PIłka nożna na Podlasiu? Jagiellonia Białystok, potem Wigry Suwałki i długo, długo nic. Mało kto, nawet w gronie koneserów rodzimego futbolu, jest w stanie powiedzieć o futbolu z tego regionu coś więcej. Dlaczego tak jest? O realiach podlaskiej piłki rozmawiamy z trenerem Kamilem Wysockim.
W czasach, gdy pomagał przy treningach juniorów Jagiellonii, jeździł z piłkarzami po całej Polsce, bo w regionie nie było żadnych rywali. Północno-wschodni rejon Polski, choć może się wydawać inaczej, jest daleko w tyle za najbardziej rozwiniętymi piłkarsko rejonami naszego kraju. Prócz „Jagi” i Wigier Suwałki żadna inna drużyna nie walczy na szczeblu centralnym, a rozgrywki niższych lig znacząco odbiegają od poziomu klubów np. z Mazowsza czy ze Śląska.
Ostatnim klubem, jaki trenował Kamil Wysocki, była czwartoligowa Biebrza Goniądz.
Podlasie to region, z którego pochodzi wielu utalentowanych zawodników, reprezentantów Polski, a jedynym poważnym przedstawicielem tego regionu jest Jagiellonia Białystok. Dlaczego tak jest?
Mamy jeszcze Wigry Suwałki, które walczą o byt w pierwszej lidze. Jagiellonia walczy o najzdolniejszych zawodników z całej Polski, szuka nie tylko tu na miejscu. Klub z Białegostoku bazuje na kształceniu, promowaniu i później sprzedaży najzdolniejszych zawodników. Modelowym przykładem jest tu Bartłomiej Drągowski (wychowanek Jagiellonii, dziś gracz Fiorentiny – przyp. red.).
Z racji wielkości klubu Jagiellonia jest regionalnym monopolistą?
Tak, w Jagiellonię inwestuje też okręgowy związek. „Jaga” jeszcze niedawno nie miała własnej bazy treningowej, teraz już jest. Powstały trzy boiska, jedno sztuczne, dwa naturalne. Teraz Jagiellonia zgłosiła rezerwy do IV ligi, choć wcześniej z nich zrezygnowano. „Jaga” to na tyle wielki klub, że duża część piłkarzy grających tu na poziomie trzeciej czy czwartej ligi to jej wychowankowie. To się prędko nie zmieni. Jeśli chodzi o trenerów, jest podobnie – kadra oparta jest na byłych zawodnikach tego klubu albo jej wychowankach.
A poziom piłkarski w niższych ligach jest zauważalnie słabszy niż na Mazowszu czy Śląsku. Moim zdaniem będzie już tylko gorzej, bo wiadomo, jak jest z młodzieżą. Jest jej coraz mniej, ma w sobie mniej wytrwałości. Z drugiej strony przykłady Lewandowskiego czy Milika mogą pomóc i zainspirować młodych.
Wspomniał Pan o rezerwach Jagiellonii. W sierpniu 2019 roku na łamach portalu Weszło ukazał się obszerny list jednego z byłych graczy Jagiellonii Białystok. Czy miał Pan kiedyś okazję współpracować z rezerwami „Jagi”?
Sam nie współpracowałem, ale znajomi już tak. W rezerwach nie jest zbyt kolorowo. Tu też zdarzały się „kluby Kokosa”. To tutaj nie doceniono choćby Damiana Kądziora, dziś reprezentanta Polski. To był przecież ich zawodnik.
A czy rozgrywki czwartoligowe są regularnie obserwowane przez skautów Jagiellonii czy Wigier?
Niespecjalnie, te kluby raczej nie zaglądają tak nisko, szukają zawodników w innych miejscach. Czasem przyjeżdzają skauci z Olsztyna albo trenerzy klubów trzecioligowych, którzy kiedyś tu grali. Inna sprawa to propozycje, jakie są składane zawodnikom – często obiecuje im się złote góry, na przykład w III lidze, co okazuje się oszustwem. W taki sposób marnuje się kariery wielu potencjalnie świetnym zawodnikom.











