25. kolejka będzie sprawdzianem dla Podbeskidzia Bielsko-Biała. Piłkarze tego klubu, mając jeszcze w nogach mecz z Lechem, zmierzą się z goniącą czołówkę Flotą Świnoujście. Zwycięstwo niemal przypieczętuje awans „Górali”, natomiast ewentualna porażka może być początkiem końca marzeń o awansie podopiecznych trenera Roberta Kasperczyka.
Mecz na szczycie szansą dla Floty

Podbeskidzie ma za sobą szalenie dramatyczny bój w półfinale Pucharu Polski, a już w piątek piłkarzy tego klubu czeka kolejne wielkie wyzwanie. Bielszczanie pojadą do Świnoujścia i zmierzą się z pukającą do bram Ekstraklasy Flotą. „Wyspiarze” mają tylko sześć punktów straty do „Górali” i są ostatnio w wyśmienitej dyspozycji. Porażka z Dolcanem Ząbki w 21. kolejce wpłynęła mobilizująco na piłkarzy z województwa zachodniopomorskiego i od tej pory już tylko wygrywają, zostawiając w polu pokonanych walczący o awans Piast Gliwice, rewelacyjną Wartę Poznań i solidną Bogdankę Łęczna. Co ciekawe, Flota to już nie tylko szalenie skuteczny Charles Nwaogu, ale też silna linia pomocy i szczelna defensywa, a w strzelaniu bramek Nigeryjczyka wyręczają ostatnio Tomasz Ostalczyk, Damian Misan i Ensar Arifović. Niektórzy już wróżą trzy punkty Flocie, jednak trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że rener Kasperczyk oszczędził kilku zawodników w meczu pucharowym, traktując priorytetowo rozgrywki I ligi. Tym razem szkoleniowiec Podbeskidzie pośle na front swoich najlepszych żołnierzy, którzy po niepowodzeniu w Pucharze Polski będą głodni sukcesu i wszystko wskazuje na to, że stworzą oni znakomite widowisko.
Ostatnia szansa Piasta

Drugi główny kandydat do awansu, ŁKS Łódź, zmierzy się na własnym stadionie z GKP Gorzów. Łodzianie wydają się murowanym faworytem, bo piłkarze z Gorzowa Wielkopolskiego jak co tydzień zastanawiają się, czy w ogóle wyjdą na boisko. Jeśli jednak znajdą się środki na wyjazd do Łodzi, to gorzowianie wcale nie są na z góry straconej pozycji. Wystarczy przypomnieć ostatnią kolejkę, w której piłkarze GKP zafundowali kibicom wspaniałe widowisko w meczu z GKS-em Katowice. Swoją drogą, szkoda, że bohater tego spotkania, Adrian Łuszkiewicz, nie miał jeszcze okazji sprawdzić swoich umiejętności w Ekstraklasie.












