Warta Poznań od samego początku przygody z PKO Ekstraklasą gra w oparciu o niemalże ten sam schemat. W taktycznej filozofii Dawida Szulczka główną rolę odgrywa defensywa. Włodarze klubu nie muszą aż tak martwić się o spore niedobory w ofensywnej formacji, gdy obrona bezwzględnie pochłania ataki rywala, a w bramce stoi niepozorny wychowanek „Dumy Wildy” – Jędrzej Grobelny. Jeżeli kibice Warty mieliby wskazać jedno nazwisko, dzięki któremu ich ukochany klub sukcesywnie oddala się od widma spadku z PKO Ekstraklasy, powinni wymienić 22-latka.
Jędrzej Grobelny to poznaniak z krwi i kości. Swoje pierwsze kroki stawiał w akademii Warty Poznań, gdy ta jeszcze nawet nie marzyła o ekstraklasie. Bramkarskie zdolności 22-latka nie umknęły uwadze skautów Pogoni Szczecin, w której kontynuował swoją karierę – głównie w zespołach juniorskich. Debiut na poziomie centralnym zaliczył w barwach Miedzi Legnica, w której przebywał w ramach wypożyczenia. W kampanii 2020/2021 rozegrał siedem występów w Fortuna 1. Lidze. To było jednak za mało, by po powrocie z wypożyczenia stanąć na bramce Pogoni Szczecin.
Na start rywalizacja z Adrianem Lisem
Grobelny spędził rok poza bramką. Z otchłani wyciągnął go jego macierzysty klub, w którym obecnie jest podstawowym bramkarzem i wywiązuje się ze swoich obowiązków ponad stan. Zaczynał jako zmiennik Adriana Lisa. Był beneficjentem przepisu o młodzieżowcu. Trener Szulczek w pewnym momencie musiał odstawić Adriana Lisa na boczny tor, by wypełnić wszystkie wymogi formalne. Urodzony w stolicy Wielkopolski bramkarz sprostał jednak wyzwaniu i z czasem na dobre wygryzł z wyjściowej jedenastki swojego starszego kolegę.
Trochę wariata we mnie jest, ale jestem w miarę poukładany. Myślę, że szybkie wejście do szatni seniorskiej w wieku 16 lat ma to wpływ. Ten okres nauczył mnie pokory, trzeba było się dobrze zachowywać – opowiadał o sobie Jędrzej Grobelny w rozmowie z Weszło w 2022 roku.
321 minut bez straty gola. W tej statystyce Grobelny wyprzedził już Valentina Cojocaru, który nie dał rady zachować czystego konta przeciwko Legii Warszawa, oraz Mateusza Kochalskiego ze Stali Mielec, która w poniedziałkowy wieczór musiała uznać wyższość Radomiaka Radom. Niełatwo znaleźć drugiego takiego bramkarza w lidze.
„Zieloni” nie słyną z przesadnie dużej częstotliwości oddawanych strzałów bramkę. Każdy mecz podopiecznych Szulczka wygląda podobnie – gdy padnie gol dla Warty, trzeba się cofnąć i napsuć krwi rywalowi ultradefensywnym futbolem. Przy niewielkich zaliczkach bramkowych każda stracona bramka jest kluczowa w kontekście końcowego rezultatu. Grobelnego ta odpowiedzialność nie przygniata. Ze swoich obowiązków wywiązuje się wzorowo. Spotkanie z Cracovią nie było pierwszym, w którym 22-latek uratował swój zespół.











