Johan Luiggi, członek zarządu beniaminka Ligue 2, SC Bastia, opowiada o procesie rekonstrukcji klubu, planach na najbliższą przyszłość i skutkach, jakie na Sporting i jego otoczenie wywarła pandemia. Jedyna taka rozmowa w polskim internecie. Serdecznie zapraszamy!
Po czterech latach od krachu i narodzeniu się na nowo SC Bastia wraca do profesjonalnego futbolu. To trzeci awans klubu, tym razem do Ligue 2, skąd już tylko rzut beretem do francuskiej elity. Sporting prawie przestał istnieć, prawie, bo nie pozwoliły na to dwie rodziny: Ferrandi i Luiggi, które zakasały rękawy i wzięły się do odbudowy praktycznie od zera. Udało się, zespół z Bastii powraca, ale tym razem solidny, umocowany na trwałej i przejrzystej konstrukcji.
My przygotowaliśmy nie lada gratkę, bo właśnie chcemy zaprosić Was na rozmowę z członkiem zarządu klubu, Johanem Luiggim. To między inny on stawiał Bastię na nogi, mierząc się z różnymi problemami. Jak wyglądał proces rekonstrukcji? Dlaczego podczas pewnego meczu na ławce rezerwowych zasiadł tylko jeden zawodnik? Tutaj się dowiecie.
***
Rekonstrukcja klubu była trudna?
Szczególnie trudny był pierwszy rok. My (rodziny Ferrandi i Luiggi) przejęliśmy klub stosunkowo późno, bo 20 sierpnia 2017 roku, mając na stanie tylko sześciu zawodników na kontrakcie i żadnego personelu trenerskiego. Za zgodą federacji mogliśmy przełożyć dwie pierwsze kolejki rozgrywek National 3 (5. poziom) i wystartować dopiero 17 września w pucharze Francji przeciwko Propriano. Przystąpiliśmy do tego meczu tylko z jednym graczem rezerwowym na ławce, a na trybunach było 1500 osób.
Czyli rozumiem, że nie tęsknicie za tamtymi czasami?
Mało tęsknimy za tym początkiem i za wspinaczką w pierwszym roku, ale to było też trochę dobre, ponieważ mieliśmy dodatkowy czas, aby położyć dobre fundamenty pod cały klub i jego dalszą konstrukcję. Później mieliśmy dużo pracy, ale dwa lata National 3 pozwoliły nam na wykonanie tej niezbędnej do przywrócenia klubu do normalnego funkcjonowania.
Sportowo był to trudny okres?
Sportowo najgorszy był właśnie ten pierwszy rok. Trener nie mógł swobodnie budować drużyny, bo nie mogliśmy swobodnie rekrutować. To wszystko dlatego, że wszyscy zawodnicy na dobrym poziomie już podpisali kontrakt gdzie indziej. Mimo wszystko udało nam się wykonać kilka dobrych ruchów, ale nasz skład cierpiał z powodu braku odpowiedniego przygotowania.
A z finansowej perspektywy?
Też, właśnie przez aspekt finansowy. Nie tak prosto było składać odpowiednio finanse. Uprości się to nieco w Ligue 2, ale chcemy też znaleźć trwałe źródła dochodu tak, aby każdego roku mieć konkurencyjne budżety.
Mógłbyś opowiedzieć, jak dokładnie przebiegał proces odbudowy? To bardzo ciekawy temat.
Wraz ze wznowieniem działalności klubu w sierpniu 2020 roku bardzo szybko konieczne stało się ustalenie budżetu na ten pierwszy rok. Stało się to również udziałem wszystkich historycznych sponsorów klubu, którzy do nas dołączyli. Musieliśmy zacząć od zera. Z nowym oprogramowaniem do sprzedaży biletów, negocjować stawki za wykorzystanie stadionu i centrum treningowego, a w tym wszystkim odbudować pierwszy zespół! Następnie przez półtora roku pracowaliśmy nad przyszłą formą prawną klubu. We Francji znaleźliśmy innowacyjną formułę, która przypomina model Socios w Hiszpanii. Nazywa się SCIC (Société Cooperative a Intert Collectif). Jako pierwsi we Francji przyjęliśmy ten model w piłce nożnej.











