26 marca były piłkarz gliwickiego klubu, pełniący funkcję menadżera ds. klientów kluczowych, otrzymał na stół wypowiedzenie umowy. Tak po prostu, bez żadnej zapowiedzi, z rąk kadrowej. W obliczu owej sytuacji Jarek Kaszowski nie ukrywał swojego zdziwienia oraz zwyczajnego żalu, że został potraktowany bez szacunku. Na odzew klubu nie trzeba było długo czekać, a stał za nią jego współwłaściciel, czyli Zbigniew Kałuża. Napisał on list otwarty, w którym zdaniem „Kaszy” pojawiły się kłamstwa brukające jego dobre imię. Imię, na które pracuje w Gliwicach od 1997 roku, stąd obrona w postaci publicznej odpowiedzi była tylko formalnością.
Przed lekturą rozmowy z Jarkiem Kaszowskim zachęcamy do zapoznania się z artykułem, który zaznajamia z całą sytuacją od strony kulis. Zawarte w nim są: obszerny opis konfliktu, kluczowe cytaty, ważne wątki z przeszłości, punkt widzenia Jarka Kaszowskiego i (przede wszystkim) opinie człowieka z klubowych kuluarów, który postanowił wypowiedzieć się o niewygodnych kwestiach dla Zbigniewa Kałuży (treść jego listu tutaj) na łamach iGola.
[Rozmowa została przeprowadzona tuż po publikacji listu przez Jarka Kaszowskiego (jego treść tutaj), 31 marca 2020 roku]
Rozumiem, że zewsząd otrzymał Pan teraz duże wsparcie?
Powiem szczerze, że bardzo wiele osób (przyjaciół, piłkarzy) pisze teraz do mnie i mam problemy, żeby odpisać i oddzwonić. Czuję ogromne wsparcie. To, co dzisiaj usłyszałem… Nawet się tego nie spodziewałem. Wydaje mi się, że wiele osób zostało w pewnym sensie odblokowanych.
A jaka była Pana pierwsza reakcja po zobaczeniu listu Zbigniewa Kałuży?
Moja pierwsza reakcja… Zdziwienie. Zdziwienie, że takie rzeczy się w ogóle publikuje. I może pan Kałuża zrobił to dlatego, że ja o pewnych kwestiach wypowiadałem się w wywiadach, natomiast trochę inna jest moja rola. Ja jestem byłym piłkarzem, pracownikiem klubu i wydawało mi się, iż fakt, że jestem w tym światku obecny, dawał mi możliwość, że mogę tych kilku wywiadów udzielić, żeby powiedzieć, co myślę i czuję. Natomiast wydawało mi się, że w przypadku stanowiska mniejszościowego udziałowca klubu nie powinno się tak robić.
Zbyt dużo spraw zostało wywleczonych na światło dzienne. I kiedy ten list czytałem, nie tyle, że byłem zły, byłem po prostu zniesmaczony i może nawet bardziej zdumiony, że tak błahe sprawy pan Kałuża zaczął wyciągać.












