Zaledwie 17 lat, debiut w pierwszym zespole GKS-u Tychy i świetne wejście na poziom Betclic 2. Ligi. Kacper Myszkowski wykorzystał swoją szansę, szybko zdobywając zaufanie kolegów z drużyny oraz sympatię kibiców. W rozmowie z iGolem młody bramkarz opowiedział o kulisach debiutu, rywalizacji z Jakubem Mądrzykiem, mentalności między słupkami, obronionym rzucie karnym z Hutnikiem Kraków, a także swoich piłkarskich marzeniach i przemyśleniach.
Jakub Wilczewski (iGol.pl): Kacper, masz zaledwie 17 lat, a już dostałeś szansę regularnych występów w pierwszym zespole GKS-u Tychy. Do debiutu doprowadziła kontuzja Jakuba Mądrzyka. Jak z Twojej perspektywy wyglądało otrzymanie tej szansy i jak się z tym czułeś?
Kacper Myszkowski: Myślę, że bardzo dobrze się czułem, ponieważ mogłem w końcu pokazać, na co mnie stać i ile pracy włożyłem w treningi. Kolejne mecze traktowałem już jak każde inne spotkanie, podobnie jak wcześniej w akademii czy na wypożyczeniu.
Jak wyglądają Twoje aktualne relacje z Jakubem Mądrzykiem? Wspiera Cię?
Myślę, że z Kubą mamy bardzo dobry kontakt. Codziennie się widzimy bo zazwyczaj mamy w tym samym momencie spotkania u fizjoterapeutów lub w tym samym czasie siłownie. Z Kubą wspieramy się nawzajem. Pomagam mu mentalnie radzić sobie z tą kontuzją, a on daje mi wskazówki odnośnie gry na bramce.
Masz informację, kiedy spodziewany jest jego powrót?
Myślę, że na następną rundę, ale też nie jestem pewien. To tylko moje domysły.
Obawiasz się jego powrotu, czy raczej jesteś pewny swojej pozycji dzięki dobrej formie?
Ja uważam, że będziemy mieć okres przygotowawczy przed następną rundą, każdy pokaże się jak z najlepszej strony i to już nie będzie nasza decyzja, kto będzie bronił. Jak zadecyduje pierwszy trener to do tego będziemy musieli się przystosować. Jeśli Kuba będzie bronił to zaakceptuje to bez problemu. Co by się nie stało, nasza relacja się nie zmieni.
Wracając stricte do ciebie: co czułeś podczas swojego debiutu?
Nie ukrywam, że przed wyjściem na rozgrzewkę od początku kiedy wstałem i w sumie dzień wcześniej miałem duży problem, żeby przestać myśleć o tym meczu. Ciężko było spać i coś zjeść, a to było kluczowe z racji regeneracji i żeby mieć siłę na mecz. Do wyjścia na rozgrzewkę czułem bardzo dużo stresu i dopiero tak naprawdę kiedy wyszedłem i poczułem boisko, to wtedy wszystko puściło.

Po debiucie kibice GKS-u skandowali twoje nazwisko i przywitali cię brawami. W późniejszych meczach również często się to powtarzało. Spodziewałeś się takiego wsparcia od kibiców?
Totalnie nie spodziewałem się takiego wsparcia od kibiców, ale nie ukrywam, że podczas meczu jak się słyszy swoje nazwisko to na pewno czujesz się pewniejszy. Wspaniałe uczucie. Nie da się tego opisać bo jest to wielka duma i takiego wsparcia można życzyć każdemu bramkarzowi. Z takim dopingiem broni się o wiele lepiej.
Zanim na dobre pojawiła się szansa w pierwszym zespole, musiałeś przejść kolejne etapy szkolenia. Między innymi akademia oraz wypożyczenie do LKS Przemsza Siewierz. Co twoim zdaniem najbardziej ci pomogło znaleźć się w miejscu, w którym jesteś dzisiaj?
Najbardziej pomógł mi stricte sam start tego sezonu. W sparingach złapałem dużo pewności siebie. Dodatkowo to wypożyczenie, które było tak naprawdę pierwszym spotkaniem z wyższym seniorskim poziomem. Tam tak naprawdę zobaczyłem, jak to wygląda, jeśli się gra i jeśli się nie gra.
Jak wyglądał poziom IV Śląskiej ligi? Jak można porównać ten poziom z Betclic 2 ligą?
Na pewno najbardziej różnią się stadiony i murawa. Do tego szybkość piłki jest zdecydowanie inna, szybkość podejmowania decyzji, poruszanie się zawodników. Wszystko tutaj, w 2. lidze trzeba robić zdecydowanie szybciej i ciągle utrzymywać dużą intensywność. W 4. lidze było więcej czasu podczas meczu, by odpocząć, a tutaj cały czas nawet gdy nie mam tej piłki muszę obserwować, co się dzieje na boisku i być gotowym na niespodzianki.
Znalazłem informację, że początkowo grałeś jako obrońca. Jak doszło do tego, że ostatecznie zostałeś bramkarzem?
Jestem osobą, która nie za bardzo lubi biegać, mimo tego sportu. Byłem też u lekarza gdzie sprawdzaliśmy mój wzrost i tak dalej. Analizowaliśmy jak może to wyglądać w przyszłości i podjęliśmy taką decyzję wspólnie z rodzicami, że może jednak będzie lepiej jak stanę na bramce.
Coś z gry w polu pomaga ci dzisiaj między słupkami?
Najbardziej pomaga mi tamtejsza nauka gry nogami – kopanie celnych długich piłek. Z tego najczęściej aktualnie korzystam. Na obronie, wiadomo znacznie więcej się z tego korzystało jako rozgrywający obrońca.

Wspomniałeś wcześniej o wzroście. Z tego co wiem, nie jesteś tak zwanym „wielkoludem”. Czujesz czasami, że brakuje ci centymetrów do obrony jakiegoś strzału?
Może najwyższy nie jestem, bo mam zaledwie 191 centymetrów wzrostu, ale mam bardzo długie ręce i to na pewno mi bardzo pomaga. Na razie nie miałem jeszcze takiej sytuacji, w której bym odczuwał, że tych centymetrów mi brakuje.
Mówiłeś wcześniej o podejmowaniu decyzji wspólnie z rodzicami. Jak to wygląda pod tym względem? Kto cię najbardziej popchnął do tego sportu?
Myślę, że oboje i mama, i tata zawsze we mnie wierzyli od samego początku. Czy mama, czy tata zawsze pojawiają się na meczach, nawet czasami na treningach. Czy podejmę dobrą, czy złą decyzje w życiu, ciągle czuje, że są obok i bardzo im za to dziękuję.
Jak pracujesz nad koncentracją i samą mentalnością żeby po trudnej interwencji, albo błędzie szybko wrócić do ustawień fabrycznych? Masz jakieś swoje sposoby?
Bramkarz musi natychmiast wyrzucić błąd z głowy. Jak będzie się myśleć o tym cały czas to nie będzie w stanie skupić się na następnej interwencji, czy podaniu. Ja na przykład zamykam oczy i staram się o tym nie myśleć. Bardzo liczy się też wsparcie kolegów, które dostaję.
Oglądając twoje mecze można zauważyć u ciebie ogromną pewność w interwencjach oraz doświadczenie niczym przysłowiowego ligowego wyjadacza – mimo młodego wieku. Jest to u ciebie naturalne, czy w jakiś sposób to wyuczyłeś?
Wydaje mi się, że jest to naturalne. Po to się pracuje na treningach żeby tą pewność siebie zyskiwać i potem przenosić to na mecz. Tak naprawdę później podczas meczu nawet się na to nie patrzy. Jest to takie automatyczne ustawienie w głowie, że tu trzeba pójść tak, a tu tak.
Nawiązując do twoich interwencji, jednym z twoich najgłośniejszych momentów było obronienie rzutu karnego w spotkaniu z Hutnikiem Kraków. Co działo się w twojej głowie przed strzałem Oskara Zawady? Decyzję gdzie się rzucić podjąłeś samodzielnie, czy sugerowałeś się wcześniejszą analizą jego karnych?
Przed meczem rozmawialiśmy z trenerem o potencjalnych wykonawcach rzutów karnych. Miałem powiedziane, gdzie mogę się rzucić, gdzie prawdopodobnie może strzelić, ale od momentu gwizdnięcia karnego przez sędziego od razu czułem, że tam strzeli – czułem, że obronie tego karnego. Nie widziałem też innej opcji bo była to końcówka pierwszej połowy, wygrywaliśmy 1:0, a wiadomo, że bramka do szatni to nie jest nic dobrego dla całego zespołu.
Zostając w temacie samych meczy. W spotkaniu z Sandencją Nowy Sącz, GKS musiał radzić sobie z dużą liczbą strzałów gospodarzy, a ty miałeś sporo pracy. Jak wpływają na ciebie takie spotkania?
Uważam, że bardzo pozytywnie. Cały czas ma się jakieś interwencje, to na pewno napędza. Im więcej strzałów tym większą pewność łapiesz na boisku. Z każdą skuteczną interwencją pojawia się większy „flow” i ciężko to zatrzymać. To jest coś takiego jakby się latało, tyle, że tutaj kończy się to dopiero po gwizdku sędziego. Takie mecze są łatwiejsze do zagrania.
A jak podczas meczu wygląda twoja komunikacja z obrońcami na boisku? Słuchają cię, czy raczej przez twój wiek i brak doświadczenia nie zwracają na ciebie uwagi?
Słuchają, jak najbardziej. Jest to wzajemne. Ja ich, a oni mnie. Czasami jednak ciężko jest się komunikować szczególnie na naszym stadionie gdzie kibice są bardzo głośno. Nawet jak próbuję czasami z całych sił krzyczeć to ta informacja nie zawsze dojdzie.
A mówiąc ogólnie, obrońcy mają zaufanie do twoich umiejętności?
Myślę, że tak. Rozmawiam z nimi przed i po meczu. Tak samo jak oni mogą liczyć na mnie tak Ja liczę na nich. Chłopacy na obronie blokują masę strzałów i często mnie wyręczają więc to mi też bardzo pomaga. Nasza współpraca wygląda naprawdę dobrze.
Przeciwnicy próbują czasami wykorzystać twój wiek i z tego powodu cię prowokować?
Nie. Jeszcze nie było takiej sytuacji. W sumie zazwyczaj to ja bardziej prowokuje ich niż oni mnie.
W związku z prowokacjami: W meczu z Górnikiem Łęczna podczas rzutu karnego nagminnie prowokowałeś swojego przeciwnika i w rezultacie napastnik nawet nie trafił w bramkę. Masz na to jakiś szczególny sposób?
Ja za każdym razem w takiej sytuacji staram się wyprowadzić napastnika jak najbardziej się tylko da ze swojej strefy komfortu. Wtedy na pewno jest mu trudniej skupić się na strzale i w starciu z Górnikiem Łęczna to się właśnie udało.
W tamtej sytuacji tak czy siak rzuciłeś się w dobrą stronę więc było duże prawdopodobieństwo, że i tak byś to obronił.
Analizowaliśmy z trenerem przed meczem potencjalnych wykonawców i tam było ich prawie z ośmiu. Tego zawodnika nie było nawet na tej liście. Nie wiedziałem nawet gdzie może strzelić, nie miałem żadnej podpowiedzi więc po prostu rzuciłem się w swoją mocniejszą stronę. Też myślę, że gdyby trafił w bramkę to i tak bym to obronił.
Można więc powiedzieć, że masz na koncie dwa obronione karne i pięć czystych kont (wywiad został przeprowadzony 26 października). Wpuściłeś też tylko dwie bramki. Jak czujesz się z tymi statystykami? W szatni patrzą na ciebie jak na piłkarski talent, czy chwilowy przebłysk?
Na pewno same statystyki bardzo budują pewność siebie. Jednak nie ukrywam, że mam do siebie problem co do tych dwóch wpuszczonych goli. Uważam, że byłem w stanie je obronić, tego karnego w meczu z Legią również, tak jak ten strzał na Zniczu. Odnośnie szatni myślę, że nic się nie zmieniło. Trzymają mnie przy ziemi, żebym nie odleciał.
Po meczu zdarza ci się czytać komentarze w internecie? Jak na to reagujesz?
Jak mi się wyświetli, to na pewno coś zobaczę. Zawsze fajnie jest zobaczyć miłe słowa na swój temat. Jednak nie zwracam na to większej uwagi.
Jak ogólnie wygląda twój dzień kiedy nie masz treningu ani meczu? Potrafisz całkowicie odciąć się od piłki?
Zazwyczaj, kiedy mamy wolne to staram się odciąć od piłki. Lubię zresetować głowę lub zamienić to na inny rodzaj sportu typu koszykówka, basen lub padel.
A jak to wygląda jeśli chodzi o szkołę?
Ja już szkołę skończyłem. Pisałem maturę w maju i na razie nie rozmawiałem jeszcze z mamą odnośnie szkoły. Na razie skupiam się tylko na piłce i staram się żeby tak zostało.
Co najbardziej cię zaskoczyło po wejściu do szatni GKS-u Tychy? Kto najbardziej cię wspiera?
Z aktualnej szatni to Tymoteusz Proczek, bo razem z nim mieszkam i codziennie się widzimy – spędzamy wspólnie czas. Od niego dostałem chyba najwięcej wsparcia przed pierwszym meczem.
Ze wszystkich meczów, które rozegrałeś na poziomie Betclic 2 ligi to, który był dla ciebie najtrudniejszy i dlaczego?
Myślę, że najtrudniejszy dla mnie mecz to ten ze Zniczem. Było bardzo ciężko żeby wejść w mecz i też bardzo ciężki rywal. Najciężej wspominam ten mecz ze wszystkich.
Wyznaczasz sobie jakieś konkretne cele na najbliższe dwa lub trzy sezony? Myślisz już o grze na wyższym poziomie?
Kompletnie nie patrzę w przyszłość. Skupiam się na tym co jest tu i teraz – na najbliższych meczach i chce się w nich jak najlepiej pokazać. Trzeba skupić się na tym co jest tu i teraz bo później nie wiadomo co będzie, a teraz wiadomo, że chcemy awansować i to jest taki najbliższy cel.
Mimo wszystko, każdy ma marzenia. Jaki jest twój wymarzony klub w którym chciałbyś kiedyś zagrać?
Marzenie od dziecka to było żeby grać w Realu Madryt. Na razie jednak chciałbym dojść do najwyższego poziomu w Polsce. A co do Realu Madryt to uwielbiam ten klub od dziecka. Byłem też wielkim fanem Keylora Navasa, a teraz Thibaut Courtois.
Wspomniałeś o dwóch wielkich bramkarzach, ale na jakim golkiperze najbardziej się wzorujesz? Kto jest twoim idolem?
Pod tym względem będzie ciężko bo moim ogólnym idolem jest Cristiano Ronaldo. Od niego patrzę to jak trzeba pracować, jak powinien wyglądać dzień piłkarza. Dużo też się liczy co się robi poza boiskiem i on jest główną osobą na której próbuje się wzorować.
Jeśli jednak miałbyś wybrać kogoś ze strony bramkarskiej to kto?
Myślę, że Manuel Neuer. Jest to legenda piłki nożnej. Gra bardzo odważnie, jako tak naprawdę dodatkowy obrońca więc mamy trochę wspólnego. Bardzo też lubiłem oglądać jak On gra i może właśnie od niego ta pewność siebie weszła mi do głowy.
Wspomnijmy o samym kapitanie zespołu: Damian Kądzior, były reprezentant Polski. Jakie masz z nim relacje i jak On sam wpływa na szatnie?
Damian to bardzo dobra osoba. Dużo z nim rozmawiam w klubie jak jest czas. Damian też mnie bardzo wspiera, po debiucie napisał do mnie, że bardzo dobry mecz zagrałem. Jest też przykładem tego jak należy pracować i można z niego brać przykład.
Mówiąc z własnego zdobytego doświadczenia: jaką radę dałbyś jeszcze młodszym bramkarzom niż Ty?
Żeby być bramkarzem, trzeba mieć bardzo dużo cierpliwości. Trzeba bardzo dużo trenować i czasami długo czekać na swoją szansę. Tutaj nie można wejść w 80. minucie na dziesięć minut i pokazać się z dobrej strony tylko trzeba czekać do momentu aż dostanie się szansę, czekać na kontuzję pierwszego bramkarza, co też nie jest przyjemne. Nie można się poddawać, nawet jeśli nie gra się przez rok, czy dwa. Szansa przyjdzie w momencie najbardziej niespodziewanym.
Na koniec może chciałbyś przekazać jakąś wiadomość do kibiców GKS-u Tychy?
To już nawet nie tylko ja, ale jako cała drużyna chcielibyśmy podziękować za to wsparcie i będziemy robić wszystko żeby z powrotem awansować do pierwszej ligi, a potem do ekstraklasy.
Dziękuję za rozmowę, Kacper. Bardzo miło mi się z tobą rozmawiało i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
Dziękuję również.











