Hutnik Kraków pokonał na wyjeździe Skrę Częstochowa 2:1 w meczu sąsiadów z tabeli 2. ligi i jej kosztem awansował do strefy barażowej. Dla „Hutników” to trzecie zwycięstwo z rzędu i chyba możemy mówić o ostatecznie zmazanej plamie za wcześniejsze wydarzenia, kiedy ekipa ze stolicy Małopolski dwukrotnie prowadziła 3:0 i dwukrotnie kończyła mecz bez punktów, a sprawa odbiła się szerokim echem w piłkarskiej Polsce.
Drużyna trenera Bartłomieja Bobli wzorowo zareagowała na podejrzane dla środowiska blamaże z Lechem II Poznań i Kotwicą Kołobrzeg. Nie tylko pokonała w Grudziądzu Olimpię, ale i zwyciężyła z dwoma rywalami z czołówki rozgrywek – poza wspomnianą Skrą ze stężycką Radunią. Hutnik może tylko żałować, że ta runda już się kończy.
Głogowski i Hoyo-Kowalski wygranymi
Odsunąć zawodników od zespołu nie jest trudno. Sztuką jest znaleźć jakościowe zastępstwo. Pod Wawelem wymianę pokoleniową na środku obrony przeszli na razie zupełnie bezboleśnie. Po wyrzuceniu z klubu Kamila Wegnera i zawieszeniu Dawida Kubowicza na ich miejsce wskoczyło dwóch młodych stoperów – Kamil Głogowski z rocznika 2004 i 20-letni Daniel Hoyo-Kowalski. Hutnik jak na razie takim ruchem bogaci się nie tylko w klasyfikacji Pro Junior System, ale również w tabeli 2. ligi.
Głogowski i Hoyo-Kowalski tworzą zwartą ścianę w linii defensywy. Nie przegrywają pojedynków powietrznych ani fizycznych, dobrze się asekurują i czytają zamiary napastników, a przede wszystkim utrzymują koncentrację. Raz dali się zaskoczyć dośrodkowaniem z bocznej strefy, ale poza tym ich postawę wypada głównie chwalić. Oczywiście kwestie organizacji i kierowania partnerami w fazie bronienia to elementy do doskonalenia, ale to przyjdzie razem z doświadczeniem.
Obaj to byli wiślacy, którzy teraz w duecie mogą zyskać drugie piłkarskie życie. Głogowski przed aferą występował przede wszystkim na prawej obronie. Wydarzenia na przełomie października i listopada pozwoliły wrócić mu na swoją nominalną pozycję. Jeszcze większą szansę od losu otrzymał natomiast Hoyo-Kowalski, bo niegdyś wielka nadzieja „Białej Gwiazdy” była dotychczas przywiązana do ławki. Gracz urodzony w Barcelonie wcześniej w tej kampanii zanotował tylko jeden występ.
Na Świątku po kolejne sukcesy?
Uskrzydlony może czuć się też 19-letni lewy obrońca Jakub Marcinkowski, który na słynnej Lorecie zdobył swoją premierową bramkę po strzale z rzutu wolnego, lecz po trzęsieniu ziemi zyskali nie tylko młodzieżowcy. Fantastyczny czas przeżywa napastnik Marcin Wróbel, który dokłada trafienie dla zespołu w następnym wyjazdowym meczu, ale również weteran i najlepszy strzelec w historii klubu, a więc Krzysztof Świątek. Pomocnik zdobył dwa gole z rzutów karnych z Radunią i dopisał asystę ze Skrą. Stał się poniekąd symbolem zadziwiającej przemiany krakowskiej ekipy. Swoją teorię na temat 36-latka ma nasz redakcyjny kolega z Krakowa, Bartosz Marcinkowski:










