Po kapitalnym początku sezonu na Tottenham Hotspur Stadium nie ma już śladu. Zespół Jose Mourinho w ostatnich pięciu spotkaniach przegrał czterokrotnie, wygrał tylko raz ze słabym West Bromem i znalazł się poza strefą Ligi Mistrzów. W najbliższych tygodniach portugalski szkoleniowiec musi więc udowodnić swoją wartość. Najwyższa pora pokazać, że wciąż potrafi wygrywać trofea. W końcu po to zatrudniono go w Tottenhamie.
Niesamowicie frustrujące musi być momentami kibicowanie Tottenhamowi. Zespół z północnego Londynu regularnie puka do światowej elity, ale wciąż nie może pochwalić się żadnym trofeum od 2008 roku. Jose Mourinho miał to zmienić. Jednak pomimo awansu do finału Pucharu Ligi i fazy pucharowej Ligi Europy, nastroje wśród fanów „Kogutów” są nie najlepsze. Dla Portugalczyka nachodzi czas prawdziwej weryfikacji. Najwyższy czas włożyć coś do gabloty, czego nie udało się zrobić Mauricio Pochettino. Jeśli „The Special One” nie dokona tego, jego posada najprawdopodobniej zawiśnie na włosku.
Historia bez happy endu
Projekt pod nazwą Tottenham Hotspur Mauricio Pochettino ruszył w 2014 roku, kiedy to Argentyńczyk przeniósł się z Southampton do Londynu. Całość opakowana była bardzo dobrze. Nowy trener z pomysłami, który sprawdził się już w Premier League, oraz klub z aspiracjami do walki z najlepszymi. Dla obu stron była to sytuacja win-win. Pierwsza lata współpracy w zasadzie tylko to potwierdzały. „Koguty” zaczęły bowiem regularnie pukać do elity. W pierwszym sezonie Argentyńczyk zdobył piąte, a rok później trzecie miejsce w Premier League.
W sezonie 2016/2017 niewiele zabrakło, aby na finiszu wyprzedził Chelsea Antonio Conte. Skończyło się jednak na drugiej lokacie. Mimo małego rozczarowania fanów Tottenhamu optymizmem mógł napawać progres, jaki wykonywał ich zespół z sezonu na sezon. Drużyna cały czas się rozwijała, a to dobrze wróżyło na przyszłość. Przy niewielkich nakładach finansowych wszyscy z podziwem patrzyli na zespół Mauricio Pochettino. Kolejne lata przynosiły ponownie wysokie lokaty w tabeli, bo w sezonie 2017/2018 skończyło się na trzecim miejscu, a rok później na czwartym. W międzyczasie pojawił się przegrany finał Pucharu Anglii z Chelsea 0:2 na Wembley. Wszystko było pięknie, ale brakowało tego najważniejszego – trofeum.
Szansa na nie pojawiła się jednak w sezonie 2018/2019. Wtedy to zespół Mauricio Pochettino po fantastycznym dwumeczu z Ajaksem zameldował się w finale Ligi Mistrzów. Tam czekał już na nich Liverpool, który ostatecznie pokonał „Koguty” 2:0. Argentyńczykowi trofeum znowu przeszło koło nosa i już wtedy wielu sugerowało, że powinien on zrezygnować ze swojej posady. O opinię na ten temat poprosiłem mojego rozmówcę, Jonathana Veala, który na co dzień zajmuje się drużyną Tottenhamu:
– Gdyby Pochettino odszedł po finale Ligi Mistrzów, byłoby to bardziej naturalne. Myślę, że odszedłby, gdyby wygrali, ale z perspektywy czasu prawdopodobnie powinien po prostu odejść. Ale zostając, zobowiązał się do podjęcia nowego wyzwania, które wymagało czasu i ogromnej przebudowy drużyny.











