Intensywny mecz w Legnicy. Zespoły miały swoje lepsze, jak i gorsze momenty, ale nie można odmówić im zaangażowania. Obie ekipy walczą o utrzymanie, a zwycięstwo w tym meczu dałoby im bardzo dużo. Podział punktów na dobrą sprawę nie satysfakcjonuje nikogo. „Jaga” minimalnie oddaliła się od strefy spadkowej, a Miedź lekko przybliżyła do przedostatniej Lechii Gdańsk.
Samo spotkanie można uznać za interesujące, mimo że patrząc na tabelę, zespoły nie wyglądają dobrze. Dla gospodarzy, jak i przyjezdnych był to mecz o sześć punktów, który trzeba było wygrać. Na ławce „Miedzianki” po raz pierwszy w tym sezonie zasiadł Andrzej Niewulis, który w poprzednim spotkaniu sprokurował rzut karny. Jagiellonia Białystok musiała sobie radzić bez jednego ze swoich liderów, gdyż Taras Romanczuk musiał pauzować za kartki.
Dobry początek Jagielloni
Lepiej w spotkanie weszła drużyna Jagiellonii Białystok, która swoje akcje rozgrywała lewą stroną, jak i środkiem boiska. Zawodnicy składnie podawali sobie piłkę, lecz brakowało skuteczności. Hiszpański duet napastników raz po raz zagrażał bramce gospodarzy. Szczególnie zwracało się uwagę na Jesusa Imaza, który dobrze odgrywał, pokazywał się do gry i starał się być wszędzie.
Drużyna z Białegostoku rozkręcała się z minuty na minutę, co w końcu przyniosło efekt. W 24. minucie „Jaga” przejęła piłkę, która po chwili znalazła się pod nogami Nene. Portugalczyk oddał mocny strzał w światło bramki, wyprowadzając gości na prowadzenie. Przy golu lepiej mógł zachować się Stefanos Kapino, który tylko odprowadził piłkę wzrokiem.
Po tej bramce role się odwróciły i to zespół Grzegorza Mokrego zaczął atakować, spychając rywali na ich połowę. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już po pięciu minutach na boisku znowu widniał wynik remisowy. Bramkę z rzutu rożnego głową zdobył kapitan Miedzi, Nemanja Mijusković. „Miedzianka” nie zwalniała tempa i z każdą minutą to ona sprawiała coraz większe problemy „Żółto-czerwonym”.
Pod sam koniec pierwszej połowy Jagiellonia Białystok znowu złapała wiatr w żagle i przejęła kontrolę nad meczem, ale do gwizdka sędziego wynik się nie zmienił.
Intensywna gra Miedzi po przerwie
W drugą połowę lepiej weszli gospodarze. Na duży plus można zaliczyć wejście Olafa Kobackiego, który od samego początku był bardzo aktywny i przeszkadzał w wyprowadzeniu piłki przez graczy Macieja Stolarczyka. 21-latek był widoczny na środku, a także prawej i lewej stronie boiska. Napędzało to też całą drużynę „Miedzianki”, która intensywnie nacierała na bramkę Zlatana Alomerovicia. Jagiellonia Białystok została zepchnięta na własną połowę boiska i głównie się broniła. Olaf Kobacki z minuty na minutę był coraz groźniejszy pod bramką rywali, lecz dwóch bardzo dobrych sytuacji nie mógł przekuć na gole. Świetną sytuację miał także Angelo Henriquez, który przegrał pojedynek sam na sam z serbskim bramkarzem.











