Juventus został po raz szósty z rzędu mistrzem Włoch. Drużyna z Turynu dokonała rzeczy historycznej. Nikt do tej pory nie dominował we Włoszech w taki sposób jak ekipa „Starej Damy”. Nasuwa się pytanie, czy jest w ogóle ktoś, kto mógłby choćby w najmniejszym stopniu zagrozić Turyńczykom w rozgrywkach Serie A. Sezon 2016/2017 dla Juventusu jednak jeszcze się nie skończył, ponieważ 3 czerwca podopieczni Massimiliana Allegriego będą bić się o Puchar Europy z Realem Madryt. Jeśli włoska drużyna zwycięży, może jej to dać potrójną koronę.
Pora zatem prześledzić i zanalizować to, jak Juventus kroczył po tytuł mistrza Włoch. Odpowiemy sobie też na pytania, co czeka na ekipę „Starej Damy” i czy mistrzowie Włoch mogą być jeszcze lepszą drużyną.
Mistrzowski minimalizm
Wielokrotnie w sezonie 2016/2017 Juventus był krytykowany przez włoskich dziennikarzy i kibiców za swego rodzaju minimalizm, jaki cechował „Bianconerich” w rozgrywkach Serie A. Charakteryzował się on tym, że podopieczni Allegriego po szybkim zdobyciu pierwszej bramki bardzo często cofali się do linii obrony i oczekiwali na to, co zrobi ich przeciwnik. Widać to było zwłaszcza w pierwszych kolejkach sezonu. Juventus po prostu wygrywał spotkania jak najmniejszym nakładem sił.
Mimo wielkich transferów, którymi było pozyskanie Daniego Alvesa, Miralema Pjanicia czy przede wszystkim Gonzalo Higuaina za kwotę 94 milionów euro z Napoli, to mistrzowie, ogólnie rzecz biorąc, nie zachwycali. Kibiców nie przekonywała nawet dobra forma strzelecka Higuaina, który już na starcie sezonu zaczął strzelać bramki. Mistrzowie Włoch rozpoczęli swój marsz po szóste z rzędu scudetto od wymęczonej wygranej z Fiorentiną 2:1. Przełom sierpnia i września był dla „Bianconerich” dobry, ponieważ w pierwszych trzech spotkaniach Serie A Juventus nie przegrał żadnego spotkania.
Pierwsza porażka drużyny z Turynu przyszła w czwartej kolejce, gdy twarde warunki zespołowi Allegriego postawił Inter, który wygrał 2:1. To podrażniło ekipę Juventusu, który zaliczył po tym spotkaniu serię czterech zwycięstw. Przerwana została ona porażką z drugą drużyną z Mediolanu, czyli z Milanem. Po tym przyszła kolejna seria czterech zwycięstw, odpowiednio z: Sampdorią, Napoli, Chievo i Pescarą. Juventus ostatecznie przegrał w sezonie 2016/2017 zaledwie pięciokrotnie. Na drużynę „Starej Damy”, oprócz klubu z Mediolanu, sposób znalazły jeszcze: Fiorentina, Genoa i AS Roma.
Minimalizm, za który Juventus był wielokrotnie krytykowany, okazał się zbawienny. Dał on bowiem mistrzowi Włoch ogromny zapas sił na najważniejszą część sezonu, czyli kwiecień. Wtedy to podopieczni Allegriego osiągnęli szczyt formy, którego pokaz dali szczególnie w Lidze Mistrzów w meczach z Barceloną i AS Monaco. Tytuł mistrzowski we Włoszech wpadł w ręce Juventusu jednak dopiero w przedostatniej kolejce Serie A, po meczu z Crotone.
Co było siłą Juventusu?
Przede wszystkim najważniejszą cechą gry Juventusu w tym sezonie był wszechobecny minimalizm. Wielu kibiców nie rozumiało tego, że to była celowa zagrywka Allegriego, by jego piłkarze zachowali siły na najważniejsze spotkania sezonu. To udało się trenerowi po mistrzowsku, ponieważ Juventus był w stanie wymęczyć samą Barceloną i odebrać jej chęć do gry. Dobitnie pokazało to szczególnie pierwsze spotkanie tych drużyn, gdy Barcelona nie miała absolutnie żadnych argumentów na pokonanie ekipy z Turynu. Podobnie było w przypadku fantastycznej młodzieży z księstwa Monako, która mimo swojej fantazji w grze brutalnie zderzyła się z silną defensywą Juventusu. Nawet niesamowity młodzieniec, Kylian Mbappe, nie był w stanie pokonać legendarnego Gianluigiego Buffona.











