W meczu rozgrywanym w Białymstoku tamtejsza Jagiellonia uległa greckiemu Arisowi Saloniki 1:2. Już po siedmiu minutach spotkania wynik brzmiał 0:2, lecz mimo koszmarnego początku dla podopiecznych Michała Probierza mecz był wyrównany.
Mecz dla debiutującej w europejskich pucharach Jagiellonii nie mógł rozpocząć się gorzej. Już w 3. minucie spotkania w polu karnym Cesareka sfaulował Lewczuk i sędzia podyktował rzut karny. „Jedenastkę” pewnie na bramkę zamienił Toni Calvo. Zaledwie cztery minuty później długie podanie z prawej strony boiska trafiło do zamykającego akcję Toniego Calvo, który strzelił drugą bramkę dla Arisu. Niespełna po dziesięciu minutach na tablicy świetlnej mieliśmy wynik 0:2.

Wydawało się, że „Jaga” została znokautowana, lecz białostoczanie nie zamierzali się poddawać. W 24. minucie gospodarze przeprowadzili znakomitą akcję, którą rozpoczął Tomasz Frankowski. Doświadczony snajper prostopadłym podaniem na prawą stronę uruchomił Kamila Grosickiego, ten płasko dośrodkował na siódmy metr od bramki Arisu, a tam nadbiegający Rafał Grzyb silnym strzałem wpakował piłkę do siatki.
Kilka minut po bramce dla Jagiellonii szansę na zdobycie prowadzenia mieli „Bogowie Wojny”. Z 18 metrów strzelał znakomicie spisujący się w dzisiejszym spotkaniu Calvo, Sandomierski interweniował niepewnie wybijając piłkę przed siebie, ale na całe szczęście dla gospodarzy, Cesarek nie opanował piłki w dogodnej sytuacji. Później do głosu doszli podopieczni Michała Probierza, którzy wielokrotnie stwarzali zagrożenie pod bramką Arisu. Świetnie spisywał się Grosicki, który dzięki swojej szybkości wprowadzał sporo zamieszania w szeregi defensywy Greków, jednak wynik wciąż pozostawał bez zmian.
W drugiej połowie tempo meczu wciąż mogło zadowalać kibiców. Obie ekipy starały się grać ofensywnie, szukając swoich szans na strzelenie bramki. W Arisie niebezpiecznie strzelał Neto, natomiast w Jagiellonii swoje szanse mieli Hermes, a następnie Grosicki. Przez chwile wydawało się nawet, że wyrównanie jest tylko kwestią czasu, bo w okolicach 60. minuty Jagiellonia co chwilę stwarzała zagrożenie pod bramkę greckiego zespołu. Jednak defensywa zespołu prowadzonego przez Hectora Cupera spisywała się bez zarzutu.












