Tego się chyba nikt nie spodziewał. Miała być ponowna walka o utrzymanie, a tymczasem ekipa jest o krok od największego sukcesu w swojej historii. Klub z malutkiej Niecieczy stał się prawdziwą rewelacją rozgrywek i na półmetku sezonu zajmuje drugie miejsce, premiowane awansem do piłkarskiej ekstraklasy.
Historia futbolu zna przypadki piłkarskich kopciuszków. Drużyn, dla których gra w elitarnym gronie jawiła się niczym najpiękniejszy sen. Drużyn, które choć na pozór z wielu względów nie pasowały do piłkarskich salonów, to jednak dzielnie stawiały czoła z większym lub mniejszym powodzeniem. W Hiszpanii jest Villarreal, niegdyś odnoszący spektakularne sukcesy w Europie, w Anglii mieliśmy Blackpool, Niemcy do tego grona zaliczyliby Hoffenheim, skądinąd nazywany „Wieśniakami”. Wiele wskazuje na to, że i my doczekamy się rodzimego piłkarskiego kopciuszka, a wszystko za sprawą klubu z malutkiej Niecieczy w powiecie tarnowskim, Termaliki Bruk-Bet, która na półmetku rozgrywek w I lidze zajmuje drugie miejsce. Sukces był jednak, jak powiedziałby klasyk, oczywistą oczywistością.

O drużynie z Niecieczy zrobiło się głośno w roku 2004. Wtedy właśnie klub przejął sponsor strategiczny, Bruk-Bet, a drużyna, której historia sięga początku lat 20. XX wieku wkroczyła na ścieżkę sukcesu. Zespół, który do tej pory pałętał się daleko w ligach okręgowych, nagle z dnia na dzień wkroczył w erę swoich największych osiągnięć. W cztery lata Nieciecza zanotowała trzy awanse, w końcu wdrapując się do przedsionka piłkarskiej ekstraklasy. O ile debiut w I lidze wypadł dość mizernie (raptem 14. miejsce), tak teraz Bruk-Bet jest o krok od awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Piękny sen trwa nadal.
Sukces Termaliki to wypadkowa kilku czynników. Przede wszystkim dobra organizacja, odpowiednie zaplecze, bogaty sponsor, a co za tym idzie – stabilność finansowa. To także mądra polityka transferowa klubu. W Niecieczy grają bowiem piłkarze niegdyś dobrze znani z boisk ekstraklasy. Jakub Biskup, Łukasz Szczoczarz, Andrzej Rybski, Karol Piątek, Arkadiusz Mysona czy wreszcie Dariusz Pawlusiński to zawodnicy, którzy w polskiej piłce nie są postaciami anonimowymi. Jeśli dodamy, że tę świtę prowadzi Duszan Radolsky, to mamy dowód zaangażowania i determinacji włodarzy Termaliki w odniesienie sukcesu. A ten, jak się okazuje, przyciąga nie tylko miejscowych kibiców. W tym sezonie pierwszoligowe spotkania Bruk-Betu rozgrywane w Niecieczy obejrzało niemal 16 tysięcy widzów, a to daje średnią blisko dwóch tysięcy na mecz. To wynik, który musi budzić uznanie, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Nieciecza liczy sobie zaledwie… 726 mieszkańców.











