodarze. Katowiczanie dłużej utrzymywali się przy piłce oraz inicjowali akcje podbramkowe, jednak niewiele z tego wynikało. Tymczasem w 15. minucie wynik meczu otworzył zawodnik z ekstraklasową przeszłością – Grzegorz Lech. Po błędach defensywy GieKSy piłka trafiła pod nogi 30-latka, który uderzeniem na raty dał prowadzenie „Biało-niebieskim”.

W 20. minucie goście z województwa warmińsko-mazurskiego byli bliscy podwyższenia przewagi. Po odegraniu Kato ładnym uderzeniem z pierwszej piłki popisał się Tomasz Bzdęga, lecz piłka nieznacznie przeleciała nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Łukasza Budziłka. Zespół dowodzony przez Kazimierza Moskala odpowiedział w 27. minucie. Po zamieszaniu w polu karnym Mieczkowskiego futbolówkę do bramki rywali starał się wepchnąć Duda. Chciał to jednak zrobić w niezgodny z przepisami sposób i arbiter odgwizdał przewinienie zawodnika „Trójkolorowych”.
Tuż przed zejściem piłkarzy na przerwę bliski doprowadzenia do remisu był jeszcze Fonfara, który uderzeniem prawą nogą sprzed pola karnego próbował zaskoczyć golkipera Stomilu. Zabrakło mu jednak precyzji, ponieważ piłka o centymetry minęła światło bramki.
Po zmianie stron obie drużyny przez długi czas nie pokazały na murawie nic godnego uwagi. Dopiero w 65. minucie niezłym uderzeniem popisał się Grzegorz Goncerz, ale strzał byłego zawodnika chorzowskiego Ruchu był niecelny. Chwilę później ten sam piłkarz po raz kolejny wystąpił w roli głównej. Piłka po jego strzale trafiła jednak w słupek i obiekt przy Bukowej obiegł głośny jęk zawodu.

W 71. minucie padła wyrównująca bramka. Grzegorz Goncerz udowodnił, że przysłowie „do trzech razy sztuka” ma rację bytu. Pomocnik katowiczan wykorzystał brak porozumienia niefortunnie interweniujących Kopruckiego z Mieczkowskim i zdobył swoją pierwszą bramkę w tym sezonie.











