W Primera Division ciągle sporo niewiadomych. 37. seria spotkań ligi hiszpańskiej nie przyniosła ostatecznych rozwiązań, jeśli chodzi o dolną część tabeli. Zespoły walczące o utrzymanie w lidze solidarnie punktowały. Widać to po wyróżnieniach, które tym razem zdominowali zupełnie inni niż zwykle piłkarze. Może poza małymi wyjątkami…
Daniel Aranzubia – sześciu bramkarzy zachowało w tej kolejce czyste konto. Największą wagę miały z pewnością zerowe straty wśród golkiperów drużyn walczących o utrzymanie. Spośród nich wyróżniam Aranzubię, bo nie wpuścić bramki na Camp Nou w meczu przeciwko Barcelonie to naprawdę spora sztuka.

Victor Sanchez – wychowanek Barcelony zastąpił na prawej obronie Getafe kontuzjowanego Miguela Torresa. Nominalny zmiennik nie zawiódł, a drużyna Michela zdobyła trzy punkty w kluczowym dla przyszłości klubu meczu, zachowując czyste konto.
Cata Diaz – dyrygent bloku defensywnego Getafe pokazał, że jego gra jest znacznie lepsza niż pozycja klubu w tabeli. Jeżeli podmadrycka drużyna nie spadnie, to może przybędzie mu wartościowy partner na środku obrony.
Jiri Jarosik – Czech pokazał po raz kolejny, że zespół może na niego liczyć w trudnych chwilach. Klub z Aragonii nie uciekł jeszcze spod katowskiego topora, ale przynajmniej nie odebrał neutralnym obserwatorom emocjonującego finiszu rozgrywek.
Manuel Pablo – ultradefensywnie ustawione Deportivo wykonało na Camp Nou swój plan. Doświadczony obrońca klubu z Galicji może uchronić swój zespół przed kompletną klapą, jaką byłoby opuszczenie Primera Division.
Pedro Rios – być może jego gol zapewnił Getafe grę w Primera Division w przyszłym sezonie. Nie pierwszy raz w tym sezonie pokazał, że jest godnym następcą Pedro Leona.
Romaric – Sevilla stoi skrzydłowymi. Tym razem spory wkład w ligowe zwycięstwo miał uniwersalny środkowy pomocnik „Rojiblancos”. Można by wśród wyróżnionych umieścić utrzymującego na finiszu sezonu niezłą formę Xabiego Alonso, można by na wyrost wrzucić Jonathana Dos Santosa. Tym razem lepszy był jednak reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej.
Leonardo Ponzio – jeżeli ktoś spyta za co, to odpowiedź będzie krótka. Za bramkę przedłużającą walkę o być albo nie być w najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii. Na ogół zawodzący Argentyńczyk tym razem dał dowód na to, że warto było na niego stawiać.
Marcelo – nie pierwszy raz brazylijski piłkarz Realu Madryt pokazał, że świetnie gra w ofensywie. Ustawiony przez Mourinho na lewym skrzydle dał swojej drużynie prowadzenie na El Madrigal. Wzmocnienia defensywy klubu ze stolicy Hiszpanii nie są wykluczone. Może Marcelo na stałe zadomowi się w drugiej linii?










