Japonia po raz czwarty z rzędu zagra na mistrzostwach świata. Przed rokiem występ „Samurajów” w Pucharze Konfederacji zakończył się fatalnie.
Japończycy awansowali na brazylijski turniej jako pierwsi na świecie. Jest to poniekąd wyznacznik siły zespołu, ale źle też świadczy o poziomie azjatyckiej konkurencji. Tamtejsza federacja po raz kolejny postarała się o zaproszenie na udział w Copa America – i układzie kalendarza. Siłę Japończyków należy zmierzyć więc na podstawie meczów towarzyskich z rywalami spoza Azji oraz Pucharze Konfederacji w Brazylii. Piłkarze z kraju Kwitnącej Wiśni zaprezentowali się bardzo słabo – zajęli ostatnie miejsce w grupie z gospodarzami, Włochami i Meksykiem, nie zdobywając punktu. W towarzyskich potyczkach wygrała z kilkoma silnymi reprezentacjami: Koreą Południową, Ghaną czy Belgią.
Bohaterowie z Anime:

Kadra Japonii na mistrzostwa świata należy do jednej z młodszych ekip na turnieju. Dobrze wygląda defensywa. Bramkarz Eiji Kawashima ma ostatnio dobry okres w belgijskim Standardzie Liege i tylko kontuzja może pozbawić go miejsca w bramce. W defensywie najbardziej znani piłkarze to Yuto Nagatomo z Interu Mediolan, zaliczający obecnie jeden z lepszych sezonów w swojej karierze. Odkryciem mundialu może okazać się Maya Yoshida z Sounthampton. Hiroki Sakai i Gotoku Sakai to młodzi defensorzy, na co dzień występujący w Bundeslidze. Najbardziej doświadczony w tej formacji jest Yuichi Komano z Jubilo Iwata. Dla Yaushito Endo będą to już trzecie finały mistrzostw świata. W dużej mierze reprezentacja Japonii opiera się na piłkarzach występujących w Bundeslidze – Hajime Hosogai występujący w Herthcie Berlin, Makoto Hasebe i Hiroshi Kiyotake (obaj Nuernberg), to ważne ogniwa w drużynie Alberto Zaccheroniego.
Nie najlepiej sytuacja ma się w ataku – Shinji Okazaki zalicza bardzo udany sezon w Mainz, ale brak mu godnego zmiennika. Zaccheroni ustawia zespół w taktyce 4-2-3-1, podobnie jak robili to jego poprzednicy prowadzący „Samurajów”.
Nadzieja Japończyków, czyli Włoski „Cesarz”:
W połowie października 2009 roku Albero Zaccheroni oglądał z trybun Stadionu Śląskiego mecz reprezentacji Polski ze Słowacją kończący słabe eliminacje mistrzostw świata w RPA. Włoch był bardzo poważnie brany pod uwagę jako następca Leo Benhakera i tymczasowo zastępującego Holendra, Stefana Majewskiego. – Oczywiście praca z reprezentacją Polski byłaby dla mnie dużą sprawą i przyjemnością. Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, czy bym chciał – to tak, chciałbym – mówił w wywiadzie dla tygodnika „Piłka Nożna”. W swojej dość udanej karierze trenerskiej prowadził takie zespoły, jak AC Milan, Lazio Rzym czy Inter Mediolan. Niestety miał w swojej karierze spory dołek. Zwolniony z Interu Zaccheroni przez 2 lata pozostawał bez pracy. 7 września 2006 roku został zaangażowany przez kolejny włoski klub Serie A, Torino FC, z którego został zwolniony 26 lutego 2007 roku. Selekcjonerem reprezentacji Polski został Franciszek Smuda, a Włoch trafił wcale nie najgorzej, bo do Juventusu Turyn. Jego zadaniem było wyciągnięcie „Starej Damy” z dołka. Po zakończeniu sezonu 2009/2010 w Serie A, Zaccheroni został zwolniony – tamten sezon został okrzyknięty jednym z najgorszych w historii dla Juventusu.











