Jagiellonia – Wisła. Pięć bramek w Białymstoku


23 października 2015 Jagiellonia – Wisła. Pięć bramek w Białymstoku

Wisła i Jagiellonia miały dziś coś do udowodnienia. Oba klubu miały problem z wygrywaniem, a Wiślacy na dodatek cierpieli na strzelecką niemoc. (Trwało to prawie pięć godzin). Dziś karta się odwróciła. Ale tylko dla jednej drużyny. Wynik 4 : 1 to idealny dowód na to, że przełamanie Brożka i spółki w końcu nadeszło. "Jaga" zaś musi jeszcze poczekać na swoją szansę


Udostępnij na Udostępnij na

Sędzia Mariusz Złotek miał okazję prowadzić dość emocjonujące spotkanie. Podopieczni Kazimierza Moskala rozpoczęli ostrzał bramki gospodarzy już od 3. minuty. Paweł Brożek wykazał się świetnym podaniem do Burligi, jednak ten przegrał pojedynek sam na sam z dobrze ustawionym Drągowskim. Od tej chwili Wisła utrzymywała się przy piłce, a zawodnicy Jagiellonii mieli problemy z wymienianiem podań. Ale kolejne minuty spotkania przynosiły strzały zarówno Wisły, jak i piłkarzy z Białegostoku. Jednak zarówno Cierzniak, jak i Drągowski stawali na wysokości zadania. Mimo wszystko to Wisła miała tych szans więcej. W 20. minucie statystyki podawały, że 70% posiadania piłki należało właśnie do nich. To może robić wrażenie.

Ale tak… To „Jaga” strzeliła gola jako pierwsza. Piłkę do siatki skierował Vassiljew, ale nie cieszył się z prowadzenia zbyt długo. Minutę później Filip Modelski sfaulował w polu karnym Burligę. Bez wątpienia zaspał i w chwili desperacji chciał poprzez faul naprawić swój błąd. Nie udało się. Sędzia podyktował rzut karny, a Paweł Brożek jak typowy egzekutor wpakował piłkę do siatki. Bartłomiej Drągowski nie miał najmniejszych szans.

Kolejne minuty znów były festiwalem prób strzelenia gola. I to z obu stron. Oba zespoły próbowały wprowadzić w życie atak pozycyjny, szybką kontrę. Wyraźnie widać było skupienie na stałych fragmentach gry. Ewidentnie jednak przeważała Wisła. Stwarzała więcej sytuacji, ale Jagiellonii o wiele lepiej wychodziło granie ze stałych fragmentów gry.

Druga połowa nie przyniosła niespodzianek (chyba że niespodzianką jest ilość strzelonych goli). Wisła cały czas kontrolowała przebieg spotkania, a po drugiej bramce grała na totalnym luzie. Kto wpisał się na listę strzelców? Otóż był to Maciej Jankowski. Piłkarz wykazał się przytomnością umysłu i wykorzystał chwilę, gdy obrona podopiecznych Michała Probierza nie była uporządkowana. Strzelił drugiego gola, a potem kolejnego (tuż po przerwie spowodowanej zadymieniem boiska z powodu odpalenia rac). Strzał głową, którym się popisał był naprawde imponujący.

Piłkarze „Jagi” nie poddawali się, ale trudno było przebić się przez dobrze ustawioną formację Wiślaków. Zawodników „dobił” jeszcze Guerrier, chociaż wszedł na boisko dwie minuty przed tym faktem.
Białostoczanie zaliczyli już czwarta porażkę z rzędu w ligowych zmaganiach. Michał Probierz deklarował, że ciągle solidnie pracuje ze swoimi zawodnikami, by poprawić grę formacji obronnej. Ten mecz pokazał, że przed nimi jeszcze długa droga. Wisła za to będzie musiała udowodnić, że ten wynik nie był przypadkiem. Dzisiejsza wygrana i przełamanie na pewno dają nadzieję na to, by klub znów zaczął wspinać się w ligowej hierarchii.

Najnowsze