Jak przed każdym mniejszym czy większym turniejem piłkarskim tabuny redaktorów i dziennikarzy przepowiadają na łamach swoich pism, która z drużyn ma największe szanse na końcowe zwycięstwo, a która okaże się słynnym czarnym koniem. Nie inaczej będzie u nas. Z tą różnicą, że typowaniem nie zajmie się jeden redaktor (czy współpracownik), a kilku.
Jak powszechnie wiadomo, od wielu już dekad najwięksi faworyci się nie zmieniają. Od dawien dawna na każdych mistrzostwach świata o końcowy triumf rywalizują Brazylia, Argentyna i co najmniej jedna europejska drużyna. Oczywiście do tej wyliczanki należy dopisać reprezentację Niemiec, która zawsze, nawet mając na papierze przeciętny skład, mieści się w czołówce.

Zbliżający się turniej będzie wyjątkowy, czy może bardziej szczególny, z wielu różnych względów. Po pierwsze sam kraj. Republika Południowej Afryki ma jeszcze w pamięci walkę z apartheidem, najnowszy (notabene średnio udany) film o Nelsonie Mandeli („Invictus” w reżyserii Clinta Eastwooda) czy też różnicę nie tyle klimatyczną, o ile wysokościową pomiędzy różnymi arenami rozgrywanych spotkań. To będzie miało ogromny wpływ przede wszystkim na europejskich piłkarzy, którzy po morderczym sezonie do takich zmian nie są przyzwyczajeni i będą na nie bardzo podatni.
Po drugie sama futbolówka. Jabulani w ostatnim czasie spotkała się z falą krytyki, oczywiście ze strony bramkarzy. To już staje się tradycją, iż przed każdym mundialem czołowi golkiperzy narzekają na nieprzewidywalną futbolówkę itp. Wymówka? Niekoniecznie. Futbol idzie do przodu, coraz większy nacisk kładzie się na widowiskowość (co dziwić nie powinno) i nie zdziwiłbym się, jeżeli te mistrzostwa byłyby na pierwszym miejscu pod względem liczby strzelonych goli. I nie mam nic przeciwko!
Wreszcie po trzecie. Śledząc futbol już od ponad dekady, mogę zauważyć, jak wielką metamorfozę przeszły reprezentacje zarówno Hiszpanii, jak i Anglii. Tym pierwszym potrzebny był przede wszystkim triumf w ubiegłych mistrzostwach Europy. Dla tych drugich niezbędny był Fabio Capello, który w znakomity sposób poukładał wszystkie gwiazdy Premier League.
Oczywiście, że ww. drużyny już z marszu wymieniane są w gronie faworytów. Ale radziłbym właśnie na nie zwrócić uwagę, ich ostatnie wyniki pokazują bowiem, że tamtejsi piłkarze wiedzą już, jak wygrywać.
Typowanie
Najwyższa jednak pora przejść do esencji tego artykułu, czyli opinii redaktorów wortalu na tematy jakże przewidywalne, ale także jakże istotne. Zapytałem moich kolegów przede wszystkim o to, kto ma największą szansę wznieść do góry Puchar Świata, kto jak zwykle okaże się czarnym koniem oraz na kogo wypada zwrócić szczególną uwagę. Oto wyniki:













