Mecze 1/8 finału Euro 2024 sprawiły, że z turnieju odpadli ostatni przedstawiciele PKO BP Ekstraklasy. W barwach narodowych mogliśmy ujrzeć piłkarzy Lecha Poznań, Jagiellonii Białystok, Pogoni Szczecin, Górnika Zabrze, Cracovii i Rakowa Częstochowa. Niektórzy z nich odegrali ważną rolę w występach swoich reprezentacji na tegorocznych mistrzostwach Europy. Jak dokładnie zaprezentowali się zawodnicy grający na co dzień na polskich boiskach?
Mistrzostwa Europy w Niemczech wchodzą w fazę ćwierćfinałów, jednak nie będzie nam dane obejrzeć w nich już żadnego piłkarza z PKO BP Ekstraklasy. Z tego powodu postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się temu, jak zawodnicy reprezentujący polskie kluby poradzili sobie na tym turnieju.
Reprezentacja Polski
Bartosz Salamon (Lech Poznań)
Środkowy obrońca „Kolejorza” zaliczył na Euro 2024 tylko jeden występ, przeciwko reprezentacji Holandii. Trzeba przyznać, że 33-latek na boisku nie wyglądał źle. Zaliczył sporo wybić piłki w swoim polu karnym po dośrodkowaniach rywali. Potrafił kilkukrotnie odebrać futbolówkę graczom „Oranje” i był ciągle skupiony na boisku. Dobrze czytał grę i był dość pewny w swoich zagraniach. Przy tym jednak trzeba wspomnieć o dwóch bramkach straconych w tym spotkaniu przez „Biało-czerwonych”.
Przy pierwszej z nich piłka wpadła do bramki po odbiciu się od zawodnika Lecha Poznań, lecz nie można go w tej sytuacji za bardzo winić. Defensor chciał po prostu zablokować strzał, jednak wyszło dość pechowo. Przy drugim golu 33-letni obrońca popełnił jednak błąd. Nie upilnował on Wouta Weghorsta w swoim polu karnym, co zakończyło się stratą bramki i końcową porażką kadry prowadzonej przez Michała Probierza. W następnych spotkaniach Salamona nie ujrzeliśmy już na murawie.
Taras Romanczuk (Jagiellonia Białystok)
32-letni pomocnik również tylko raz miał okazję zaprezentować swoje umiejętności na niemiecki boiskach, także w spotkaniu z reprezentacją Holandii. Rozegrał 55 minut i choć nie był to występ doskonały, przewyższał on oczekiwania polskich kibiców. Rywale nie mieli z nim łatwo w środku pola, a sam zawodnik nie czuł kompleksów, rywalizując na boisku z holenderskimi gwiazdami. Czasami jego gra była zbyt nerwowa i zdarzało mu się również być spóźnionym przy powrocie w nasze pole karne. Jednak patrząc ogólnie, udźwignął on ciężar spotkania, które do najłatwiejszych nie należało. Kolejne mecze oglądał już z perspektywy ławki rezerwowych.











