Przed rozpoczęciem rozgrywek faworytem miał być jeden zespół – Widzew Łódź, któremu z góry przypisywano fotel lidera. Do łódzkiego klubu miał dołączyć jeszcze jeden zespół. Mało kto jednak spodziewał się aż tak zażartej rywalizacji. Podobnie zresztą sytuacja wygląda na samym dole tabeli, gdzie o utrzymaniu nadal muszą myśleć drużyny bijące się jednocześnie o awans. Jednym słowem cała II liga ma wciąż o co grać. To sprawia, że emocji nie brakuje i taki stan zapewne utrzyma się aż do samego finiszu rozgrywek.
Trwający sezon II ligi polskiej jest zacięty, a drużyny w niej występujące grają na bardzo podobnym poziomie. Trudno wskazać zespół, który byłby za mocny na ten szczebel rozgrywek bądź też za słaby. Może z wyjątkiem Gryfa Wejherowo i Legionovii, które by się utrzymać, potrzebują kilkunastu punktów. To są jednak akurat wyjątki.
Przykładowo zajmująca 16. miejsce Stal Stalowa Wola, która zebrała w sezonie 28 „oczek”, wciąż może myśleć o barażach o awans do I ligi. Do pierwszego najbliższego miejsca gwarantującego taki przywilej brakuje jednak dziewięciu punktów. Być może jest to strata zbyt duża do odrobienia, ale różnica ta pokazuje, jak płaska jest cała tabela.
Jaki lider, taka liga
Jednym z powodów, dlaczego sytuacja w II lidze tak się ułożyła, jest… siła jej lidera. Widzew Łódź, który choć zasłużenie przewodzi w tabeli, dość często daje powody do tego, by inni poważnie myśleli o awansie. Przykładem jest chociażby ostatni pojedynek pomiędzy łódzkim zespołem a Skrą Częstochowa, który ci drudzy wygrali, będąc jednocześnie faworytem do klęski.
Na dobrą sprawę Widzew z takim potencjałem, takimi możliwościami powinien uciec nieco dalej od całej reszty. W przeszłości jednak bywało różnie. Nawet na dotychczas trudnym do zdobycia, wydawać by się mogło, terenie jakieś punkty potrafili zdobyć rywale, którym dziś marzy się awans.
Przy al. Piłsudskiego remisować potrafili Olimpia Elbląg, Górnik Łęczna, GKS Katowice, a nawet Garbarnia Kraków. Mało tego, z trzema punktami z Łodzi wyjechała przed Skrą kilka miesięcy wcześniej Resovia. Mimo tylu strat, a wymienione zostały tylko te domowe, wciąż głównym faworytem do awansu jest oczywiście zespół prowadzony przez trenera Marcina Kaczmarka.
Jednak liderowi nie przystoi potykać się tak często w wyścigu o I ligę. Całe szczęście, że rywale również często tracą punkty, co jest drugim powodem tak płaskiej tabeli.











