Gdy na dobre nie opadł kurz emocji po półfinałach Ligi Mistrzów, czas na kolejne porywające pojedynki. W czwartkowy wieczór będziemy świadkami iberyjskiego rozdania, jakim śmiało można nazwać półfinały Ligi Europy. Sporting Lizbona podejmie Athletic Bilbao, a Atletico Madryt Valencię. Trzy zespoły z Hiszpanii, jeden z Portugalii – dominacja Półwyspu Iberyjskiego jak się patrzy.
Sporting Lizbona – Athletic Bilbao
Prawdę mówiąc, mało kto spodziewał się, że te drużyny zajdą aż tak daleko w rywalizacji o Ligę Europy. Wszak oba zespoły miały bardzo trudne przeszkody do pokonania, jakimi bez wątpienia były drużyny z Manchesteru. Sporting wyeliminował przecież Manchester City, a Athletic rywali zza miedzy Anglików – United. Oba kluby spotkały się tylko raz w trzeciej rundzie Pucharu UEFA 1985/1986, kiedy Athletic Javiera Clemente pokonał Sporting 2:1 w Bilbao, by przegrać w Lizbonie 0:3. Zespół Manuela Jose został wyeliminowany w następnej rundzie przez Koeln. Sporting jest niepokonany – w tym sezonie w 11 meczach zaliczył dziesięć zwycięstw i jeden remis, włączając serię siedmiu wygranych z rzędu. Dobra passa rozpoczęła się po przegranej 0:2 z Broendby w barażach Ligi Europy w sezonie 2010/2011. Athletic wygrał cztery z sześciu meczów wyjazdowych od początku fazy grupowej i jest obecnie niepokonany w pięciu pojedynkach europejskich. Najlepszym strzelcem Athleticu jest Fernando Llorente z sześcioma trafieniami. Najwięcej bramek dla Sportingu zdobył Ricky van Wolfswinkel – pięć. Sporting strzelił 17 goli w 12 meczach od początku fazy grupowej. Drużyna jest najbardziej niebezpieczna pomiędzy 31. a 60. minutą, kiedy to zdobyła dziewięć spośród tych 17 bramek. Athletic jest drugą najbardziej bramkostrzelną ekipą w obecnym sezonie rozgrywek z 24 golami na koncie, czyli jednym mniej niż Atletico Madryt. Klub z Bilbao jest szczególnie skuteczny pod koniec pierwszej połowy – sześć trafień pomiędzy 31. a 45. minutą. Zdobył też siedem bramek pomiędzy 61. a 75. minutą. Trudno wskazać faworyta w tym spotkaniu, ale z całą pewnością Sporting Lizbona będzie robił wszystko, co w jego mocy, by nie dopuścić do hiszpańsko-hiszpańskiego finału.
Atletico Madryt – Valencia CF
Dzięki tej parze mamy pewność, że przynajmniej jeden zespół z Hiszpanii powalczy o trofeum podczas finału w Bukareszcie. Obie drużyny znają się doskonale z rozgrywek Primera Division, w których rozegrały ze sobą bardzo dużo spotkań. Atletico ma dobre wspomnienia z jedynego europejskiego spotkania obu drużyn, kiedy to pokonało Valencię dzięki bramkom na wyjeździe w ćwierćfinale Ligi Europy 2009/2010. Valencia ma lepszy bilans w spotkaniach ligi hiszpańskiej – odniosła 55 zwycięstw, a Atletico 51. Drużyny spotkały się ze sobą 144 razy. We wrześniu bramka Roberto Soldado dała Valencii zwycięstwo 1:0 na własnym stadionie, a spotkanie w lutym zakończyło się bezbramkowym remisem. Klaas-Jan Huntelaar jest najlepszym strzelcem Ligi Europy z dziesięcioma bramkami, ale jego Schalke zostało już wyeliminowane. Piłkarz Atletico, Falcao, jest drugi w klasyfikacji z ośmioma trafieniami i może zostać najlepszym strzelcem po raz drugi z rzędu. Warto dodać, że ustanowił już rekord w sezonie 2010/2011 – 17 goli dla Porto, które wówczas zgarnęło puchar. Żaden piłkarz w historii rozgrywek nie został najlepszym strzelcem w dwóch edycjach z rzędu. Mający trzy trafienia na koncie, francuski obrońca Adil Rami jest najlepszym strzelcem Valencii w tym sezonie Ligi Europy. Mehmet Topal zdobył dwie bramki. Warto zaznaczyć, że Valencia rozpoczynała swoją tegoroczną przygodę z europejskimi pucharami od Ligi Mistrzów. Jednak po odpadnięciu z fazy grupowej dołączyła do zespołów walczących o Ligę Europy. Reasumując: wygląda na to, że jeśli w formie będzie Falcao, to Valencia nie ma szans na przejście Atletico. W lidze hiszpańskiej faworytem byliby goście, ale europejskie puchary rządzą się swoimi prawami. Jedno jest pewne – emocji nie zabraknie.










