Legia Warszawa przechodzi jeden z najgorszych okresów od wielu lat. Po fatalnym sezonie klub przechodzi wiele zmian. Odeszło kilku, wydawałoby się, piłkarzy nie do ruszenia. Stąd też do Warszawy przyszło wiele nowych twarzy.
O ile nikt nie powinien mieć problemu z oceną transferu Arvydasa Novikovasa czy Valeriana Gavili, o tyle dla wielu tajemnicę może stanowić Ivan Obradović. Serbski defensor został sprowadzony, aby wzmocnić słabo obstawioną lewą stronę obrony stołecznej Legii.
Niespełniony talent
Sylwetka tego gracza nie jest powszechnie znana polskim kibicom. Znacznie lepiej kojarzą go fani piłki hiszpańskiej i belgijskiej, ponieważ to w tamtejszych ligach spędził największą część swojej profesjonalnej kariery. Wychowanek Partizana Belgrad w wieku 21 lat przeniósł się do Realu Zaragozy. Hiszpanie dostrzegli talent lewego obrońcy i zdecydowali się go wykupić za 3,5 mln euro, co do dziś jest jednym z najdroższych zakupów tego klubu.
Swój pierwszy występ reprezentacyjny zaliczył już w wieku 19 lat. Jego debiutancki mecz przypadł na spotkanie z Wyspami Owczymi. Serbowie wygrali to starcie 2:0, a pełny zakres minut rozegrał Milos Krasić, były piłkarz Lechii Gdańsk. Obradović wygrał trzy pierwsze spotkania w serbskich barwach, ale serię tę przerwała kadra Polski w grudniu 2008 roku.
Jego kariera na boiskach La Liga nie była zbyt owocna w liczbę rozegranych spotkań. Początkowo powodował to młody wiek ówczesnego zawodnika Realu, ale gdy przyszedł czas na wywalczenie stałej pozycji w składzie, przyszła ciężka kontuzja, która skutecznie mu to uniemożliwiła, przez co ostatecznie opuszczał klub jako wolny zawodnik.
Kolejnym przystankiem na piłkarskiej mapie Obradovicia była Belgia. Tamtejsza liga stała się drugim domem piłkarza i miejscem, gdzie mógł pokazać pełnię swoich umiejętności. Związał się zespołem KV Mechelen, tam pokazywał się na tyle dobrze, że po roku zgłosił się po niego Anderlecht. Zdołał też wrócić do reprezentacji Serbii. Jego powrót do wielkiej piłki znów został przerwany przez uraz kolana. Przez powracające kontuzje i rywalizację w składzie RSCA już nigdy nie był pewnym wyborem do pierwszego składu.











