Na City of Manchester Stadium zmierzyli się ze sobą rywale Lecha Poznań z grupy A, Manchester City oraz Juventus Turyn. Spotkanie było dość ciekawe i emocjonujące, a ostatecznie zakończyło się remisem 1:1.

Swoją grą w pierwszym kwadransie spotkania Juventus udowodnił, że przyjechał po zwycięstwo. W końcu nie miał innego wyboru, po tym jak ostatnio zgubił punkty przed własną publicznością w meczu z Lechem. Pierwszą dobrą okazję miał on już w dwunastej minucie, kiedy to Del Piero strzelał z rzutu wolnego. Czujnością wykazał się jednak w tym momencie Joe Hart. Na tym jednak nie stanęło, wręcz przeciwnie. Goście już trzy minuty później wyszli na prowadzenie za sprawą Iaquinty. Włoch popisał się dobrym strzałem sprzed pola karnego.
Dopiero wtedy obudzili się podopieczni Roberto Manciniego, którzy zaczęli szukać swoich szans. „The Citizens” próbowali strzelić bramkę po wznowieniu gry z rzutu rożnego. Okazję ku temu miał Patrick Vieira, jednak skutecznie pilnował go Marchisio. „Juve” robiło wszystko, co tylko mogło, by gospodarze nie narzucili swojego stylu gry. Powstrzymywany był również grający od pierwszej minuty Jerome Boateng, który wspierał Adama Johnsona na prawej flance. Tego wieczoru niezwykle aktywny był jak zwykle Tevez, który z łatwością szarżował między obrońcami włoskiej ekipy. Z każdą minutą City wykazywało coraz więcej inicjatywy. Oddało jednak sporo niecelnych strzałów.

Za sprawą Adama Johnsona gospodarze wreszcie ożywili zgromadzoną publiczność. Dostał on fantastyczną piłkę od Yayi Toure, zgubił obrońców i pewnie pokonał Manningera. Była to z pewnością ulga dla samych zawodników i ich menadżera, gdyż nieskuteczność w pierwszej połowie była dość sporym problemem. Końcówka należała jednak tylko do nich. Jeszcze na pięć minut przed upływem regulaminowego czasu gry rzut karny symulował Krasić. Został on za to ukarany żółtą kartką.
W drugiej odsłonie spotkania podopieczni Manciniego nie zaprzestali ataków, od razu ruszyli po zwycięską bramkę. Juventus był jednak dość dobrze ułożony w defensywie. Już po siedmiu minutach dobry pomysł miał Adebayor i mimo że w wybornej sytuacji nie pokonał bramkarza, to i tak był na spalonym. „Juve” nie miało jednak ani chwili spokoju, gdyż Tevez nie miał sobie równych i nie tracił w łatwy sposób piłki. Mancini mógł być zadowolony ze starań piłkarzy, ale na pewno nie z wyniku.












