Fortuna 1. Liga wchodzi w decydującą fazę sezonu. Do końca rozgrywek pozostało tylko dziewięć kolejek, a w dolnych rejonach tabeli robi się coraz ciekawiej. Zagłębie Sosnowiec zajmuje obecnie ostatnie bezpieczne miejsce. Tylko z trzema punktami zapasu nad GKS-em Bełchatów przystępuje do rywalizacji z najważniejszym przeciwnikiem do walki o pozostanie w lidze. Zanim jednak poznamy zwycięzcę tego starcia, przeanalizujemy grę obu drużyn w ostatnim czasie.
Zagłębie Sosnowiec podejmie na własnym stadionie ostatni w tabeli GKS Bełchatów. Oba zespoły w ostatnim czasie zupełnie inaczej się prezentują. Podopieczni Kazimierza Moskala w pięciu spotkaniach zdobyli siedem punktów, co jak na warunki sosnowiczan jest dobrym wynikiem. Zupełnie inna sytuacja ma miejsce w obozie trenera Marcina Węglewskiego. Tam „Brunatni” zdobyli tylko dwa punkty w takim samym odstępie czasu, co na pewno nie napawa optymizmem. A emocje rosną, bo teraz przyjdzie im się zmierzyć między sobą. Zwycięzca tej batalii będzie mógł realnie myśleć o bezpiecznej lokacie na koniec sezonu.
(Nie)Defensywna defensywa
33 bramki stracone przez oba zespoły w 24 spotkaniach to wynik, który co prawda nie jest najwyższy w lidze, ale musi być niepokojący. W obu zespołach zdarzają się proste błędy w defensywie, które na tym poziomie nie mają prawa się przytrafić. Tym bardziej że w formacjach obronnych Zagłębia i GKS-u występuje przynajmniej po jednym doświadczonym zawodniku, który grał nawet na poziomie ekstraklasy. Niemniej jednak w ostatnich pięciu spotkaniach drużyna z Sosnowca straciła tylko pięć bramek. Może to być powiewem optymizmu i wskazywać, że na Śląsku w tym elemencie zaczęli robić postępy. Na zupełnie innym biegunie jest jednak GKS Bełchatów. W owym czasie piłkarze „Zielono-biało-czarnych” stracili siedem bramek. I tu w przeciwieństwie do piłkarzy z Zagłębia nie widać większych postępów w grze obronnej.
Każdy popełnia błędy
Zarówno Zagłębie Sosnowiec, jak i GKS Bełchatów mają problemy w formacji defensywnej. Braki w obronie obu zespołów najlepiej przedstawić na obrazkach. Wybraliśmy więc kilka akcji, które były groźne dla defensyw zarówno Zagłębia, jak i GKS-u. Na obrazkach pokażemy błędy w defensywie, jakie popełniały oba zespoły, i je omówimy.

Do pierwszej analizy wybraliśmy sytuację z meczu Zagłębie Sosnowiec – Sandecja Nowy Sącz. Po tej akcji nowosądeczan bramka co prawda nie padła, ale sama akcja dobitnie obnażyła obronę Zagłębia Sosnowiec. Najpierw w bocznej strefie boiska w dość prosty sposób ograć dał się Dawid Gojny. A następnie dwoma podaniami podopieczni Dariusza Dudki z 25. metra od bramki przenieśli się w „szesnastkę” gości. Kluczowe w tej sytuacji jest ustawienie linii obrony. A konkretnie Piotra Polczaka. Nie dość, że doświadczony stoper przez większość tej akcji łamał linię spalonego, to w kluczowym momencie nie zszedł bliżej lewej strony, aby asekurować Gojnego i podchodzącego Ambrosiewicza. Jednym słowem, 34-latek przez cała tę akcję był za daleko piłkarzy Sandecji. Jak widać na obrazku, również cała formacja obrony była rozciągnięta na pół boiska z jedną wyraźną luką, którą wykorzystali gospodarze.














