Po jednej stronie ringu siwy lis z połamanym kogutem pod pachą, a po drugiej rozpędzony byk pod przewodnictwem lisa juniora. W bajkowych realiach grono takich bohaterów mogłoby stworzyć naprawdę interesującą komedię. Niestety realia, w których znalazł się Tottenham, raczej nie przywołują uśmiechu na twarzy. Brak Harry’ego Kane’a i Heung-Min Sona powoduje, że starcie z niemieckim rywalem na równych warunkach graniczy niemal z cudem. Niech wymowne będzie, że obaj piłkarze nigdy nie byli kontuzjowani w tym samym momencie.
Żeby nadać sytuacji, w której znalazł się Tottenham, dodatkowej dramaturgii, warto nadmienić, że wyżej wymieniona para nie jest jedyną, która boryka się z problemami. W kontekście grania wciąż niedostępny jest Moussa Sissoko, a Erik Lamela czy Tanguy Ndombele dosłownie co chwilę odwiedzają gabinety lekarskie z mniejszymi urazami. Co znamienne, w obecnym sezonie kadra „Kogutów” została napiętnowana przez kontuzje aż piętnaście razy, z czego prawie połowa to wykluczenia na dłuższy okres.
Sytuacja nie mogła być gorsza. Nie możemy nic zrobić i będziemy grać tymi piłkarzami, jacy są dostępni. Wcześniej martwiłem się, że nie będę miał opcji ofensywnych na ławce, a dzisiaj? Nie mam nawet opcji ofensywnych na boisku. Jose Mourinho
Jose Mourinho nie ma więc łatwego życia, ale mimo to pokazał, że w Premier League potrafi odpowiednio zagospodarować środki, które – choć momentami bardzo okrojone – są. Sęk w tym, że w Lidze Mistrzów nawet najmniejsze osłabienie może srogo kosztować. A co dopiero osłabienie dużego kalibru w podwójnej dawce…
Kane i Tottenham? Idealna para, choć nie zawsze
Wywody o tym, jak ważni są obaj piłkarze dla ekipy „Spurs”, można było usłyszeć już wiele razy. Zazwyczaj jednak zarzewiem dyskusji był wyłącznie Harry Kane, który na przestrzeni kilku ostatnich lat dostarczał poważnych wątpliwości, czy Tottenham jest przygotowany na jego nagłą nieobecność. Od początku sezonu 2016/2017 angielski napastnik stracił ok. 270 dni przez różnego rodzaju urazy i o ile w skali 3,5 roku te liczby nie wydają się tak duże, o tyle wyraźnie podkreślają fakt, że nie mamy do czynienia z niezłomnym okazem zdrowia. A niestety liczba straconych tygodni będzie rosnąć, bo Kane nie wróci na boisko wcześniej niż pod koniec ligowej kampanii.

Powyższy wykres dowodzi, że Tottenham w rozgrywkach europejskich czerpie garściami z dobrej formy strzeleckiej swojego napastnika. Anglik potrafi zagwarantować gole, dzięki którym drużyna nie musi martwić się o awans do kolejnej fazy turnieju. Z osiemnastu bramek, jakie 26-latek strzelił w fazie grupowej Ligi Mistrzów, cztery wyrównywały wynik spotkania, a sześć dawało prowadzenie. Przeliczając ten dorobek na punkty, wychodzi, że jeden człowiek zarobił dla „Kogutów” 12 oczek. To sporo, zważywszy na fakt, że tylko w pięciu spotkaniach grupowych (na 15) w ciągu czterech lat Anglik nie zanotował bramki lub asysty. Piękny obraz, prawda? Niestety zbrukany przez dalszą część malowidła.













