Los beniaminków bywa różnoraki. Niekiedy siłą rozpędu wdzierają się na sam szczyt, lecz zdecydowanie częściej ich kariera jest niczym przelot komety – ekscytująca, ale krótka. Nie inaczej jest w polskiej I lidze – prześledźmy więc poczynania nowicjuszy w obecnym sezonie tych rozgrywek.
Zawisza Bydgoszcz
Najlepiej zacząć od szczytu, a to właśnie tam raczej niespodziewanie znajduje się bydgoski klub. Z jednej strony Zawisza ma wszystko, by prawidłowo się rozwijać: całkiem duże miasto, sporą rzeszę kibiców, stabilność finansową. Z drugiej strony zakładano, że o awansie do ekstraklasy będzie dopiero można mówić za dwa, trzy lata. Jednak podopieczni Janusza Kubota, nie przejmując się konwenansami, od początku utrzymywali się w czubie tabeli. Rundę wiosenną rozpoczną ze znakomitej pozycji wicelidera (dzieląc ją z Niecieczą).

Najważniejszym ruchem, dzięki któremu obecnie Zawisza znajduje się w tak dobrej sytuacji, było kupno klubu przez Radosława Osucha. Wokół tej sprawy zrobiło się sporo zamieszania, gdyż przy okazji ten człowiek jest agentem piłkarskim, co wykluczało możliwość przejęcia drużyny, lecz jak zwykle pojawiły się niejasności w przepisach, które z łatwością można było wykorzystać. Dzięki temu bydgoska ekipa zyskała to, czego nie ma większość ligowych rywali – stabilność. Tu nikt nie musi się martwić, czy starczy pieniędzy na zgrupowanie, nikt nie musi miesiącami czekać na pensje, nie ma problemów ze zorganizowaniem przejazdów etc.
Do tego nikt nie ma w Zawiszy zamiaru osiadać na laurach. Od otwarcia okienka transferowego trwa wzmacnianie drużyny. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście jedno nazwisko – Agali. Ta transakcja przypomina bardziej robienie cyrku, jednak wywołane zamieszanie na pewno wpłynie pozytywnie na marketing Zawiszy. Trudno rozważać tu aspekt sportowy – Victor od jakiegoś czasu pozostawał bez klubu, wcześniej kopał się po czole w Chinach, a ze znanego światka futbolowego wypadł dobre kilka lat temu. Legendy mają jednak to do siebie, że niełatwo je zabić, więc Agali wciąż jedzie na opinii z gry w Schalke 04 Gelsenkirchen, a dla wielu jakby stanął czas, skoro ciągle znajdują się chętni na jego usługi. Sam zawodnik również zdaje sobie sprawę, że przyjechał do Polski głównie robić show, więc a to wspomniał o ulubionym słówku Tomasza Hajty (niestety nie przystoi mi go cytować), a to zapowiedział seryjne strzelanie bramek, czy snuł opowieści o swoich najlepszych czasach.
Doszły jednak również bardziej sportowe wzmocnienia. Choćby Vladimir Kukol, całkiem nieźle grywający w Jagiellonii Białystok, czy Marcin Drzymont, który może wnieść do drużyny sporo doświadczenia. Specyficznym pomysłem wydaje się jednak zatrudnienie Pawła Strąka, w ostatnim czasie słynącego jedynie z noszenia brzucha często mylonego z piłką… Być może jednak to na I ligę wystarczy, a że nikt specjalny nie odszedł, to na sytuację bydgoskiego Zawiszy można patrzeć ze sporą dawką optymizmu.










