Na najbliższą niedzielę zaplanowano spotkanie Pogoni Szczecin z Jagiellonią Białystok. Potyczka bezpośrednich sąsiadów w tabeli może okazać się kluczowa w kontekście obecności obu drużyn w grupie mistrzowskiej. Kto z nas kilka miesięcy temu zaryzykowałby tezę, że ekipa Ireneusza Mamrota na cztery mecze przed końcem rundy zasadniczej będzie musiała drżeć o prawo gry wśród ośmiu najlepszych zespołów sezonu 2018/2019?
Po sprostaniu trudnemu zadaniu w poprzednim sezonie, jakim bez wątpienia było zastąpienie Michała Probierza, Ireneusz Mamrot ochoczo zabrał się do pracy w kampanii 2018/2019. O ile jesień w wykonaniu drużyny z Podlasia była poprawna, to jednak wiosna jest właściwie pasmem ciągłych niepowodzeń. Obecnie licznik ligowych spotkań bez zwycięstwa w przypadku białostoczan wynosi cztery. Czy Jagiellonia przełamie się w Szczecinie i spróbuje jeszcze o coś powalczyć w tym sezonie? O tym dyskutowali Jakub Żelepień i Bartłomiej Bukowski w kolejnej odsłonie iGolowej Ekstragadki.
Czas prawdy dla Mamrota i całej Jagiellonii
Bartłomiej Bukowski: Trudno sobie wyobrazić górną ósemkę bez Jagiellonii, zwłaszcza patrząc z perspektywy pierwszej połowy sezonu, jednakże taki scenariusz zaczyna nabierać realnych kształtów.
Na dziś kluczowa wydaje się kwestia, jak przerwa na reprezentację wpłynie na dyspozycję podopiecznych trenera Mamrota. Wydaje się, że gorzej być nie może, a nowe nabytki muszą wreszcie zacząć zgrywać się z drużyną. W końcu zimą wszyscy twierdzili, że zespół z Podlasia był zdecydowanym zwycięzcą okienka transferowego.
Jakub Żelepień: Wywołałeś ciekawy temat – transfery. To prawda, że zimą wszyscy obserwatorzy Lotto Ekstraklasy byli pod wrażeniem wzmocnień, jakich dokonała Jagiellonia. Imaz, Kostal czy Arsenić to nazwiska, które już coś znaczą w naszej lidze. Nasuwa się jednak pytanie, czy piłkarze przeniesieni z drugiego końca Polski są w stanie w kilka tygodni zaadaptować się do gry w nowej drużynie, w której – jakkolwiek by na to nie patrzeć – wymagania są mimo wszystko nieco wyższe.
Sądzę, że w szerszej perspektywie zawodnicy, o których rozmawiamy, dadzą sympatykom „Jagi” sporo radości, ale na ten moment nie są w stanie załatać ogromnej dziury powstałej po odejściu Świderskiego i Frankowskiego.
Bartłomiej Bukowski: No właśnie, czy ta dziura jest aż tak ogromna? Frankowski wbrew pozorom oszałamiających liczb nie miał, zaś Świderski zaczął błyszczeć dopiero w połowie sezonu. Wcześniej długo Jagiellonia radziła sobie niemalże bez napastnika, bo żaden z będących w kadrze snajperów nie był gwarantem bramek. Wydaje mi się, że problem leży w dużym stopniu także w obniżce formy zawodników, którzy stanowili trzon tej drużyny. Mamrot jednak dotychczasową pracą zasłużył na szansę wyjścia z kryzysu i mam nadzieję, że niezależnie od wyniku z Pogonią nie straci on pracy.
Jakub Żelepień: Ja jednak będę trzymał się wersji, że były to poważne ubytki, także od strony atmosfery w zespole. Spójrzmy na kadrę Jagiellonii – trener Mamrot może wystawić cały skład bez ani jednego Polaka w nim. Jestem zdania, że zdrowe proporcje już dawno zostały zachwiane. O możliwym zwolnieniu szkoleniowca mówi się już od jakiegoś czasu i jeśli spojrzymy tylko na wyniki na przestrzeni ostatnich tygodni, to nie ma się czemu dziwić. Zespół z ambicjami sięgającymi mistrzostwa Polski nie powinien sobie pozwalać na serię czterech kolejnych spotkań bez zwycięstwa. Co skłania Cię do tego, aby jednak nie tracić zaufania do Mamrota i dać mu szansę wyprowadzić drużynę z poważnego kryzysu, bo chyba można już takiego słowa użyć?










