Jakub Wolny: Praca z trenerem Mamrotem to mój kapitał [WYWIAD]


Rozmowa z trenerem rezerw Chrobrego Głogów Jakubem Wolnym

30 października 2020 Jakub Wolny: Praca z trenerem Mamrotem to mój kapitał [WYWIAD]
chrobry-glogow.pl

Z Jakubem Wolnym – trenerem drużyny rezerw w Chrobrym Głogów – porozmawialiśmy o jego początkach w zespole z Dolnego Śląska. Porozmawialiśmy również o tym, jak zmienił się ten klub podczas pobytu trenera w Głogowie. Blisko 15 lat w jednym miejscu. O trudnych początkach, systemie szkolenia trenerów, pokoleniu 2000+, a także o tym, dlaczego na weselu Jakuba Wolnego zabrakło kwiatów. Zapraszamy!


Udostępnij na Udostępnij na

W obecnym sezonie podopieczni Jakuba Wolnego spisują się bardzo dobrze. W rozgrywkach IV ligi zajmują 2. miejsce tuż za Karkonoszami Jelenia Góra. Sam wynik jednak nie jest najważniejszy dla trenera drugiej drużyny Chrobrego. Istotniejsze jest tu to, by jak największa liczba młodych zawodników dostała szansę na poziomie seniorskim.

 

Na początek cofnijmy się nieco do przeszłości. Chciałbym zapytać, co wpłynęło na Pana decyzję o zostaniu trenerem piłkarskim i jak to się zaczęło.

Co wpłynęło na moją decyzję… Pewnie wiele rzeczy. Myślę, że to, że pochodzę z nauczycielskiej rodziny, i pewnie to, że sam grałem w piłkę. Może grałem to za duże słowo, ale kopałem (śmiech). Sądzę, że duży wpływ na to miała postać mojego pierwszego trenera, który był fajnym pedagogiem i wychowawcą. Zaczęło się w 2007 roku, gdy zaproponowano mi tu w Chrobrym prowadzenie drużyny juniorów starszych. Wtedy jeszcze w Głogowie wszystko raczkowało, jeżeli chodzi o szkolenie młodzieży, organizację klubu.

Gen nauczycielski pomaga w przekazywaniu wiedzy piłkarzom? Starszym i młodszym?

Myślę, że tak, aczkolwiek z tymi naprawdę młodymi zawodnikami nie pracuję już długo. Teraz są to głównie juniorzy bądź seniorzy. Na pewno potrzebne jest różne podejście do starszych i młodszych. Wiedza jest potrzebna jednym i drugim, ale musi być ona przekazywana w inny sposób. Trzeba używać innych środków, innego słownictwa.

Czy dużo nauczył się Pan od Ireneusza Mamrota? Jest Pan w stanie wyszczególnić kilka aspektów, które podpatrzył Pan od obecnego trenera Arki Gdynia?

Wie pan co, myślę, że bardzo dużo udało mi się nauczyć od trenera Mamrota. To jest mój duży kapitał. Gdy rozmawiam z trenerami, podkreślają dużą rolę staży, a na nie jedzie się do jakiegoś klubu na tydzień. Mnie z trenerem Mamrotem udało się pracować trzy lata i wydaje mi się, że podpatrywanie jego warsztatu i dzięki temu rozwijanie mojego dało mi bardzo dużo. Jeżeli chodzi o takie węższe aspekty, to na pewno taktyka. Na początku wydawało mi się, że wiem dużo na jej temat, ale gdy zacząłem pracować z trenerem Mamrotem i gdzieś moje braki wychodziły w praniu, to okazało się, że o taktyce nie wiem prawie nic.

Jest Pan w klubie już bardzo długo. Jak z Pańskiej perspektywy zmienił się Chrobry?

Myślę, że tu mogę nawiązać do odpowiedzi na pierwsze pytanie, w której mówiłem o tym ,jak przejmowałem juniorów starszych. Po tym zespole przejąłem zespół młodzików i tutaj anegdota. Z żoną na wesele wymyśliliśmy sobie, że zamiast kwiatów chcemy piłki. Tylko po to, bym ja miał jak trenować z tymi młodzikami… Więc myślę, że to pokazuje, w jakim miejscu był wtedy Chrobry, a gdzie jest dzisiaj. Nie oszukujmy się – oprócz bazy, którą przynajmniej osoby ze środowiska znają, rozwinęła się kadra trenerska, organizacja klubu. Współpracę akademii ze szkołą mistrzostwa sportowego uważam za bardzo duży krok, jeśli chodzi o młodzież w klubie, bo dużo uzdolnionej młodzieży mam również z zewnątrz.

Trzeba wspomnieć też o pierwszym zespole, który wydaje mi się, że w tej chwili nie gra na miarę swojego potencjału. Jednak ludzie, którzy znają się na piłce, widzą, że zespół, kadra trenerska są na tyle mocne, że prędzej czy później ten zespół odpali i będzie grał na równym, wysokim poziomie, bo na to go stać. Chrobry przez te wszystkie lata i ludzi, którzy pracowali na rzecz klubu – bo trzeba pamiętać, że tę pracę u podstaw zapoczątkował całkiem kto inny. Ludzi rządzących klubem było bardzo dużo i sądzę, że każdy z nich dołożył cegiełkę. Dzięki temu Chrobry jest powoli coraz bardziej zauważalnym klubem na mapie Polski i przestał być taki zaściankowy.

Jaką licencję obecnie Pan posiada?

Od dwóch lat jestem trenerem UEFA A i jeszcze przez cały następny rok ta licencja jest ważna  Godzin, które trzeba uzyskać, by licencja była aktualna, mam dużo, tak że myślę, że z tym nie powinno być problemu. Wiadomo, że marzeniem każdego trenera jest uzyskanie tej najwyższej licencji. Jednocześnie każdy z nas zdaje sobie sprawę, że bardzo trudno jest się tam dostać. Jest bardzo mało miejsc. Do tego dochodzi fakt, że lepszą pozycję wyjściową mają zawodnicy, którzy grali na wyższym poziomie.

Jest to moje marzenie i zdaje sobie sprawę z tego, że będzie trudno, ale mam zamiar próbować.

Troszkę zahaczyliśmy o kolejne pytanie o system szkolenia trenerów. Czy nie uważa Pan, że obecny system niejako betonuje rynek i blokuje rozwój młodych, zdolnych trenerów? Często też może być tak, że stoi Pan na przegranej pozycji z kimś, kto kiedyś dwa razy kopnął prosto piłkę w ekstraklasie…

Ja bym tego tak nie określił. Spójrzmy na ten rocznik, gdy był trener Djurdjević. Tam nie było wielu byłych piłkarzy. Myślę, że trzeba to troszeczkę rozgraniczyć. Dostać się na kurs UEFA Pro to jedno, a to, czy młodzi trenerzy dostają (lub nie) szansę, to drugie. Wydaje mi się, że przez ostatnie lata troszkę się to zmieniło, czego najlepszymi przykładami są trener Mamrot czy trener Papszun. Czyli te nazwiska świeże wchodzą na te najwyższe szczeble i wydaje mi się, że zarządy klubów zmieniają trochę podejście. Uważam, że polscy trenerzy wcale nie są gorsi od innych i też należy im dawać szanse. 

Wracając do UEFA Pro – jest tak, a nie inaczej. Ja tego nie zmienię. Musimy się starać, rozwijać i pokazywać swoją pracą, że zasługujemy na danie nam szansy, by ubiegać się o licencję. Zawsze wychodziłem z założenia, że pracą można osiągnąć bardzo dużo. Mam nadzieję, że prędzej czy później każdy dostanie swoją szansę, a to, czy ją wykorzysta, leży w naszych rękach. 

Brał Pan udział w zagranicznych stażach czy to wciąż przed Panem? A może skupia się Pan tylko na tu i teraz i pracy z Chrobrym?

Nie, nie. Uważam, że jak ktoś nie chce się rozwijać, to się cofa. Być może to otrzaskane powiedzenie, ale uważam, że tak jest. Na zagranicznym stażu nie dane mi było jeszcze być, aczkolwiek starałem się douczać w Polsce. Mam na koncie staż u trenera Pawłowskiego w Śląsku Wrocław czy u trenera Dobiego podczas jego pobytu w Polkowicach. Jeśli czas pozwala i są ku temu możliwości, to polecam każdemu trenerowi taką formę rozwoju, bo inaczej jest zobaczyć coś naocznie, niż wysłuchać kolejnego wykładu. Najgorsze, co może być, to zamykanie się w swoim światku i niedopuszczanie nowych bodźców, uważanie, że samemu wie się lepiej… Ja na pewno będę starał się jeszcze dostać na niejeden staż, bo uważam, że można wiele na tym zyskać.

Jak wygląda komunikacja na linii trener Djurdjević – trener Wolny?

Jest bardzo dobra. Trener Djurdjević oprócz tego, że jest świetnym fachowcem, jest też dobrym człowiekiem. Bardzo rodzinnym, bardzo życiowym, przykładającym do takich podstawowych wartości dużą wagę. Choćby z racji tego możemy czasami inaczej porozmawiać, niekoniecznie na tematy piłkarskie. Jeżeli chodzi o zawodników czy współpracę pierwszy zespół – rezerwy, to tutaj trener Djurdjević jest zwolennikiem stawiania na jak najmłodszych zawodników. Biorąc pod uwagę klubową politykę, wydaje nam się, że wychodzi nam to dobrze i oby udało nam się w najbliższym czasie przesunąć kilku chłopców do pierwszej drużyny.

Podpatruje Pan w codziennej pracy trenera Djurdjevicia?

Skłamałbym, gdybym powiedział, że jestem na każdym treningu pierwszego zespołu. Jest to po prostu fizycznie niemożliwe, ale jeżeli mam chwilę i jest ku temu okazja, to staram się obserwować. Trener jest zawsze otwarty na rozmowę, podpowiedzi i mam nadzieję, że także na pomysłach trenera mogę skorzystać. Staram się również realizować niektóre rzeczy, które w rozmowach z trenerem są mi podpowiadane.

A jest jakiś szczegół w pracy trenera Djurdjevicia, który chciałby Pan zaszczepić u siebie?

Myślałem nad tym. Wydaje mi się, że w porównaniu z trenerem Ivanem powinienem poświęcić więcej na rozmowy indywidualne. Staram się to robić, jednak nie w takim stopniu jak trener Djurdjević, a sądzę, że to też ważny element. Zwłaszcza że doceniają to zawodnicy.

Kto według Pana jest najbliżej dołączenia do pierwszego zespołu Chrobrego?

Wie pan co… Jest kilku chłopców, którzy trenują z pierwszym zespołem, a wcześniej grali drużynie rezerw. Najlepszym przykładem Adam Antochów czy wcześniej Maciej Diduszko, który poszedł na wypożyczenie. Nie chciałbym wymieniać indywidualnie nazwisk tych chłopców, ale jest kilku ciekawych. Dajemy szansę coraz młodszym, tak w treningach, jak i w meczach. Czasami sam jestem zaskoczony, jak fajnie w te treningi potrafią się wkomponować. Bez żadnych obaw czy strachu i wydaje mi się, że jest parę osób, które być może nie od razu zadebiutują, ale mają szansę rozwinąć.

Czy w zespole rezerw jest z góry ustalony jakiś schemat na grę, taktykę, ustawienie? Czy ma Pan jednak swobodę w działaniu?

Trener Ivan nie narzuca jakoś mocno sposobu, w jaki mamy grać. Aczkolwiek podpatruję pierwszy zespół i staramy się dostosowywać. Wydaje mi się, że w tym momencie nasze ustawienia się pokrywają. Wiadomo, że ja mam troszeczkę inny pomysł… Może nie inny, bo wydaje mi się, że trener Ivan również chce, by jego zespół budował akcje od tyłu. Sądzę, że tu jesteśmy bardzo podobni. Jakieś niuanse może się różnią, ale trener Djurdjević nie narzuca na siłę konkretnych ustawień czy zachowań. Jeśli chodzi o pozycjonowanie tych chłopców, którzy są w szerokim kręgu zainteresowań trenera, to tak, ale jeśli chodzi o boisko, to mam dużą dowolność.

A jaki jest styl, który trener Wolny preferuje?

Może za szybko, by o tym mówić, aczkolwiek zawsze chciałem grać piłką i w piłkę. Z racji tego, że – jak to ktoś kiedyś powiedział – jeżeli ty masz piłkę, to nie ma jej przeciwnik i łatwiej ci strzelić bramkę. Pomimo tego, że byłem zawodnikiem formacji defensywnych, to wydaje mi się, że gra piłką bardziej cieszy kibiców czy zawodników. Pracuję też w drużynie, w której wydaje mi się, że jednym z celów jest, by zawodnik który pójdzie – nieważne, czy do pierwszego Chrobrego, czy w świat – musi umieć grać w piłkę, a nie być zamknięty na jeden schemat. Inaczej się nie przebije nigdzie. Jeżeli będzie miał ileś tam pomysłów na rozegranie akcji, to będzie inaczej. Nie ukrywam, że zawodnicy, którzy są w moim zespole, mają dużą swobodę w okolicach 30. metra i staram się ich zachęcać do trudniejszych, bardziej kreatywnych rozwiązań. Muszą się gdzieś tego uczyć, bo proste podanie można wykonać zawsze, a jeżeli nie będzie się ćwiczyć czy mentalnie nastawiać do tych trudniejszych zadań, to już się tego nie wykona. 

Obejrzałem kilka skrótów z meczów Pańskiego zespołu i rzeczywiście… W okolicach 30. metra to nie jest już jedynie szukanie strzału czy też próba wycofania piłki do najbliższego kolegi, ale też zawodnicy próbują czy przelobować rywala, czy też fajnie zagrać piłkę. To robi wrażenie. Chciałem jednak zapytać o coś innego… Na początku sezonu jednym z Waszych zagrań po rozpoczęciu spotkania było podanie do środkowego obrońcy, by ten posłał długie podanie w gąszcz ludzi. Czemu to miało służyć?

Fajnie, że pan zauważył, że to było na początku sezonu. Też zauważyliśmy, że to nie przynosi efektu. Natomiast po takich wznowieniach w trakcie zeszłego sezonu zdobyliśmy dwie bramki i dlatego próbowaliśmy to kontynuować. No, ale tak, jak pan powiedział, to był początek sezonu, nie wychodziło i zmieniliśmy to już. Teraz od samego początku staramy się grać piłką od obrońców, czasami od bramkarza. Oczywiście bramkarz jest u nas też pełnoprawnym zawodnikiem, w związku z czym staram się stawiać na golkiperów dobrze grających nogami. Jednym z atutów Bartka Szafera, który trenuje z pierwszym zespołem, a u nas gra w większości spotkań, jest właśnie gra nogami. Staramy się z tego korzystać. Zwłaszcza że w tej lidze mało kto chce z nami grać wysoko. Jednak jeśli już ktoś się zdecyduje na pressing, to dobra gra nogami bramkarza pozwala nam na wyjście spod tego pressingu. 

Nie da się ukryć, że posiada Pan szybkich skrzydłowych…

To znaczy ja się cieszę, że ci moi skrzydłowi poza szybkością potrafią zagrać na pozycji numer 10 czy na „dziewiątce”. Wymienność pozycji jest bardzo duża. Również w środku pola. Sprawia to dużo problemów przeciwnikowi. Cieszy mnie to, że są wszechstronni, bo to także dla nich kapitał na przyszłość. Każdy trener ceni sobie zawodnika, który może zagrać na dwóch, trzech pozycjach. 

Trudno zapanować nad szatnią 2000+?

Wydaje mi się, że nie mam z tym problemu. Pomaga doświadczenie z pracy z seniorami czy podejście pedagogiczne. Muszę im też oddać, że to są chłopcy, którzy wiążą przyszłość z piłką. To nie jest tak – oczywiście nikomu nie umniejszając – jak przychodzą chłopcy grać za darmo, dla przyjemności i nie można od nich wiele wymagać. Tu jednak chłopcy chcą grać w przyszłości w piłkę i podchodzą sumiennie do pracy, treningów. Tak samo w meczach starają się wykonywać to, co sobie założymy. Również analizy pomeczowe służą temu, by mogli zobaczyć, co mogą zrobić lepiej i kiedy mogą zrobić lepiej. 2000+ to jest inne pokolenie, inne zainteresowania poza piłką, aczkolwiek każdy z nich chce grać w piłkę i choćby dlatego ta praca jest fajna i sympatyczna. Jeżeli chodzi o zainteresowania poza piłką… Jeśli ktoś lubi oglądać filmy, jeździć na koncerty – okej. Natomiast jeżeli ktoś zaczyna przeginać, np. z grami komputerowymi, to staramy się w to ingerować i prostować. Jeżeli chodzi o imprezy i tego typu sprawy, to tu jest krótka piłka. Jak kogoś przyłapiemy na takim czymś, to już raczej miejsca u nas nie ma. 

Najtrudniejsze spotkanie w tym sezonie? I dlaczego?

Na myśl przychodzą mi dwa spotkania. Pierwsze to starcie z Włókniarzem Leśna, które zremisowaliśmy. Na własne życzenie. Zlekceważyliśmy przeciwnika i na to spotkanie byłem naprawdę zły. Drugie – bardzo trudne, bo przeciwnik postawił twarde warunki – przeciwko Karkonoszom Jelenia Góra. Tutaj trzeba oddać, że przeciwnik był jak na tę ligę bardzo dobrze zorganizowany. Aczkolwiek po analizie uważam, że gdybyśmy grali do końca 11 na 11, tobyśmy tego nie przegrali. Prowadziliśmy 1:0, w 45. minucie straciliśmy bramkę wyrównującą, w 77. minucie dostaliśmy czerwoną kartkę po dwóch żółtych. W 84. minucie straciliśmy bramkę na 1:2. Jednak tak, jak mówię, po analizie na pewno nie byliśmy słabszym zespołem. Przegraliśmy, więc trzeba się z tym pogodzić. 

Karkonosze Jelenia Góra to Wasz największy rywal w walce o III ligę. Czy awans jest Waszym celem, czy może ogranie jak największej liczby młodych zawodników na poziomie seniorskim?

Wydaje mi się, że to drugie. Aczkolwiek i ja, i każdy z tych chłopców mamy swoje cele i marzenia. Każdy patrzy w tabelę i ewidentnie Karkonosze wysuwają się na czoło tej ligi. Zespół dobrze zorganizowany, z odpowiednio szeroką kadrą. Trzeba jednak pamiętać, że jest też baraż z drugą grupą, co stanowi też duży problem. My skupiamy się na sobie. Chcemy, by jak najwięcej młodych chłopców się ograło. Już teraz sięgamy do rocznika 2004 i cały czas obserwujemy rocznik 2005. Jeżeli uda się coś zdziałać, to fajnie. Jeżeli nie, to nikt nie będzie płakał. Wydaje mi się, że większą radość sprawi mi i klubowi, jeżeli któryś z tych chłopaków nie tyle zadebiutuje, ile będzie grał w miarę regularnie w pierwszym zespole.

Chciałbym Panu życzyć awansu i żeby zdołał Pan jak największą liczbę zawodników wprowadzić do jedynki. Pierwszemu Chrobremu życzę, by w końcu grał na miarę potencjału. Aha, no i żeby nigdy Panu piłek nie zabrakło do trenowania.

Dziękuję. Przekażę życzenia. Również pierwszemu zespołowi. 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze