Do meczu Lecha Poznań z Juventusem Turyn pozostały już tylko godziny. Na co „Kolejorz” musi uważać, a w czym widzi swoją szansę? W jakim stopniu warunki atmosferyczne wpłyną na losy spotkania? Odpowiedzi na te pytania przeczytacie w przedmeczowym wywiadzie z członkiem sztabu szkoleniowego Lecha, byłym reprezentantem Polski, Andrzejem Juskowiakiem
Po wygranej z Manchesterem City może się wydawać, że teraz to już tylko z górki…
Jeżeli gra się z taką potęgą jak Juventus, nigdy nie można być pewnym dobrego wyniku. Włosi są teraz zupełnie inną drużyną, niż na początku sezonu, kiedy osiągnęliśmy w Turynie dobry rezultat. Zespół ten przeszedł sporo zmian przed startem rozgrywek, dlatego we wrześniu nie był jeszcze zgrany, a właśnie zgranie i zrozumienie się na boisku może być kluczowe w dzisiejszym meczu.

Dużą siłą Juventusu są również stałe fragmenty gry. Szczególnie musimy uważać na Aleksa Del Piero, który dogrywa bardzo precyzyjne piłki z rzutów wolnych i rożnych. Jesteśmy uczuleni na ten element gry, mamy jeszcze bowiem w pamięci mecz w Turynie, w którym popełniliśmy sporo błędów. Boisko nie będzie najlepsze, dlatego stałe fragmenty mogą okazać się decydujące. Mamy przed sobą ogromną szansę, jesteśmy przecież dobrym zespołem. Musimy zagrać co najmniej tak, jak w poprzednich meczach w Lidze Europejskiej.
No właśnie, boisko nie będzie najlepsze, również warunki pogodowe będą dość ekstremalne. Jest to czynnik, który może pomóc Lechowi?
Na pewno przy minusowej temperaturze nie jest łatwo grać w piłkę, ale warunki są takie same dla obu drużyn. Pojawiają się głosy, że Włosi nie są przyzwyczajeni do takiej temperatury, a tak naprawdę jest to gruba przesada. W niektórych częściach Włoch spadł już przecież śnieg.
Nie możemy liczyć na pogodę, Juventus ma teraz bardzo wysoką formę w lidze. Serie A jest dla nich najważniejsza – tak przynajmniej da się wywnioskować z wypowiedzi zawodników „Starej Damy”, ale nie zlekceważą nas. Ich interesuje tylko zwycięstwo, wszystko zależy od tego, jak podejdą do tego spotkania.
Dużo mówi się o problemach „Kolejorza” z napastnikami. W jakim stopniu mogą one wam zagrozić?
Nie mamy żadnych problemów z napastnikami! Jedynym zawodnikiem, który gra na pozycji napastnika, jest Artjoms Rudnevs, który jest zdrowy i zdolny do gry. Liczymy, że zdobędzie jakąś bramkę. Tym bardziej, że Włosi będą go pamiętać po pierwszym spotkaniu, napsuł im bowiem sporo krwi. Jestem pewien, że tym razem go nie zlekceważą. Ważna jest gra ofensywna, nie tylko Atjoms musi się starać o strzelenie gola. Kiedy jest sam w polu karnym trudno mu cokolwiek zdziałać… W pierwszym spotkaniu zaskoczyliśmy Juventus, atakując od pierwszej minuty, i tym razem musi być tak samo. Nasz rywal często traci piłkę w środkowej strefie boiska, dlatego liczymy na kontrataki.











