Zgodnie już z tradycją publikujemy jedenastkę tygodnia według iGol.pl. Kto i dlaczego tym razem się w niej znalazł? Zapraszamy do lektury!
Bramkarz:
Marian Kelemen – choć kilka interwencji w meczu z Lechią było niepewnych, to w ciągu całego spotkania wiele razy wybronił swoją drużynę przed stratą bramki w dość spektakularny sposób. Przy bramce Wilka ze spalonego nie miał zbyt wiele do powiedzenia.
Obrońcy:

Paweł Widanow – trochę na wyrost, bo tak naprawdę żaden prawy obrońca nie zachwycił nas jakoś specjalnie w tej kolejce. Widać, że ostatnie nabytki Zagłębia Lubin spisują się naprawdę dobrze, a sam Widanow gra bardzo pewnie i spokojnie. W meczu z Bełchatowem od 70. minuty spotkania występował niemal w roli pomocnika, gdy Zagłębie starało się odrabiać straty. Nie dał za bardzo pograć rywalom.
Adam Banaś – niekwestionowany lider i ostoja lubińskiego Zagłębia. Pewny w obronie i skuteczny z przodu. Bramka Banasia dała Zagłębiu wyrównanie w ostatniej minucie meczu z PGE GKS-em Bełchatów.
Thiago Cionek – lider obrony Jagiellonii, wygrywał praktycznie wszystkie pojedynki. Kierował całą defensywą „Jagi” i nie popełnił żadnego rażącego błędu. Jeśli dalej będzie prezentował taki sam bądź lepszy poziom, to nie będzie narzekać na brak ofert w letnim okienku transferowym.
Żelijko Djokić – jeszcze kilka miesięcy temu trudno byłoby nam uwierzyć, że będzie w stanie rozgrywać takie mecze jak ten z Polonią. Bardzo dobry występ w defensywie, do tego gol dający trzy punkty, szkoda tylko, że swój dobry występ okupił kontuzją, przez którą raczej nie zagra do końca sezonu.
Pomocnicy:
Tomasz Kupisz – spotkanie dobre albo średnio dobre. Kolejny raz mamy deficyt na pozycji, dlatego szukamy na siłę zawodnika. Kupisz rozegrał dobre spotkanie z Górnikiem, kilka razy zagrał ciekawą piłkę, jednak stać go na dużo, dużo więcej.
Paweł Sobolewski – wypunktował przeciwnika, przypieczętował ośmieszenie Velimirovicia bramką i asystował przy golu Lenartowskiego. Po kilku meczach impasu Sobolewski znów jest w formie. Nie bez powodu mówi się o drugiej młodości 33-letniego piłkarza.
Marcin Burkhardt – spisywał się całkiem nieźle, bardzo wiele walczył w środku boiska. Agresywny w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Stary dobry „Bury”. W porównaniu z jego wcześniejszymi spotkaniami widać znaczy progres w formie.











