– Kiedy w jednym sezonie z klubu odchodzi dwóch trenerów, to symptomatyczne jest, że gdzie indziej również zostały popełnione błędy – tymi słowami żegnał się z kibicami Miroslav Djukić, były trener Cordoby, na konferencji prasowej zorganizowanej dwa dni po zwolnieniu. Rzadko się zdarza, aby trener z takim nazwiskiem decydował się na takie słowa. Mówiąc to, Serb nie wziął całej winy na siebie, jednocześnie wskazując, że problemy klubu są o wiele głębsze. Trudno się z tym nie zgodzić i nie uznać zespołu z Andaluzji za książkowy przykład niewykorzystanego potencjału i niespełnionych oczekiwań.
Powiedzieć, że Djukić jest postacią kontrowersyjną – to powiedzieć mało. Coś na ten temat wiedzą kibice Valencii, którzy do dzisiaj zastanawiają się, co skłoniło kierownictwo klubu do zatrudnienia go w 2013 roku. Nie zmienia to jednak faktu, że Serb miał rację. Klub z południa Hiszpanii jest w tym sezonie dostarczycielem punktów, odnotowując tylko trzy zwycięstwa i legitymując się jednym z najgorszych początków sezonu w historii La Liga. Trudno w to uwierzyć, ale „Blanquiverdes” (z hiszp. Biało-Zieloni) pierwsze ligowe zwycięstwo odnieśli dopiero w 14. kolejce spotkań, kiedy to zwyciężyli 1:0 w Bilbao z pobliskim Athletikiem. Ten zaskakujący wynik miał miejsce za kadencji wspomnianego już Djukicia, który zastąpił na stanowisku zwolnionego w październiku Alberta Ferrera – trenera, który dał Cordobie niespodziewany awans do Primera Division.

Dlaczego niespodziewany? Jest to historia, której nie powstydziłby się sam Alfred Hitchcock. Sezon zasadniczy Segunda Division Cordoba zakończyła na siódmym miejscu w tabeli, co w normalnych okolicznościach nie dawałoby nawet prawa do gry w barażach o awans do La Liga. Jednak z racji tego, że trzecie miejsce zajął zespół rezerw Barcelony, a w jednej lidze nie mogą grać dwie drużyny wystawione przez ten sam podmiot, młodzi piłkarze „Blaugrany” musieli obejść się smakiem. Skorzystała na tym rzecz jasna Cordoba, która zajęła zwolnione miejsce i przystąpiła do baraży. W półfinale podopieczni Ferrera dosyć zaskakująco wyeliminowali faworyzowany Real Murcia i otrzymali prawo gry w meczu o bezpośredni awans. Rywalem było Las Palmas i w pierwszym meczu padł bezbramkowy remis. W rewanżu gospodarzem byli piłkarze z Wysp Kanaryjskich i do 93. minuty prowadzili 1:0. Gdy wydawało się, że zaraz na Estadio de Grana Canaria zaczną być otwierane szampany, meksykański napastnik Cordoby, Danilo, pokonał bramkarza rywali strzałem z bliskiej odległości i cud stał się faktem. „Kalifas”, jak mówi się o piłkarzach Cordoby, kuchennymi drzwiami awansowali do La Liga i mogli zacząć przygotowania do pierwszego od 1973 roku sezonu w najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii.











