W poprzednim sezonie Zawisza Bydgoszcz grał w II lidze. W tym bije się o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Choć nowy właściciel klubu z Bydgoszczy, Radosław Osuch, dał sobie aż trzy lata na wprowadzenie klubu do T-Mobile Ekstraklasy, to wiele wskazuje na to, że nie będzie musiał tyle czekać.
W Bydgoszczy wszyscy cieszyli się z awansu na zaplecze ekstraklasy, ale chyba taką samą radość wywołała informacja o tym, że Zawisza zyskał prężnego sponsora. Właściwie chętnych na przejęcie bydgoskiego klubu było dwóch, obaj o znanych w futbolowym światku nazwiskach. Zbigniew Boniek i Radosław Osuch, bo o nich mowa, rozmawiali z włodarzami miasta i przedstawili swoje plany na odbudowę klubu. Wygrała koncepcja menedżera z Poznania i to on od czerwca 2011 roku zarządza klubem.

Osuch nie obiecywał na wejściu złotych gór. Raczej studził entuzjazm kibiców, którzy już oczyma wyobraźni widzieli swój klub w ekstraklasie. Nowy prezes Zawiszy od początku podkreślał, że proces budowania zespołu trwa długo i awans w pierwszym sezonie jest raczej niemożliwy. Na powrót do elity dał sobie trzy lata.
Jedną z pierwszych decyzji nowego prezesa „Niebiesko-czarnych” była zmiana trenera. Pracę stracił Adam Topolski, który wprowadził zespół do I ligi, a jego miejsce zajął Janusz Kubot. Człowiek w trenerskim światku dopiero pracujący na swoją markę. Decyzja odważna, ale jak się miało później okazać, trafiona.
Pierwsze kolejki na ekstraklasowym zapleczu nie były w wykonaniu Zawiszy udane. Trzy mecze, trzy remisy i stosunek bramkowy 1:1, to dla beniaminka nie powód do wstydu, ale nikt chyba nie mógł być z takiego startu zadowolony. Wszystko zaczęło się zmieniać od 4. kolejki. Pierwsze, skromne zwycięstwo w Grudziądzu z tamtejszą Olimpią zapoczątkowało dobrą serię podopiecznych Janusza Kubota. Cztery kolejne wygrane pozwoliły „Niebiesko-czarnym” objąć prowadzenie w tabeli, a ich kibicom dały podstawy do coraz śmielszych marzeń o powrocie do elity.
I tak jak 7. kolejka była dla Zawiszy szczęśliwa, tak 13. pechowa. To wtedy właśnie bydgoski klub zanotował pierwszą porażkę w I lidze. I to bardzo bolesną, bo za taką należy uznać pogrom 5:2 z będącą wtedy w kryzysie Arką Gdynia. Był to też początek fatalnej serii pięciu kolejnych spotkań bez zwycięstwa. Co poskutkowało stratą pozycji lidera na korzyść Pogoni Szczecin w 17. serii spotkań. Dopiero kolejkę później Zawisza wygrał z Sandecją w Nowym Sączu 1:0.












