W zeszłą sobotę doszło do tragedii w Leicester. Nieopodal King Power Stadium rozbił się helikopter należący do właściciela mistrza Anglii sprzed dwóch sezonów – Vichaia Srivaddhanaprabha. W katastrofie zginęła również Polka, Izabela Róża Lechowicz, będąca doświadczoną pilotką oraz instruktorką lotnictwa.
Niedługo po meczu Leicester z West Hamem (1:1), po starcie, rozbił się helikopter właściciela Leicester. Maszyna zaraz po przyziemieniu zamieniła się w kulę ognia, nie dając najmniejszych szans na ratunek osobom znajdującym się na pokładzie. Dopiero po ponad 24 godzinach od katastrofy klub wydał oficjalny komunikat, potwierdzający m.in. obecność na pokładzie właściciela Leicester. W katastrofie łącznie zginęło pięć osób, w tym córka właściciela oraz załoga, do której należała również Polka Izabela Róża Lechowicz, której obecność na pokładzie w momencie wypadku potwierdziła ambasada w Wielkiej Brytanii.
Wypadki lotnicze towarzyszą człowiekowi, odkąd wynaleziono samolot. Wynalazek ten zrewolucjonizował turystykę, pozwalając na dalekie podróże w krótkim czasie. Piłka nożna z racji ciągłych podróży również ma w swojej historii katastrofy lotnicze, które wstrząsnęły całym piłkarskim światem. Postaramy się przypomnieć te najbardziej znane.
Grande Torino
Jest 4 maja 1949 roku. Kilka kolejek do końca sezonu ligi włoskiej. Na czele króluje drużyna Torino, która zdobywała tytuł mistrza Włoch trzy razy z rzędu (1946, 1947, 1948). Nie dało się ukryć, że Torino było wówczas najlepszą drużyną na Półwyspie Apenińskim. Z tego względu niedoszłego mistrza nazywano Grande Torino.
Tego dnia wracali z Lizbony, gdzie swój pożegnalny mecz z miejscową Benficą rozegrał Jose Ferreira. Wszyscy byli w doskonałych nastrojach. Zdawali sobie sprawę, że jeszcze cztery kolejki i osiągną coś niewiarygodnego. Nikt dotychczas nie zdobył mistrzostwa kraju cztery razy z rzędu.
Wystartowali około godziny 9:50. Nieco ponad trzy godziny później wylądowali w Barcelonie, by uzupełnić paliwo. Znaczna część lotu przebiegała bez żadnych kłopotów. Dopiero nad Savoną około 16:40 piloci połączyli się z kontrolerami lotniska w Turynie, którzy ostrzegli o trudnych warunkach atmosferycznych. Zmuszeni zostali do zmniejszenia pułapu lotu, aż do momentu poprawy widoczności. W okolicach wzgórza Superga, nad którym przelatywali, widoczność wynosiła około 40 m. W trakcie zniżania samolot uderzył o bazylikę znajdującą się na wzgórzu. Samolot został doszczętnie zniszczony. Nikt nie przeżył.











